Walenty Badylak urodził się w 1904 r. w Podgórzu pod Krakowem. Podczas niemieckiej okupacji był żołnierzem Armii Krajowej. Po wojnie prowadził w Żarowie koło Świdnicy piekarnię, którą upadła wskutek nałożonych podatków.

W 1955 r. osiadł w Krakowie. Był zatrudniony w Akademii Górniczo-Hutniczej, potem w Zakładzie Zieleni Miejskiej. W 1963 r. przeszedł na emeryturę. Do jego zainteresowań należało gromadzenie książek i płyt z muzyką poważną. Lubił spędzać czas w kawiarniach na Rynku Głównym i dyskutować o historii. Nie bał się mówić o polityce i krytykować władz.

Jego z pozoru spokojne życie było naznaczone tragediami osobistymi. Jego pierwszą żoną byłą Ślązaczka, która w czasie wojny podpisała volkslistę, a ich syna zapisała do Hitlerjugend, co wykorzystały później władze komunistyczne. Badylak rozwiódł się, uzyskując opiekę nad synem i ponownie ożenił z wdową po kapitanie artylerii zamordowanym w Katyniu.

Po wojnie bezpieka nękała syna Badylaka, wyrzucono go z technikum i szantażem zmuszono do wstąpienia do Informacji Wojskowej - komunistycznego kontrwywiadu odpowiedzialnego za czystki i represje w wojsku. Druga żona Badylaka zmarła w połowie lat 70.

21 marca 1980 r. przed godziną 8 rano znajdujący się na krakowskim Rynku mieszkańcy zauważyli mężczyznę, który łańcuchem przywiązał się do pompy z wodą i chwilę później oblał benzyną i podpalił. Na miejsce przyjechała karetka, sanitariusz próbował gasić płomienie gaśnicą, ale przestała działać. Ogień ugasili dopiero przybyli chwilę później strażacy,

Przy zmarłym znaleziono tabliczkę, z której wynikało, że odebrał sobie życie „za Katyń, za demoralizację młodzieży, za zniszczenie rzemiosła”. Informacje o jego śmierci ukazały się wyłącznie w prasie lokalnej, w bardzo lakonicznej formie. Donoszono o śmierci „psychicznie chorego emeryta”, co nie miało żadnego potwierdzenia w faktach. Krakowianie zostawiali w miejscu zdarzenia znicze i kwiaty oraz śpiewali pieśni religijne.

Jeszcze przed Sierpniem '80 zorganizowane działania mające na celu upamiętnienie ofiary Walentego Badylaka podejmowali działacze środowisk opozycyjnych Krakowa, m.in. z Chrześcijańskiej Wspólnoty Ludzi Pracy, z Konfederacji Polski Niepodległej oraz ze Studenckiego Komitetu Solidarności.

Jego czyn został upamiętniony w 1990 r. tablicą pamiątkową, którą odsłonił wnuk Walentego, ksiądz Wojciech Badylak. W 2004 r. studzienka została odrestaurowana, na tabliczce, którą tam zawieszono, widnieje napis: „Nie mógł żyć w kłamstwie, zginął za prawdę”. O samospaleniu Walentego Badylaka powstał film pt. „Święty Ogień” w reżyserii Jarosława Mańki i Macieja Grabysy.