Geje i lesbijki od lat głoszą pogląd, że ich orientacja jest cechą wrodzoną. To sprawa biologiczna. Tacy się urodzili. Ta cecha jest im nadana od urodzenia, jak kolor oczu czy skóry. Choć dotąd nie ma żadnego naukowego dowodu, aby tak było, to geje i lesbijki głoszą tę teorię jako prawdę objawioną. Dlatego stają w opozycji do nauki Kościoła, który twierdzi, że gejostwo to styl życia, który można zmienić, albo żyć w czystości. Oni zaś twierdzą, że źródeł ich preferencji seksualnych należy szukać w genach lub hormonach, a nie w procesie dojrzewania i wychowania. A zmiana ich sposobu życia to gwałt na ich naturze. Ich tożsamość płciowa jest więc czymś obiektywnym i niezmiennym.

Jest to sprzeczne z teorią gender, która  głosi wielość i zmienność płci, którą w dowolny sposób można kształtować.  Według nich nasza płeć nie jest czymś trwałym biologicznie, ale zależnie od naszej świadomości można ją zmieniać.

Jeszcze do niedawna w krajach zachodnich homoparady organizowano w ramach „miesiąca dumy gejowskiej”. Dziś ich uczestnicy idą pod sztandarami LGBTQ+. W wielu miastach Stanów Zjednoczonych marszałkami owych parad przestali być geje i lesbijki, a na ich miejsce weszli transseksualiści. Najlepszym tego przykładem jest Boston, w którym od lat organizowano Parady Dumy Gejowskiej, a w  2021 r. impreza się nie odbyła z powodu samorozwiązania jej głównego organizatora, Boston Pride – najstarszej gejowskiej instytucji w Massachusetts. Jej kierownictwo zostało oskarżone o trasfobię i rasizm. W ich zarządzie zasiadali sami biali i latynoscy geje oraz lesbijki i tylko jeden transseksualista.  

Ten konflikt narasta od roku 2015, gdy Sąd Najwyższy w USA wydał wyrok o prawnym zrównaniu związków jednopłciowych z małżeństwami. Od tego czasu geje i lesbijki z grupy wykluczonych znalazły się w środowisku uprzywilejowanych. Zaczęli być traktowani jako zdrajcy, którzy przeszli na stronę wroga.

Dziś w środowisku LGBT widać wyraźny rozłam na dwa nurty. Transseksualiści i osoby queer opierają się na transgresji i przekraczaniu kolejnych norm. Ich celem jest przeobrażenie całego społeczeństwa w duchu rewolucji gender w imię totalnej emancypacji. A drugi nurt podkreśla normalność gejów i lesbijek i wtopienie się ich w dotychczasowe normy społeczeństwa.

I teraz dochodzimy do feministek, które są największym wrogiem ideologii gender. Feministki krytykują genderyzm jako kierunek z zasady mizoginistyczny. Znana działaczka feministek Angela Wild protestuje, aby zaprzestać  wysyłać do więzień kobiecych maniaków seksualnych i gwałcicieli, którzy deklarują, że są kobietami. W więzieniach wykorzystują seksualnie kobiety, które nie mogą się nawet poskarżyć, aby nie być posadzone o dyskryminację osób transspłciowych. Angela Wild walczy także o to, aby wyznawcy gender mieli zakaz korzystania z damskich toalet, przebieralni i łaźni. Niedopuszczalny jest fakt, że wśród przebierających się kobiet spacerują roznegliżowani mężczyźni, eksponując swoje genitalia. Kobiety nawet nie mogą się o nic poskarżyć, aby nie być uznane za  transfobistki. Zdaniem działaczki trzeba również skończyć z tym, aby mężczyźni uważający się za kobiety startowali w kobiecych konkurencjach sportowych, bo przy nich kobiety nie mają żadnych szans na zwycięstwo.  Tym samym feministki negują ideologie gender z jej dobrowolnym wyborem płci. Z tych przykładów widać wyraźnie, że biologii się nie przeskoczy i dobrowolny wybór płci jest nonsensem.

Ale genderyści się nie poddają i według nich wypowiedzenie słów „kobieta” lub „matka” wyklucza osoby trans. Zamiast tego każe się używać sformułowań „osoby z macicami” lub ”właścicielki pochwy”. W rezultacie najbardziej na tym obłędzie ucierpiały kobiety. A aktywiści gender nie widząc absurdalności dalej brną w ten ponury kabaret. Ciekawe jaki będzie finał tego obłędu.

Maria Górzna