Według nauczania katolickiego cierpienie jest zjawiskiem powszechnym i dotyka wszystkich. Cierpienie i choroba uświadamiają ludziom ich prawdziwą naturę, ich niemoc i ograniczoność, oraz to, że nie unikną śmierci. Cierpienie nadaje więc realistyczną perspektywę naszym wyobrażeniom o naszej egzystencji.

 

Dla katolików cierpienie jest próba, której można sprostać poprzez swoje nawrócenie. Wzorem dla katolików jest Hiob, który pomimo niezawinionych cierpień, postał wbrew wszystkiemu wierny Bogu, i bezwarunkowo zaufał Bogu. Za tą wierność został nagrodzony, tak dzisiaj cierpiący i ufający Bogu zostaną nagrodzeni życiem wiecznym.

 

Wbrew bredniom rozpowszechnianym przez protestantów, też i tych infiltrujących Kościół katolicki, Jezus nie przyszedłby wyzwolić nad od cierpień. Jezus przybyłby dać nam wyzwolenie od grzechu. Jezus przez swoje cierpienia nadał cierpieniu w naszym życiu nowe znaczenie i przez swoje cierpienie zbawił nas.

 

W artykule o katolickim sensie cierpienia opublikowanym na łamach marcowego numeru miesięcznika „Egzorcysta” ks. prof. Marek Chmielewski stwierdził, że przyjmując swoje cierpienie, możemy „odpokutować swoje winy, nawrócić się, przewartościować oraz zmienić swoje życie, oraz swój stosunek do spraw doczesnych, i bardziej skierować się ku sprawom wiecznym” oraz „przyczynić się do zbawienia oraz uświęcenia innych”.

 

Celem naszego życia doczesnego nie jest hedonistyczna satysfakcja, ale upodobnienie się do Jezusa, także w jego stosunku do cierpienia. Jednocząc się z Chrystusem, zgadzamy się na współcierpienie z nim. Ufność wobec Boga, także w cierpieniu, nigdy nie pozostaje bezowocna.

 

Musimy więc pamiętać, że cierpienie „uczy pokory, to znaczy prawdy o sobie, a więc o przemijalności, ograniczonych możliwościach czy zależności od innych. Uczy cierpliwości wobec wad i słabości, a także empatii i wrażliwości na innych”.

 

Na role cierpienia w naszym życiu wskazał papież Jan Paweł II w swoim liście do chorych "Salvifici doloris" z 1984 roku, w którym napisał, że „cierpienie jest w świecie po to, ażeby wyzwalało miłość, ażeby rodziło uczynki miłości bliźniego, ażeby całą ludzką cywilizację przetwarzało w cywilizację miłości”.

 

Papież Polak stwierdził w swoim liście, że na gruncie pytania o sens cierpienia „dochodzi nie tylko do wielorakich załamań i konfliktów w stosunkach człowieka z Bogiem, ale bywa i tak, że dochodzi do samej negacji Boga. Jeśli bowiem istnienie świata otwiera jakby wzrok duszy ludzkiej na istnienie Boga, na Jego mądrość, wszechmoc i wspaniałość, to zło i cierpienie zdają się zaćmiewać ten obraz”.

 

Święty w swoim liście przytoczył historie Hioba, „który bez żadnej ze swojej strony winy zostaje doświadczony wielorakim cierpieniem. Traci majątek, synów i córki, wreszcie zaś sam zostaje dotknięty ciężką chorobą”. Jak przypomina Jan Paweł II „Hiob nie został ukarany, nie było podstaw do wymierzania mu kary — chociaż został poddany ciężkiej próbie. Ze wstępu do Księgi wynika, że Bóg zgodził się na tę próbę człowieka w związku z prowokacją ze strony Szatana. Szatan zakwestionował bowiem wobec Boga sprawiedliwość Hioba: „Czyż za darmo Hiob czci Boga? Pracy jego rąk błogosławiłeś, jego dobytek na ziemi się mnoży. Wyciągnij, proszę rękę i dotknij jego majątku! Na pewno Ci w twarz będzie złorzeczył”. Jeśli Bóg godzi się doświadczyć Hioba cierpieniem, to — aby wykazać jego sprawiedliwość. Cierpienie ma charakter próby”.

 

Papież w swym liście przypomina, że „w Starym Testamencie (...) w cierpieniach zsyłanych przez Boga na Lud Wybrany”, Bóg karci Izrael „by doprowadzić do nawrócenia: „prześladowania były nie po to, aby zniszczyć, ale aby wychować nasz naród”. W ten sposób zostaje uwydatniony osobowy wymiar kary. W wymiarze tym kara ma sens nie przez to, że służy „odwzajemnieniu” obiektywnego zła przestępstwa innym złem, ale przede wszystkim przez to, że stwarza możliwość odbudowania dobra w cierpiącym podmiocie”.

 

Według Jana Pawła II „cierpienie ma służyć nawróceniu, czyli odbudowaniu dobra w podmiocie, który w wezwaniu do pokuty może rozpoznać Miłosierdzie Boże. Pokuta ma na celu przezwyciężenie zła, które pod różną postacią drzemie w człowieku, oraz ugruntowanie dobra zarówno w nim samym, jak też w stosunkach z innymi, a zwłaszcza z Bogiem”.

 

Jan Bodakowski