Luty obecnego roku. W Ottawie przebywa Konwój Wolności. Mimo wielu prowokacji, których próby opublikowano w sieci, protestujący przeciwko drakońskim przepisom wprowazdonym pod pretekstem koronawirusa pokojowo przebywają w stolicy Kanady. Justin Trudeau ucieka, po czym zapowiada, chciałoby się rzec, „ostateczne rozwiązanie” kwestii wolności w zarządzanym przez siebie państwie.

 

Zaczyna się od blokady kont osób, które zidentyfikowano jako uczestników protestów. Krótko potem następuje brutalna pacyfikacja. Policja konna tratuje ludzi. Granaty dymne, pały i gaz – to wszystko wymierzone zostaje w Kanadyjczyków, którzy nie zgadzali się z absurdalnymi, niepotrzebnymi i szkodliwymi restrykcjami wprowadzonymi przez lewicowo-demokratyczną władzę.

 

Poniżej kilka zajawek z tamtego czasu, dla przypomnienia, co robiły demokratyczne rządy dla podtrzymania Wielkiej Histerii.

 

 

 

 

 

 

Dodać należy, że przy tym Trudeau wyzywał protestujących od „zwolenników teorii spiskowych” i – oczywiście – „faszystów”. Nigdy za pacyfikację nie przeprosił. Tyle dobrego, że okres jego rządów i zapewne jego obozu zbliża się nieuchronnie ku końcowi, a Kanadyjczycy nie zapomną szybko o tym, czego ich władza dokonała. 6 października nowym premierem prowincji Alberta została Danielle Smith, która swoją kampanię oparła właśnie na hasłach przeciwko Wielkiej Histerii.

 

A skoro już od Konwoju Wolności i jego pacyfikacji przeszliśmy do prawie dnia dzisiejszego, to przeskoczmy w teraźniejszość, ale na innym kontynencie. Chiny. Pekin kontynuuje politykę „zero covid”. Oznacza to drakońskie przepisy i lockdown całych, wielomilionowych miast. Za jego złamanie – według materiałów, które wyciekły do sieci – najpierw jest się pałowanym, a dopiero potem słychać zarzuty.

 

W kraju załamują się dostawy artykułów podstawowych, jak żywności. Nieoficjalne doniesienia mówią o starciach ludzi z chińską policją. Bo co w sumie mają do stracenia? W więzieniu mają szansę na otrzymanie jedzenia.

 

I w tym momencie pojawia się Justin kanalia Trudeau. Człowiek, który brutalnie spacyfikował własnych, pokojowo protestujących przeciwko restrykcjom wielkohisterycznym obywateli, teraz pochwala protestujących w innym kraju i mówi, że to ich obywatelskie prawo.

 

Reuters” podaje, że we wtorek Trudeau orzekł, iż „wszyscy w Chinach powinni mieć możliwość protestowania i wyrażania siebie, a Kanadyjczycy uważnie obserwują protesty przeciwko polityce zerowej COVID-19 w tym kraju”.

 

Będziemy nadal zapewniać, że Chiny wiedzą, że będziemy bronić praw człowieka, będziemy stać po stronie ludzi, którzy wyrażają siebie – dodał Trudeau.

 

Żeby nie było wątpliwości – teza wypowiedziana przez kanadyjskiego premiera teraz jest jak najbardziej słuszna. Żaden rząd nie ma prawa zamykać swoich obywateli i pacyfikować tych, którzy protestują przeciwko złemu, szkodliwemu i niepotrzebnemu prawu. Problem polega na tym, że mówi to facet, który 10 miesięcy temu zrobił swoim obywatelom dokładnie to samo, co teraz robi Pekin swoim. Facet, który wprowadził przepisy bardzo podobne do tych, które wprowadził u siebie Pekin pod dokładnie tymi samymi hasłami.

 

I widać wyraźnie, że wielki biznes Zachodu nie zamierza na to zwracać uwagi. Bo Reuters w ogóle nie wspomniał o poprzednich działaniach Trudeau wobec Kanadyjczyków, kontynuując przedstawianie zbrodniarza jako „autorytetu” i zwolennika tzw. liberalnej demokracji.

 

Najwyraźniej „prawa człowieka” i „wolności obywatelskie” to slogan na kraje niekontrolowane przez Zachód. Gdy nastanie w nich zachodni model demokracji pod kontrolą wielkich korporacji, prawa obywatelskie magicznie znikają. Zupełnie, jak tzw. pandemia w Polsce i ilość pozytywnych wyników testów na koronkę, gdy wybucha wojna w kraju obok.

 

 

 

 

 

Dominik Cwikła

 

Autor jest dziennikarzem i publicystą, założycielem portalu kontrrewolucja.net. Profile autora w mediach społecznościowych: Facebook, Twitter, YouTube