Łomżyński sex worker Damian Pielucha zrobił ze swojej apostazji prawdziwy cyrk. Jego sprawa, że wystąpił z Kościoła. Można mu jedynie współczuć, że w swoich kłopotach dnia codziennego nie ma żadnego moralnego oparcia, bo wiara w Boga daje takie wsparcie. Na razie Pielucha się tym nie przejmuje i ogłasza przeróżne manifesty: „nie dla hipokryzji, dzielenia ludzi na dobrych i złych, na grzesznych i świętych, zbawionych i potępionych, nie dla nietolerancji i chronienia pedofilów”. Wypowiedział wojnę obskurantyzmowi katolickiemu, który jest groźniejszy niż muzułmański fundamentalizm. Prawdziwe pomieszanie z poplątaniem. Pielucha nic nie rozumie z chrześcijaństwa, które sprowadza do tego, że nie lubi księży. Jezus Chrystus prawdziwy budowniczy Kościoła jest mu nieznany. Nie zastanawia się nad Jego naukami, klepiąc bezmyślnie cytat ze św. Augustyna - „Kochaj i rób co chcesz”.
Ale zostawmy Pieluchę w spokoju. Nie jest na tyle ważny, aby się nim zajmować. Istotny jest inny aspekt całej sprawy. Media liberalno-lewicowe i niektóre środowiska katolicyzmu otwartego ekscytują się jego postawą, odwagą i szczerością. Nagłaśniają wszem i wobec apostazję, która dla nich jest wyzwoleniem z pętów Kościoła, ze wszystkich obowiązujących norm moralnych. Prawdziwa laba moralna. Wszystko dozwolone. Króluje hedonizm i hasło carpe diem. Głos zabrał znany teolog jezuicki i przeprowadził z Pieluchą wyczerpujący wywiad, który okazał się dla teologa jednym z ważniejszych duchowych doświadczeń. Przypomniał Ewangelię i słowa Jezusa o celnikach i jawnogrzesznicach. „Pamiętajcie, że to modlitwa celnika została wysłuchana, a nie faryzeusza” – obwieścił w homilii.
Zastanawia, dlaczego nauka Jezusa jest tak deformowana, niezrozumiana, a przecież choć trudna, aby się do niej stosować, jest bardzo prosta, aby ją zrozumieć. Dlaczego ciągle kolejny celebryta, gwiazdka telewizyjna, piosenkarka ogłasza wszystkim, że daleko jej do Kościoła. Traktuje Kościół jako jeszcze jedną uprzykrzającą się instytucję i nie wiadomo dlaczego nazywa Kościół instytucją polityczną. Może się zdarzyć, że jakaś homilia w kościele ma wydźwięk polityczny, ale jest to sprawa marginalna. Ze swojego doświadczenia wiem, że nie padają tam słowa, wspierające jakąś partię polityczną. Kościół niezmiennie głosi Ewangelię, a że niektórym partiom politycznym jest z nią nie po drodze, to już inna sprawa. 
Po dwudziestu, trzydziestu latach komuś nagle przypomina się, że był molestowany przez księdza. Nigdy nie można deprecjonować takich faktów, które mogą być traumą na całe życie, ale nie można kwestii pedofilii sprowadzać jedynie do Kościoła. Składa się on tylko z ludzi i dlatego podlega tym samym grzechom co każdy. Po zbadaniu sprawy, pedofilia wśród księży okazała się marginalna co nie umniejsza faktu, że w tym wydaniu jest wyjątkowo obrzydliwa.
Co jeszcze odstręcza tzw. katolików od Kościoła? To, że któryś z księży zachował się kiedyś niestosownie i w trudnym momencie życia człowieka przychodzącego do niego, wypowiedział nierozsądne uwagi. Inni przekreślili Kościół, bo nie uznaje in vitro. Kościół dla nich powinien być przyjemny i łatwy dla wszystkich, naginać się do potrzeb danej osoby, niezależnie jakie ona wygłasza poglądy. Nie zamierzają stosować się do nauczania Ewangelii, odwracają się natychmiast od Kościoła. Nie znają zasad Ewangelii, z kontekstu wyrywają pojedyncze słowa i naginają je do swoich potrzeb. 
Ogólnie rzecz biorąc, Kościół dla nich to jakaś przestarzała instytucja pełna zdemoralizowanych księży. Po co do niej należeć, skoro Bóg jest wszędzie i można się do niego modlić na łące, w lesie, nad jeziorem. Nie rozumieją, że prawdziwy kontakt z Jezusem jest jedynie możliwy przez Sakrament, który dokonuje się w Kościele podczas Mszy św. . Dla nich Jezus jest tak daleki, nieobecny. Gdzieś wyłaniający się z dalekiego tła.  Nie rozumieją tego,  nie chcą wierzyć w miłosierdzie Jezusa, w jego wszechogarniającą miłość do nas, miłość szaleńczą, która doprowadziła Go na krzyż. Każdy, jeżeli tylko chce ma do niej dostęp. Ale po czasie miłosierdzia przyjdzie czas sprawiedliwości i każdy z nas w godzinie śmierci musi w niego wejść. I wówczas wszystkie pseudomądrości apostazyjne pójdą w zapomnienie.
Inna sprawa, że Kościół za mało o tym mówi. Homilie podczas Mszy św. bardzo często są sztampowe, nie potrafiące trafić do duszy wiernych. W tych trudnych czasach Kościół ma szczególne zadanie – szerokiego otwarcia się ze swoją nauką, która powinna trafić do jak najszerszego grona. Inaczej ludzie pokroju sex workera z Łomży, Nergala, Margaret, Magdy Mołek, Małgorzaty Rozenek i jej męża pozostaną z zagubieniu.
Maria Górzna