Przypomnijmy w trakcie mszy na watykańskim placu Świętego Piotra jednym elementów pogrzebowych była homilia wygłoszona przez papieża Franciszka. Głowa kościoła, zdaniem wielu komentujących, bardzo krótko i lakonicznie opowiadał o swoim poprzedniku.

Mocno przywiązani do ostatnich słów Pana i do świadectwa, które naznaczyło jego życie, chcemy jako wspólnota kościelna pójść jego śladami i powierzyć naszego brata w ręce Ojca: niech te ręce miłosierdzia znajdą jego lampę zapaloną olejem Ewangelii, którą rozkrzewiał i której był świadkiem podczas swego życia - mówił.

Chcemy wspólnie powiedzieć: Ojcze, w Twoje ręce powierzamy jego ducha. Benedykcie, wierny przyjacielu Oblubieńca, niech twoja radość będzie doskonała, gdy będziesz słyszał ostatecznie i na zawsze Jego głos! - dodał.

Zdaniem popularnego katolickiego publicysty Tomasza Terlikowskiego słowa wygłoszone przez papieża Franciszka należy określić jako "bardzo słabe".

Zaskakująca homilia Franciszka. Trochę taka, jakby ksiądz mówił na grobie kogoś o kim nie miał wielkiego pojęcia, więc opowiada ogólnie o roli jaką pełnił. Odniesień do bogatego życia Benedykta XVI brak, brak podkreślenia roli jaką spełniał. Tak jakby to nie miało znaczenia. O poprzedniku zaledwie kilka słów. Tak jakby była obawa, że on przesłoni obecnego papieża - stwierdził na facebookowym profilu.

Na tle homilii, którą głosił kard. Joseph Ratzinger podczas pogrzebu Jana Pawła II słabe, bardzo słaba homilia. Ratzinger miał odwagę i pokorę, by mowić o przecinku. Franciszek nie. Słaba także dlatego, że nie oddającą choćby w części tego, co znaczył Benedykt XVI dla Kościoła. Słaba, bo nie znajdująca słów, by pokazać następstwo, szacunek, pokorę wobec poprzednika - dodał.