Na początek zajrzyjmy do artykułu opublikowanego w maju na portalu tygodnik-rolniczy.pl. Otóż serwis odnotował dosyć ciekawą wypowiedź ministra rolnictwa i rozwoju wsi Henryka Kowalczyka. „W kwestii wywozu ziarna chcemy skorzystać z potencjału Spółek Skarbu Państwa, ale przede wszystkim z potencjału prywatnych przedsiębiorców, tych, którzy byli do tej pory też tradycyjnymi importerami zbóż z Ukrainy” – oświadczył wicepremier rządu Prawa i Sprawiedliwości. Kolejność dalszych wydarzeń jest następująca: w czerwcu został powołany pełnomocnik ds. współpracy z Ukrainą Rafał Mładanowicz, a niedługo później doszło do dymisji prezesów spółek. Jak donosiły media, przedstawiciel resortu miał jeździć po państwowych elewatorach. Ministerstwo Rolnictwa rzecz jasna zaprzeczyło, jakoby miało to związek z oceną możliwości składowania ukraińskiego zboża.

„Prawda zdaje się wyglądać nieco inaczej. Otóż według pojawiających się doniesień to właśnie wicepremier oraz minister rolnictwa i rozwoju wsi Henryk Kowalczyk próbował nakłonić państwowe spółki do handlu zbożem ukraińskim, w szczególności kukurydzą. Podejmowane działania nie miały na celu weryfikacji stanu faktycznego, tylko były elementem presji na kierownictwa spółek państwowych. Skoro KGS i Elewarr nie zaangażowały się w handel ukraińską kukurydzą, wymieniono prezesów tych spółek. 20 czerwca stracił funkcję prezes KGS Krzysztof Kowa, a 13 lipca – prezes Elewarru Daniel Alain Korona. Odwołanie Korony nastąpiło tuż po jego publicznych wypowiedziach na początku lipca br, w których jednoznacznie stwierdzał, że Elewarr nie kupował ukraińskiego zboża i deklarował kupno zbóż od polskich rolników” – czytamy w artykule opublikowanym na portalu propolski.pl.

Mładanowicz, Wernicki i Romanowski

Jako że pod koniec lipca udało się zawrzeć porozumienie międzynarodowe ws. otwarcia korytarza zbożowego przez Morze Czarne, problem z napływem ukraińskiego zboża stracił na znaczeniu. Z tego względu Ministerstwo Rolnictwa miało zrezygnować ze swoich pomysłów. 31 sierpnia spółka Elewarr opublikowała komunikat, w którym oświadczyła, że nie prowadziła, nie prowadzi i nie będzie prowadzić skupu zbóż z Ukrainy. W takiej sytuacji trudno przesądzić, czy rzeczywiście wicepremier Henryk Kowalczyk próbował nakłonić państwowe spółki do składowania ukraińskiego zboża w celu jego odsprzedaży na rynku krajowym lub zagranicznym, i to w przededniu okresu żniwnego. Niestety poszlaki aż same rzucają się w oczy, przez co trudno je zignorować. Można chociażby wskazać, że nowym prezesem Krajowej Grupy Spożywczej został Jan Wernicki, który nie posiada żadnego doświadczenia w branży cukrowej, ale jest znajomym wiceministra rolnictwa Rafała Romanowskiego – obaj panowie pochodzą z Ciechanowa.

„Jak informowały wówczas media, następcą Korony miał zostać Rafał Mładanowicz, pełnomocnik ds. współpracy z Ukrainą, który jeździł po elewatorach, badając możliwości składowania zboża ukraińskiego. Do nominacji nie doszło, tylko ze względu na ujawnione przez media kontakty Mładanowicza z przywódcami PSL i jego przeszłe anty-PIS-owskie wypowiedzi. Ostatecznie Spółka Elewarr nie zmieniła polityki i 31 sierpnia opublikowała komunikat, w którym zadeklarowała, że nie prowadziła, nie prowadzi i nie będzie prowadzić skupu zbóż z Ukrainy. Pod koniec lipca 2022 r. doszło do porozumienia międzynarodowego ws. otwarcia korytarza zbożowego przez Morze Czarne i problem napływu zboża ukraińskiego osłabł. Problem ucichł, ale bez odpowiedzi pozostaje pytanie: Dlaczego minister rolnictwa i rozwoju wsi próbował nakłonić spółki państwowe do handlu zbożem ukraińskim, i to w przededniu okresu żniwnego?” – możemy dowiedzieć się z materiału zamieszczonego w serwisie propolski.pl.

Końcowe pytanie warto powtórzyć, chociaż nie wiadomo, czy kiedykolwiek poznamy na nie odpowiedzieć.