Kościół

Ruch Zielonoświątkowy jako masoński projekt: zaczątek nowego, ezoterycznego chrześcijaństwa przyszłości – cz. I

Jacek Schmidt, uczestnik i późniejszy historyk i krytyk „odnowy charyzmatycznej” w Polsce, zauważa, że prowadzi ona do tworzenia Kościoła Ducha, nowego uniwersalnego „kościoła” ponad wyznaniami i denominacjami, który będąc traktowany jako duchowy ekumenizm, jest tak naprawdę nawiązaniem do herezji Joachima z Fiore[1].

 

 

 

Jest to niezwykle interesująca uwaga, tym bardziej, że pochodzi od osoby, która była wcześniej zaangażowana w ten ruch. Joachim z Fiore był cysterskim mnichem, który żył w XII w. Jego nauki zostały potępione i przyczyniły się do powstania gnostyckich sekt XIII w. do których nawiązywali protestanccy reformatorzy. Najsłynniejszą ideą Joachima był trójpodział dziejów na okres Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego. W ramach tej historiozofii wyjaśniał, że w okresie Boga Ojca, który trwał od Abrahama do Odkupienia, obowiązywało prawo, Stary Testament, służba i wiedza, a lud wybrany skupiony był na synagodze. Następnie nastał okres Syna Bożego, który był czasem Ewangelii, Nowego Testamentu, łaski, wiary i mądrości. Miał trwać 42 pokolenia (tyle samo, co od Abraham do Chrystusa), a lud wybrany zgromadził się w Kościele.

Następnie miał przyjść okres Ducha Świętego, który miał się rozpocząć jeszcze za czasów Joachima. Czas ten miał się charakteryzować pełną wolnością, kiedy wybrani będą żyć tylko potrzebami ducha, zniknie obecny Kościół wraz z klerykalnymi instytucjami i sakramentalnymi formami i zapanuje kościół duchowy, złożony z ludzi duchowych, świętych, którzy zastąpią biskupów, obecne obrzędy nie będą już potrzebne, nastanie swoboda kultu, a człowiekowi zostanie objawiona Ewangelia Wieczna, niespisana, która ma charakter duchowy i zostanie wyryta w ludzkich sercach.

Znamienne, że w XX w. studia nad myślą Joachima niezwykle się rozwinęły. W 1982 r. powstało Międzynarodowe Centrum Studiów nad Joachimem z Fiore (Centro Intemazionale di Studi Gioachimiti) z siedzibę w San Giovanni in Fiore (Kalabria). Co pięć lat organizowane są Międzynarodowe Kongresy poświęcone jego myśli. Instytuty badawcze z całej Europy organizują w różnych krajach specjalistyczne seminaria (w 1990 w Berlinie, w 1991 w Bad Homburg, w 1992 w San Giovanni in Fiore, w 1993 w Pradze, w 1996 po raz drugi w San Giovanni in Fiore i w 1998 w Paryżu).

Słusznie Jan Grzeszczak zauważa: „Wydaje się, że właściwym kluczem do zrozumienia zjawiska wzrostu zainteresowania opatem z Fiore, jest uświadomienie sobie przez środowiska naukowe istotnego wpływu Joachima na europejską kulturę. Ten proces, zainicjowany na początku XX wieku przez autorów takich jak H. Grundmann, doprowadził dzisiaj do powstania swego rodzaju wspólnoty kompetentnych badaczy i miłośników Joachima z Fiore, którzy poprzez prowadzone badania, często o charakterze interdyscyplinarnym, i uczestnictwo w zakrojonych na szeroką skalę projektach, przyczyniają się do prowadzonej w fachowy sposób popularyzacji duchowego dziedzictwa tego odległego czasowo, ale bliskiego nam kulturowo autora”[2].

Jan Grzeszczak zwrócił także uwagę na to, że Johann Valentin Andrea, a więc postać kojarzona z powstaniem Różokrzyża, powoływał się na Joahima z Fiore[3].

Badania na ten temat podjęli zarówno katoliccy jak i protestanccy teolodzy. Przykładowo po stronie katolickiej byli to Henry de Lubac i Hans Urs von Balthasar, a po stronie protestanckiej Jürgen Moltmann, który tę myśl przejął i rozwijał. Lubac napisał na temat tego średniowiecznego autora opracowanie złożone z dwóch tomów. Chociaż krytykował go, to jednak był pod jego wielkim wrażeniem, skoro napisał: „Stopniowo odkrywałem jednak wielkość jego wpływu i dziwiłem się tym bardziej temu, że historycy teologii przywiązywali do niego tak niewiele uwagi”[4].

Lubac ma rację, kiedy twierdzi, że myśl Joachima legła u podstaw wielkiego procesu sekularyzacji chrześcijaństwa, gdzie punktem kulminacyjnym był Hegel, niemiecki romantyzm oraz utopijne i rewolucyjne mesjanizmy. Trzeba tylko dodać, że chodzi tu więc o protestanckie, a tak naprawdę różokrzyżowe i masońskie poglądy[5].

Warto wiedzieć, że podobne poglądy do Joachima z Fiore głosiło wielu innych fałszywych mistyków w XIII i XIV w. Na początku XIII w. działali choćby Amalryk z Bène i Ortlieb ze Strasburga, którzy wprost opowiadali się za panteizmem. W tym czasie powstało bądź rozwinęło się także wiele gnostyckich sekt takich, jak sekta katarów, albigensów, waldensów, begardów i beginek (choć ci ostatni tylko częściowo ulegli herezji i jako ruch zostali później zrehabilitowani). Sobór w Vienne w dekrecie Ad nostrum z 1312 r. potępił je wszystkie pod wspólną nazwą „herezji wolnego Ducha”. Pojawiły się w nim wręcz słowa, że istnieje coś takiego, jak „Bractwo Wolnego Ducha”, groźna sekta walcząca z Kościołem katolickim. Historycy mają wątpliwości, czy działała taka zorganizowana grupa. Nie ma to jednak znaczenia, bo ważniejsze jest to, że w tym czasie pojawili się w chrześcijańskiej Europie panteiści, a więc poganie, działający w pojedynkę lub w małych kręgach, którzy twierdzili, że są prawdziwymi chrześcijanami. To ich postulaty podjął Jan Wiklef a następnie Jan Hus, Luter, Kalwin i inni.

Analizując fenomen pentekostalizmu widać, że w jego ramach głosi się to samo, czego nauczał Joachim i mu podobni. Pentekostalizm, a później katolicki ruch charyzmatyczny wiązał się z przebudzeniem mistycznym, które miało miejsce w Kościele także w XIII i XIV w. (jak wiemy skończyło się to tragicznie – reformacją i utratą wiary katolickiej przez całe narody). Początek tego ruchu datuje się na 31 grudnia 1901 r., kiedy to pastor metodystyczny Charles F. Parham modlił się z grupą ludzi w prowadzonej przez siebie szkole biblijnej Bethel Bible w Topeka. Wówczas Agnes Ozman, jedna z uczennic, po modlitwie z włożeniem rąk zaczęła mówić innymi językami. Ważną datą jest także 6 kwietnia 1906 r., kiedy to przy Azusa Street 312, w Los Angeles, miało dojść do Nowej Pięćdziesiątnicy, kiedy to uczestnicy przeżyli „chrzest w Duchu”. Tam z kolei działał Wiliam Joseph Seymour, uczeń Parhama, założyciel wspólnoty charyzmatycznej, która stała się tak sławna, że Seymour zyskał przydomek „ojca ruchu zielonoświątkowego”.

John L. Sherrill, słynny pisarz amerykański, którego opracowania są zaliczane do klasyki ruchu charyzmatycznego, w sposób niezwykle znamienny opisał ten ruch. Przywołał bowiem słowa dr. Henrego Pitneya van Dusena, ówczesnego prezydenta Union Theological Seminary w Nowym Yorku, który powiedział: „Czuję, że ruch zielonoświątkowy z tym wielkim naciskiem na Ducha Świętego nie jest zaledwie kolejnym ożywieniem religijnym. Jest to rewolucja, którą można porównać do powstania pierwotnego Kościoła apostolskiego i do reformacji protestanckiej”[6].

Następnie Sherril podkreślił, że Dusen sądził nawet, że nie można porównywać tego ruchu do głównych wyznań protestanckich, jak prezbiterianizm czy metodyzm. Jest to bowiem coś więcej, co zestawić można najwyżej z katolicyzmem i prawosławiem[7].

Nie są to wcale uwagi „na wyrost”, głoszone przez entuzjastę nowych idei. Żeby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na historię protestantyzmu. Od czasów reformacji przybierał on przeróżne formy. Od początku podzielił się na dwie wielkie gałęzie luteranizmu i kalwinizmu, z których następnie wykluwało się wiele odłamów i sekt. Liczba protestanckich zborów rosła w tempie niespotykanym. Liczyć je należy w dziesiątkach tysięcy, choć oczywiście wśród nich wymienia się kilka głównych gałęzi. Oceniając pentekostalizm trudno jednak widzieć w nim tylko jeszcze jedną z wielu sekt czy denominacji.

[1] J. Schmidt poświęcił temu tematowi nawet cykl tekstów na blogu „Kościół Ducha – wprowadzenie, cechy odnowy charyzmatycznej”, źródło: http://www.fronda.pl/blogi/tylko-prawda-jest-ciekawa/kosciol-ducha-wprowadzenie-cechy-odnowy-charyzmatycznej,41299.html.

[2] J. Grzeszczak, Współczesne badania nad Joachimem z Fiore, Poznańskie Studia Teologiczne, t. IX, 288.

[3] Tamże, 284.

[4] H. de Lubac, Mémoire sur l’occasion de mes écrits, Paris 1992, s. 159n.

[5] Ks. C. Naumowicz, Powab joachimizmu. Interpretacja myśli Joachima z Fiore we współczesnej teologii, Teologia w Polsce 3,2 (2009), 295-296.

[6] J. L. Sherrill, Oni mówią innymi językami, tł. B. Olechnowicz, Gorzów Wielkopolski 2015, 33.

[7] Tamże.

Jeżeli podobają Ci się materiały publicystów portalu Prawy.pl wesprzyj budowę Europejskiego Centrum Pomocy Rodzinie im. św. Jana Pawła II poprzez dokonanie wpłaty na konto Fundacji SOS Obrony Poczętego Życia: 32 1140 1010 0000 4777 8600 1001. Pomóż leczyć ciężko chore dzieci.

WSZYSTKIE PRAWA DO TEKSTU ZASTRZEŻONE. Możesz udostępniać tekst w serwisach społecznościowych, ale zabronione jest kopiowanie tekstu w części lub całości przez inne redakcje i serwisy internetowe bez zgody redakcji pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

7 komentarzy

7 Komentarzy

  1. jacek wójcikiewicz

    6 czerwca 2018 at 15:17

    Protestantyzacja Kościoła jest bardzo niebezpieczna.

  2. Hania

    6 czerwca 2018 at 18:09

    Przykre jest, że w ogólnoświatowy trend włącza się tzw katolickie radio z Torunia.
    Ojcowie redemptoryści zapraszają do młodzieżowych audycji niejakiego charyzmatyka
    Marcina Zielińskiego.
    oto co na jego temat piszą w internecie:

    https://drive.google.com/file/d/1CyyuSfBElV2mfyaCQgnjq__530npNkJ8/view

    • marju73

      6 czerwca 2018 at 20:03

      Na jego temat wypowiadał się pan Stanisław Krajski podczas promocji najnowszej swojej książki.

  3. Hania

    6 czerwca 2018 at 18:11

    Jak żyje takich brewerii na Jasnej Górze nie widziałam:

    https://www.facebook.com/groups/129185981013338/permalink/162582817673654/

  4. semperparatus

    6 czerwca 2018 at 18:34

    Bardzo skomplikowane…rzekłbym „talmudyczne”rozważania…A przecież należy-gdzie się da-stosować „brzytwę Ockhama”…czyli maksymalnie upraszczać dany problem…Czyli…w przypadku rozważań natury religijnej-przyjąć jako aksjomat duchową naturę człowieka(istnieją na to eksperymentalne dowody)…i rozwój tegoż ducha(moralny i intelektualny)jako cel naszej wiecznej egzystencji…A w związku z powyższym-życie na naszym upadłym świecie…rządzonym przez jahwe-demiurga-szatana(łk.4,1-13,1J,5,19)-jako krótki tylko epizod w nieskończonym trwaniu każdego za nas…

  5. Piotrx

    6 czerwca 2018 at 23:38

    „Źródła współczesnego ekumenizmu i Trybalizm” – ks. prof. Michał Poradowski
    /fragmenty/

    ŹRÓDŁA WSPÓŁCZESNEGO EKUMENIZMU

    Kościół Katolicki zawsze szukał pojednania z odpryskami, które powstawały z najrozmaitszych przyczyn już nawet za czasów apostolskich. Wystarczy czytać Dzieje Apostolskie i Listy Apostołów, a przecież nawet jeszcze w okresie nauczania Chrystusa Pana ukazywały się małe grupki niezadowolonych, jak świadczą o tym Ewangelie.

    Natomiast słowo „ekumenizm” zdaje się iż pojawia się dopiero pod koniec wieku XIX w Stanach Zjednoczonych i to głównie wśród protestantów, ale z inicjatywy rabinów amerykańskich. Ciekawe na ten temat studia znajdują się w żydowskim czasopiśmie naukowo-historycznym, które od przeszło pół wieku ukazuje się regularnie pod tytułem „American Jewish Archives „, zajmującym się głównie historią imigracji żydowskiej do Stanów Zjednoczonych oraz jej działalnością.

    Imigracja ta, początkowo niewielka, pod koniec XIX wieku stała się masową i to głównie z Rosji carskiej. Ciekawe, że różni autorzy owych wspomnień o charakterze naukowo-historycznym, zamieszczonych w numerze pierwszym z roku 1982 (jest to kwartalnik), odnośnie imigracji pod koniec wieku XIX, podkreślają, że była ona ułatwiona głównie dzięki temu, iż – w owym czasie – nikt w Stanach Zjednoczonych nie zapytywał kim jest (who are you ?) lecz tylko interesowało jakiej pracy się oddaje (what can you do ?). nie istniał więc problem narodowościowy lub religijny, lecz wyłącznie problem zawodowy. Większość ówczesnych imigrantów przybywających z Rosji poświęcała się zawodowi rozrywkowemu, co oni nazywali „przemysłem rozrywkowym” („the entretainment industry”), czyli lokale rozrywkowe, a więc takie gdzie można było zabawić się, potańczyć, pogawędzić, dobrze zjeść, czyli w praktyce chodziło o tak zwane „lokale nocne”. Nie było więc w owym czasie w Stanach Zjednoczonych żadnego antysemityzmu. Wszędzie na tym ogromnym terytorium brakowało ludzi do pracy a nikogo nie interesowała narodowość czy rasa. Co więcej, według owych wspomnień historycznych, wszędzie w Stanach Zjednoczonych panowało współżycie przyjacielskie między wszystkimi. Widocznie imigracja Żydów w owym czasie była bardzo duża, gdyż wkrótce pojawiły się liczne synagogi i bóżnice, ale jednocześnie także i liczne kaplice głównie sekt protestanckich. Otóż okazało się, że wśród tych sekt protestanckich bardzo brakowało pastorów i skorzystali z tej sytuacji rabini, ofiarując swe usługi różnym sektom protestanckim, a to głównie jako kaznodzieje. To na tym tle narodził się tzw. Ruch Międzywyznaniowy (the Interfaith Movement). W praktyce początkowo ograniczał się jednak tylko do współżycia i współpracy rabinów z pastorami, ale później także, a to najważniejsze, do wypracowania Jakiejś wspólnej religii. I tak powstał ekumenizm. Słowo „ekumenizm” wprowadzili rabini, którzy jednocześnie pracowali w synagogach i w kaplicach sekt protestanckich jako pastorzy, i termin „ekumenizm” pisali w języku greckim. Ważne jest, że dzieje się to jeszcze na ćwierć wieku przed wojna światową, a więc przed ruchami typu ekumenicznego w Europie. Tak więc głównym i najważniejszym źródłem ekumenizmu europejskiego, a później światowego jest ów żydowsko-protestancki Ruch Międzywyznaniowy (the Interfaith Movement).

    Autor głównego na ten temat artykułu, zatytułowanego: „Toward Better Understanding: The Rise of the Interfaith Movement in America” (Ku lepszemu porozumieniu się; Powstanie Międzywyznaniowego Ruchu w Ameryce) – Lance J.Sussman podkreśla, że chodziło im głównie o wypracowanie jednej powszechnej religii („a new universal religion”). Poza wspomnianym już brakiem pastorów dla zborów sekt protestanckich i z tego powodu ułatwienia rabinom zastępowania pastorów, a stąd też i wpływów religii judaistycznej na religię protestancką, proces ten umożliwia zjednoczenie judaizmu z protestantyzmem, a nawet proces wypracowania jakiejś nowej religii uniwersalnej. Do tego także przyczyniła się ówczesna w sytuacja prawna, gdyż deizm Jeffersona, wprowadzony do konstytucji Stanów Zjednoczonych, deklaruje, że wszystkie religie są sobie równe. Nadto, tak zwana „korespondencja” między Jerzym (Georgiem) Washingtonem ze stowarzyszeniami żydowskimi i z lożami masońskimi w latach 1789-1790, utwierdza zasadę, że w Stanach Zjednoczonych panować powinna absolutna wolność religijna i całkowita tolerancja. Dzięki Ruchowi Międzywyznaniowemu zostało uznane w owym czasie, że religia chrześcijańska powinna utożsamiać się z religią żydowską do tęgo stopnia, aby między nimi nie było żadnej różnicy(!). Optymizm rabinów w tej sprawie był niebywały. I tak, na przykład, rabin Joseph Krauskopf prorokował: „Jezus judaistyczny powoli zdobędzie utracony grunt. Etyka judaizmu zastąpi gnostycyzm Pawła. Kiedy Żydzi zerwą całkowicie z ekskluzywnym ceremoniałem, chrześcijanie z Chrystologią, Żydzi i poganie zjednoczą się”. „Idea a zasadniczej wspólności między wszystkimi religiami otrzymała aurę naukowej wartości w ciągu XIX wieku”. Także i w XIX wieku, w Ameryce i w Europie, powstały z inicjatywy Ruchu Międzywyznaniowego na Uniwersytetach katedry „religii porównawczej”, co zdaniem rabina Krauskopfa, przyczyniło się do desmifikacji Pisma Świętego. A co najważniejsze – według autora tego artykułu, Lance J.Sussmana – ów Ruch Międzywyznaniowy, szybko doprowadzi do usunięcia wszystkich „religii i w ich miejsce wprowadzi wszędzie jedną religię uniwersalną obowiązku według zasad Kanta.

    Z artykułu tego także dowiadujemy się, że wszystkie te idee i projekty zostały już przyjęte przez judaizm i przez synkretyzm sekt protestanckich na zjeździe w Pittsburghu w roku 1885, a potwierdzone to zostało w Chicago w roku 1893 przez tak zwany „the World Parliament of Religions” (s. 40), a nieco później przy okazji Międzynarodowej Wystawy w Nowym Yorku w roku 1939-1940. w formie „Świątyni Religii” (the Temp/e of Religion) i w rok później przez Światowy Parlament Religii z okazji Wystawy Kolumbijskiej. Autor przypomina także poprzednie ważne spotkania ekumeniczne, jak np. w roku 1908 założenie Federalnej Rady Kościołów (the Federal Councii of Churches-FCC), która to Rada unowocześnia dawną instytucję z roku 1905, zwaną” pan Christian coalition” (s.40) i ustanowienie Krajowej Konferencji Chrześcijańsko-Żydowskiej z roku 1928, Ale co najważniejsze, że w tymże roku „Ruch Międzywyznaniowy” (the Interfaith Movement) nawiązuje ścisłe stosunki z masonerią żydowską, a więc z B’nai B’rith i z Centralą Konferencji Rabinów Amerykańskich. Niestety, ten „Ruch Międzywyznaniowy” został poparty przez szereg organizacji katolickich w Stanach Zjednoczonych, a mianowicie przez Calvert Association, the Kinghts of Columbus, the National Cathoilic Welfere Conference, a nawet przez czasopismo księży jezuitów Commonweal.

    Autor przypomina, że ten ekumenizm żydowsko-masoński spotkał się z odrzuceniem ze strony Watykanu, a nawet papież Pius XI wydał specjalną encyklikę, „Mortalium Animos”(1928), w której kategorycznie zabrania katolikom jakichkolwiek stosunków z tym „Ruchem Międzywyznaniowym” i potępił ów ekumenizm, jako heretycki i synkretyczny, i to dopiero Drugi Sobór Watykański uznał istnienie wspólnego dziedzictwa Żydów i chrześcijan. Autor także przyznaje, że antykatolicyzm był drożdżami owego „Ruchu Międzywyznaniowego. ”

    (…)

    Tak to ekumenizm, jak również „inkulturacja”, przeszły do nas, a więc do Europy, dzięki współpracy i współżyciu wspólnot żydowskich z sektami protestanckimi w Stanach Zjednoczonych, w ciągu prawie dwustu lat. Niektóre z tych sekt same to wyznają i na to się powołują, jak zobaczymy później. Przypominany powyżej „Ruch niedzieli-sabatu” jest tutaj przedstawiony na podstawie studium rabina Kerry M. Olitzky, który jest dyrektorem szkoły wychowania religijnego Kongergacji Beth Israel, West Hartford, Connecticut. Praca tego autora opublikowana w czasopiśmie American Jewish Archives, Aprii 1982, s.75-88, a więc w tym samym . czasopiśmie co i poprzednie tematy.

    Otóż jedna z sekt, które najściślej były związane z The Interfaith Movement, czyli z „Ruchem Międzywyznaniowym”, który jak widzieliśmy, był dziełem rabinów-pastorów w Stanach Zjednoczonych głównie w wieku XIX , jest tzw.”Nowa Pięćdziesiątnica”. Sekta ta działała w Polsce od dawna poza Kościołem Katolickim aż do czasów Drugiego Soboru Watykańskiego i była znana raczej jako Ruch Charyzmatyczny. Kiedy jednak po Drugim SoborzeWatykańskim przyszła moda w Kościele Katolickim na ekumenizm, w niektórych krajach, także i Polsce, niektóre sekty zostały „przygarnięte” przez Episkopat i odtąd działają wewnątrz Kościoła , korzystając z kaplic, sal, a nawet kościołów parafialnych, a jedną z takich sekt jest właśnie „Ruch Charyzmatyczny”, który otrzymał nową nazwę „Odnowy w Duchu Świętym”.

    Rozprowadzane książki, wydane przez ów Ruch Charyzmatyczny (dawniej zwany Ruchem Pentakostalnym, a obecnie „Odnową w Duchu Świętym”), podają wiele ciekawych informacji. I tak np. Monique Hebrard, w swej książce „Charyzmatycy” (Kraków 1994), pisze, że grupa studentów w Stanach Zjednoczonych, w roku 1967 „modliła się żarliwie o odnowienie wiary. Zostali wysłuchani w sposób nieoczekiwany : modlący się wraz z nimi zielonoświątkowcy włożyli na nich ręce i zstąpił na nich Duch Święty” (s. 10). Ciekawe, że ci Wszyscy studenci teologii protestanckiej, prawie wszyscy pochodzenia żydowskiego (widać to z ich nazwisk), tak niespodziewanie otrzymali Ducha Świętego i zaraz zaczęli żyć jak pierwsi chrześcijanie: „Żaden nie nazywał swoim tego, co posiadał, ale wszystko mieli wspólne” (D.A.4,32), cytuje autorka (s. 10). Ale czy w tym wypadku nie pachnie to nieco komunizmem ? Przypomina też autorka, że Ruch OCh (Odnowy Charyzmatycznej) nie jest czymś nowym wśród protestantów, bo już w roku 1703, a więc w początkach wieku XVIII, Wesley, pastor anglikański, doświadczył daru Ducha Świętego (według niego) i tak powstał Ruch Metodystów, a z ich inicjatywy powstał Ruch Charyzmatyków w roku 1901 w Illinois (Stany Zjednoczone). Autorka też stwierdza, że to pod wpływem Ducha Świętego powstały nowe Kościoły, czyli nowe sekty protestanckie, czyli według niej to rozbicie na tysiące sekt w Stanach Zjednoczonych jest dziełem Ducha Świętego. Co do katolików, to według autorki „wylanie Ducha Świętego” nastąpiło dopiero w czasie Drugiego Soboru Watykańskiego, a to głównie dzięki kard. Suenens (s. 14), który – jak wszyscy pamiętamy – z radością nazwał DSW rokiem 1789 w Kościele, czyli Rewolucją Francuską w Kościele. Trudno mi jest pogodzić się z tą opinią autorki, gdyż Rewolucja Francuska miała charakter zdecydowanie antychrześcijański, czego nie można przypisać Duchowi Świętemu, lecz raczej szatanowi. Niemniej jednak autorka uważa kardynała Suenensa za głównego twórcę Odnowy Charyzmatycznej. Według autorki, socjolog misyjny David Barrett obliczył, że już 332 miliony osób otrzymały dary Ducha Świętego i przewiduje, że w roku 2 tysięcznym będzie ich 562 miliony, nadto, jeśli brać pod uwagę osoby, które nie przynależą do żadnego Kościoła , cyfra ta dojdzie do 619 milionów osób(s.l5). Takich obliczeń podaje na kilku stronnicach. Czy można brać na serio taką publikację chociaż ma Imprimatur Kurii Metropolitanej w Krakowie? A także i długi „wstęp” jednego z biskupów polskich. Jeszcze trudniej jest uwierzyć, że – jak twierdzi autorka – „Bóg podpisał pakt (convent) z Ameryką, by uczynić z niej państwo teokratyczne”(s.l6). Autorka także stawia na równi objawienia Matki Bożej w Fatimie z wydarzeniami w Medjugorie, a przecież objawienia w Fatimie zostały urzędowo uznane przez Kościół jako autentyczne, a co do Medjugorie jeszcze się Kościół nie wypowiedział, a jednak charyzmatycy pielgrzymują do Medjugorie, a nie do Fatimy.

    Autorka uznaje, że Ruch Charyzmatyków ma powiązania z Żydami w Stanach Zjednoczonych, a zwłaszcza z organizacją „Jews for Jesus” i z około piętnastoma innymi organizacjami przynależnymi do Union of Messianic Jewish Congregation, które także uważają się za charyzmatyczne(s. 18).

    Autorka pisze .”Wylanie Ducha Świętego może nastąpić albo przez modlitwę i wyłożenie rąk osób trzecich (jakich „trzecich” : chrześcijan, żydów czy pogan ? ), albo spontanicznie” (s. 19). „Zasadniczymi owocami są: „smak” Słowa Bożego? „Smak” to przecież zmysłowość, a nie duchowość. Jakie to dalekie od katolickiego „fides quaerit intellectum;intellectus ąuaerit fidem”; umysł, duchowość, a nie zmysły. Także według autorki, istnieją „…charyzmaty bardziej widowiskowe: mówienie językami, dar proroctwa lub uzdrawiania”(s.20). Co do tego „mówienia językami”, to moi znajomi, którzy od wielu lat uczestniczą w zebraniach charyzmatycznych, twierdzą, że chodzi tutaj tylko o jakieś „mruczenie”, którego nikt nie rozumie, nawet owa osoba mrucząca. O otrzymaniu daru proroctwa jeszcze nie słyszałem. Natomiast dar uzdrawiania jest bardzo dyskusyjny, bo w wyjątkowych warunkach, gdzie zbierają się wielkie tłumy ludzi, mogą zachodzić zjawiska uzdrowień, które nie mają nic wspólnego z nadprzyrodzonością, nie mówiąc już o zbiorowej histerii, lub jakiś oszustwach, co zresztą nie wyklucza, że mogą także zdarzać się uzdrowienia nadprzyrodzone. Że cudowne, a więc nadprzyrodzone uzdrowienia istnieją jest to fakt niezaprzeczalny, o czym świadczą uzdrowienia w Lourdes i innych cudownych miejscach, gdzie ukazywała się Matka Boża, ale są one surowo kontrolowane przez ekipy lekarskie, czego jednak nie ma jeśli chodzi o wspólnoty charyzmatyczne. Ktoś tam w tłumie krzyczy, że został uzdrowiony, ale nie wiadomo, czy był uprzednio rzeczywiście ciężko chorym.

    Autorką wspomina jako wielki cud przypisywany działaniu Ducha Świętego odnośnie opactwa benedyktyńskiego w Meksyku, a to dzięki jak pisze „harmonijnemu współistnieniu pomiędzy duchowością kontemplacyjną i psychologią Junga” (s. 26). Otóż sprawa tego klasztoru była bardzo głośna, gdy po zastosowaniu psychoterapii Junga wszyscy benedyktyni pożenili się i tak skończyło się owe opactwo i jego problemy. Było to wydarzenie sensacyjne dla prasy meksykańskiej i nie potrzeba przypisywać tego wydarzenia Duchowi Świętemu.

    Autorka informuje, że od roku 1984, główna centrala kierownictwa katolickiego Ruchu Charyzmatycznego, który oficjalnie nazywa się International Catholic Charismatic Renewal Office, znajduje się w Sekretariacie Stanu w Watykanie, będąc pod opieką bpa Cordesa. Dowiadujemy się także, że w roku 1993 Ruch ten otrzymał osobowość prawną w Kościele Katolickim. Ta „gałąź” katolicka Ruchu Charyzmatycznego jest bardzo skromna, w porównaniu z „gałęziami” protestanckimi. To przyłączenie się owej „gałęzi” katolickiej formalnie do Kościoła Katolickiego i oddanie się pod opiekę nastąpiło w roku 1975, a to z polecenia papieża Pawła VI.

    Autorka przypomina też, że jednym z najgorliwszych promotorów ruchu Charyzmatycznego w Kościele Katolickim jest ks. kardynał Lustiger, arcybiskup Paryża, oddając do jego dyspozycji jeden z największych kościołów w Paryżu – kościół Trójcy Przenajświętszej. Kościół ten znam doskonale od czasów moich pięcioletnich studiów w Paryżu i miałem wówczas zwyczaj w nim się spowiadać, gdyż zawsze, o każdej godzinie, od rana do późnej nocy, było wielu księży spowiedników, tak iż nigdy nie było potrzeba czekać w „ogonku” przed konfesjonałem, jak w innych kościołach. Otóż niedawno będąc w Paryżu także poszedłem do tego kościoła w nadziei, że szybko się wyspowiadam. Niestety, kiedy wszedłem do wewnątrz z przerażeniem spostrzegłem, że wszystkie konfesjonały zostały wyrzucone i nie było ani jednego księdza-spowiednika, natomiast szybko zbliżyła się do mnie jakaś panienka w krótkiej spódniczce i zapytała czego sobie życzę, na co odpowiedziałem, że przyszedłem, aby się wyspowiadać. Jej zdumienie było ogromne i powiedziała mi, że przecież po Drugim Soborze Watykańskim spowiedź została zniesiona, a raczej zastąpiona przez psychoanalizę, stąd też nie ma już konfesjonałów, ale są biurka i psychoanalityczki. I rzeczywiście cała lewa nawa kościoła była zajęta biurkami, gdzie siedziały owe psychoanalityczki. Na jej zaproszenie, abym także skorzystał z ich usług, odpowiedziałem że jestem tradycjonalistą i mam zwyczaj spowiadać się, a do psychoanalityków nie mam zaufania, gdyż uważam się za człowieka normalnego, a nie za psychopatę. Tak to ta wspaniała świątynia parafialna została zamieniona na przychodnię dla neurasteników, czy też osób „umysłowo chorych” bo jeszcze wierzących w sakrament pokuty.

    Ale wróćmy jeszcze do książki „Charyzmatycy”. Autorka, Monique Herbard pisze: „Wszyscy twierdzą, że to właśnie księża stawiali największy opór wobec Odnowy Charyzmatycznej. Owszem, istnieją wyjątki: włoski klerykalizm, spowolniona tolerancja Szwajcarów, aktywna rola Anglików czy zdolność do ewolucji u Belgów. Jednakże niemal wszędzie już dzisiaj biskupi żałują, iż kapłani nie chcą szerzej towarzyszyć charyzmatykom, pozostawiając ich czasami w konieczności szukania podpory duchowej w innych Kościołach” (s.52).”Ken Metz zgłasza pewien niepokój wobec dążenia niektórych charyzmatyków, zniechęconych powolnością zmian w Kościele” (s. 54). A więc o to chodzi, aby Kościół Katolicki dostosował się do Ruchu Charyzmatycznego, a nie odwrotnie. Co więcej, autorka pisze: „jeden z jezuickich charyzmatyków irlandzkich, O’Donnell, stwierdza ze swej strony, iż niepokoją go ostatnie objawy niezdrowego rozwoju mariologii, co z czasem może doprowadzić Odnowę Charyzmatyczną do oddalenia się od właściwej jej roli w Kościele”(s.54). Czyli, że Ruch Charyzmatyczny jest przeciwny kultowi Matki Bożej i pragnie go wyrugować z Kościoła. Odnową Charyzmatyczna jest często nazywana „Odnową w Duchu Świętym”, czyżby Duch Święty był przeciwny mariologii ? Przecież mariologia katolicka twierdzi, że Najświętsza Dziewica Maria jest świątynią Ducha Świętego, a skoro Odnowa Charyzmatyczna jest antymaryjna, nie można jej nazwać „Odnową w Duchu Świętym”, bo jest to sprzeczność. Autorka uznaje przestrogę Jana Pawła II w dokumencie „Christifideles”, że „charyzmaty mogą siać zamęt”(s.56). Także niektórzy biskupi uważają, że „przyznanie sobie charyzmatu znaczy przyznanie sobie niezależności wobec Jurysdykcji biskupa „(s. 57). Powstaje też obecnie problem pogodzenia owych rozmaitych ruchów charyzmatycznych i innych z odnowioną Akcją Katolicką, co omawiał Synod w Rzymie w roku 1987.

  6. Pingback: Poróżniliśmy się w temacie roli Mossadu w polityce Warszawy … | forum emjot

Skomentuj

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Najpopularniejsze

Góra