Przeczytało go wielu mieszkańców Nałęczowa. Zaczepiali mnie, dziękowali, mówili: „Może wreszcie coś się zmieni w parafii. Dotarły do mnie informacje, że artykuł ten przeczytało wielu kapłanów z diecezji oraz sam Biskup Ordynariusz. Jego komentarz, który mi referowano dotarł zapewne do parafii w Nałęczowie.

W tym roku również w pierwszy piątek miesiąca dotarliśmy do kościoła parafialnego w Nałęczowie.

I co?

I nic.

Jest tak jak było.

Przytoczę zatem fragment materiału z lipca 2018 r.:

„Jedna spowiedź trwała z reguły 40-50 sekund. Były i dłuższe nawet do 90 sekund.

Organista zaczął grać o godz. 17.59. W tym momencie proboszcz opuścił swój konfesjonał. Już o 18.00 był w szatach liturgicznych przy ołtarzu.

W Wydawnictwie Instytutu Teologicznego Księży Misjonarzy można nabyć karton zalaminowany w folię o wymiarach 30x42 cm przeznaczony do powieszenia w zakrystii, na którym są trzy modlitwy, które kapłan powinien odmówić przed Mszą Św.: „Modlitwa św. Tomasza z Akwinu”, „Wzbudzenie intencji”, „Modlitwa do Maryi”. Ich pobożne odmówienie musi zając dobrych kilka minut. W Brewiarzu czytamy jednak (pod „modlitwą św. Tomasza z Akwinu”): „Przygotowanie do Mszy świętej i dziękczynienie po niej nie są obowiązkowe, lecz wynikają z pobożności osobistej”. Znajomy ksiądz bezpośrednio przed odprawieniem Mszy św. odmawia jeszcze cały różaniec.

O godz. 18.01 Proboszcz zaczął odmawiać „Koronkę do Miłosierdzia Bożego”. Wyraźnie się spieszył, ale ludzie odpowiadali wolno i modlitwa trwała 10 minut. O 17.10 rozpoczęła się Msza św., którą Proboszcz odprawiał w koncelebrze z drugim kapłanem. W tym czasie wikary cały czas spowiadał w ekspresowym tempie.

Dlaczego ten drugi wikary nie zasiadł wcześniej (lub nawet o 18,00) w konfesjonale? Bez niego Msza św. i tak byłaby odprawiona. (...)

Powracając do kościoła parafialnego w Nałęczowie. Proboszczowi odprawienie Mszy św. zajęło 19 minut (z jednym czytaniem i bez homilii). Następnie odmówił jeszcze, w błyskawicznym tempie, „Litanię do Serca Jezusowego” z wystawieniem Najświętszego Sakramentu.

Rozmawiałem z miejscowymi obecny mi na tej Mszy św. Mówili, że to nie był ewenement. Takie Msze św. nazywane są w tej parafii, przez wiernych, „galopkami”.

A co z tak ważnym przecież zawsze duszpasterstwem w konfesjonale?

Co z nieuwrażliwianiem sumień w trakcie spowiedzi?

Co z przewodnictwem duchowym?

Te spowiedzi były farsą.

Ta Msza św. była farsą.

Zaniedbanie, lekceważenie sakramentów, Boga i ludzi, zgorszenie.

W ilu polskich parafiach jest to codziennością?

Co się dzieje z polskim Kościołem, z polskimi kapłanami i wiernymi?

Wierni przecież powinni na to zdecydowanie i masowo reagować, rozmawiać z proboszczem, udawać się do biskupa, pisać oficjalne pisma do kurii w tej sprawie.

Obudźmy się nim będzie za późno”.