Samo zjawisko pedofilii w Kościele jednak istnieje i to nie w małej skali, co przyznał Benedykt XVI w wywiadzie dla Petera Seewalda. Niemiecki dziennikarz zapytał Ojca Świętego: „Dokładnie rok później [w 2010 r. – przyp. M. K.] nadciągnęły nad Kościół katolicki najciemniejsze chmury. Jak z głębokiej otchłani wyszły z przeszłości na światło dzienne nieprzeliczone i niepojęte przypadki seksualnych nadużyć popełnianych przez księży i osoby zakonne. Chmury te rzuciły cień na Stolicę Piotrową. Nikt już nie mówi o moralnej instancji świata, jak miano w zwyczaju określać papieża. Jak wielki jest ten kryzys? Czy jest on rzeczywiście, jak się czasami czyta, jednym z największych w historii Kościoła?”1.

Papież odpowiedział swojemu rozmówcy:

 

Tak, to jest wielki kryzys, trzeba to przyznać. Był on dla nas wszystkich wstrząsem. Nagle tak wiele brudu. To było rzeczywiście prawie jak krater wulkanu, z którego nagle wydobywają się ogromne chmury pyłu, wszystko zaciemniającego i zabrudzającego. Kapłaństwo okazało się nagle miejscem hańby a każdy ksiądz stał się podejrzany. Niektórzy księża tłumaczyli, że nie mają już odwagi podać dziecku ręki, nie mówiąc o wyjeździe z dziećmi na wakacyjny obóz.

Dla mnie sprawa nie pojawiła się całkiem niespodziewanie. W Kongregacji Nauki Wiary miałem już do czynienia z przypadkami amerykańskimi; widziałem też, jak rozwija się sytuacja w Irlandii. Ale taka skala problemu była mimo wszystko niesamowitym szokiem. Od mojego wyboru na Stolicę Piotrową spotykałem się wielokrotnie z ofiarami nadużyć seksualnych. Trzy i pół roku wcześniej, w październiku 2006 roku, zwróciłem się w przemówieniu do irlandzkich biskupów z żądaniem, aby prawda wyszła na jaw, aby zrobić wszystko, co konieczne, żeby się tego rodzaju okropne przestępstwa nie powtarzały, aby uwzględniać zasady sprawiedliwości i prawa oraz, przede wszystkim, nieść uzdrowienie ofiarom.

Widząc tak zbrukane kapłaństwo, a tym samym cały Kościół katolicki zraniony w czymś dla niego najgłębszym – z tym trzeba było się rzeczywiście uporać. Ale ważne było też, aby równocześnie nie stracić jednego spojrzenia na dobro, które jest w Kościele, i żeby te okropne rzeczy go nie przysłoniły2.

 

To właśnie papież Benedykt XVI, którego nie można posądzać o antykatolickie zapatrywania, mówił o „wielkim kryzysie”, „wstrząsie”, „ wielkiej skali problemu”, „szoku”, „zbrukanym kapłaństwie”, które w dodatku „stało się miejscem hańby”.

Trzeba oczywiście zachować właściwe proporcje. Peter Seewald podkreślił, że: „Według kryminologa Christiana Pfeiffera tylko 0,1 procent sprawców przestępstw seksualnych pochodzi z kręgu związanych zawodowo z Kościołem katolickim. Według amerykańskiego raportu rządowego w Stanach Zjednoczonych w roku 2008 udział księży uwikłanych w przypadki pedofilii to 0,03 procent. Protestancki Christian Science Monitor opublikował studium, według którego protestanckie Kościoły Ameryki są dotknięte tym problemem w o wiele wyższym stopniu”3.

Papież Franciszek, powołując się na dane swoich współpracowników uznał, że problem dotyczy 2% kapłanów. Przyznał również, że świadomość Kościoła i jego reakcja przyszły za późno4.

Szef watykańskiej delegacji abp Silvano Tomasi przedstawił na forum ONZ statystyki, z których wynika, że 884 księży zostało wykluczonych ze stanu kapłańskiego za pedofilię w ciągu minionej dekady. Poinformował również , że w ciągu ostatnich 10 lat w Kongregacji Nauki Wiary zanotowano łącznie 3420 przypadków pedofilii wśród duchowieństwa na świecie: „Większość tych spraw - wyjaśnił szef watykańskiej delegacji - dotyczy lat 50, 60, 70 i 80”5.

Nie tyle chodzi jednak o liczbę przypadków molestowania dzieci w Kościele (bo w innych grupach społecznych i wspólnotach religijnych dochodziło do nich zwykle jeszcze częściej), co często o sposób podejścia do tych przestępstw. Zwrócił na to uwagę Peeter Seewald w przywołanej rozmowie z Benedyktem XVI: „Wstrząsające są nie tylko nadużycia, ale też sposób podejścia do nich. Same czyny były przez dziesiątki lat tuszowane i przemilczane. To całkowite bankructwo dla instytucji, która słowo miłość ma wypisane na sztandarach”6.

Bardzo ważna była odpowiedź na te słowa: „Arcybiskup Dublina powiedział mi w tym kontekście coś bardzo interesującego. Mówił, że kościelne prawo karne funkcjonowało aż do późnych lat pięćdziesiątych; nie było wprawdzie doskonałe – wiele można krytykować – ale mimo wszystko było stosowane. Jednak od połowy lat sześćdziesiątych przestano je po prostu stosować. Panowało przekonanie, że Kościół nie może już być Kościołem prawa, ale Kościołem miłości; nie powinien więc karać. W ten sposób zlikwidowano świadomość, że kara może być także aktem miłości. Doszło wtedy także do osobliwego zaciemnienia myślenia wielu całkiem dobrych ludzi”7.

Wypowiedź ta niedwuznacznie obciąża Sobór Watykański II pewną odpowiedzialnością za kryzys pedofilski w Kościele. To właśnie bowiem ten sobór przypadł na lata 1963–1965. To właśnie w jego wyniku zreformowano Kurię Rzymską i przeorganizowano św. oficjum – inkwizycję na Kongregację ds. Nauki Wiary, która od tej pory miała nie tyle szukać przestępstw przeciwko wierze i je karać, co promować wiarę. To właśnie po Soborze zaczęto nauczać, że Bóg nie karze za grzechy, zmniejszono wymagania pokutne i dyscyplinę w seminariach duchownych i klasztorach, wierząc, że tego wymaga dojrzałość chrześcijańska. Przełożono także nacisk z prawa i sprawiedliwości na miłość, obniżając tym samym zdolność Watykanu i biskupów do kontroli i utrzymywania porządku.

Z opisu Benedykta XVI wynika, że źródeł tego, co się stało, należy upatrywać właśnie w Soborze. Nie wymienił go jednak z nazwy, ani tego wątku nie podjął Peeter Seewald zapewne dlatego, żeby nie tworzyć kolejnego ogniska sporu, do czego doprowadziłoby naruszenie mitu ostatniego soboru jako przyczyny wiosny Kościoła.

Bardzo ważne jest to, że jak zwrócił uwagę przywołany abp Silvano Tomasi, większość przypadków pedofilii dotyczy lat 50, 60, 70 i 80. Fala tych przestępstw zaczęła się więc w okresie, kiedy formułowano myśli, które znalazły swój wyraz na Soborze i kiedy, według słów Benedykta, prawo karne Kościoł aprzestało być stosowane. Następnie przetaczały się one wraz z Soborem i po Soborze na fali ferment, jaki wzbudził.

Wiele wskazuje na to, że Sobór przyczynił się do tego kryzysu nie tylko poprzez praktyczne uchylenie dyscypliny w Kościele, ale także poprzez swoje nawoływanie na otwarcie na świat i współczesną kulturę. Ten świat i ta kultura była wyznaczana przez rewolucję seksualną roku 68. Promowano wówczas nie tylko wolną miłość, homoseksualizm, ale również pedofilię.

 

 

 

1 Benedykt XVI, Światłość świata. Papież, Kościół i znaki czasu, tł. P. Napiwodzki, Kraków 2011, 35.

2 Tamże, 35-36.

3 Tamże, 42.

4 https://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/papiez-franciszek-kosciol-za-pozno-zajal-sie-sprawa-pedofilii,774848.html; https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1176198,Mocny-wywiad-papieza-o-pedofilii-w-Kosciele-Sprostowanie-Watykanu.

5 https://www.polskieradio.pl/5/3/Artykul/1117950,Pedofilia-wsrod-ksiezy-Watykan-pokazuje-statystyki.

6 Benedykt XVI, Światłość…, dz. cyt., 37.

7 Tamże, 37-38.