Finanse światowe, które od 1970 r. są domem zbudowanym na piasku (tzw. Fiat money – niech się stanie pieniądz) – bez zamocowania w czymkolwiek, bez wartości (czysta konwencja), bez kontroli (każdy banczek może je kreować), bez faktycznej możliwości sprawdzenia, który pieniądz elektroniczny jest prawdziwy, a który fałszywy to istny Amber Gold, czyli oszukańcza piramida finansowa, która może się w każdej chwili zawalić.

Każdy rząd, każdy bank, każde dziecko, wie, że przed takim krachem może ratować tylko złoto. Gromadzili je więc od lat Rosjanie, Amerykanie, Chińczycy, Niemcy. Teraz gromadzi je nawet polski rząd, a zatem wielki krach jest bardzo blisko.

Przy okazji PiS wykorzystuje to gromadzenie do wielkiego PR (pijaru) – przedstawia to jako swój wielki sukces i podstawę „wielkiej stabilizacji” i „świetlanej przyszłości”.

Jakie są fakty.

W dniu 5 lipca br. (2019) można było przeczytać, np. na Onet.pl: „Narodowy Bank Polski zwiększył swoje zasoby o ponad 120 proc. i wynoszą one już 229 ton. Do Polski wróci prawie połowa naszych zasobów tego kruszcu – czytamy w dzisiejszym wydaniu Rzeczpospolitej”.

Zwróćmy już w tym momencie uwagę na jedną istotna kwestię. Mamy złoto i nie mamy złota, bo raczej mamy zaświadczenie, że mamy złoto (a to złoto jest w Banku Anglii – Bank of England). Gdyby wielki krach wybuchł długo zapewne albo nigdy byśmy tego złota na oczy nie zobaczyli. Niedługo (termin nie jest podany „ze względów bezpieczeństwa”) „prawie połowa” polskiego złota, czyli jakieś 110 ton będzie w Polsce. Niedługo zatem będziemy mieli w istocie 11o ton złota Czy to dużo czy mało? Czy 229 ton złota, które teoretycznie mamy, to dużo czy mało?

Pisowska propaganda w TVP twierdzi, że dużo. Dowiadujemy się z niej: „Za decyzją o zakupach złota przemawiało również porównanie z innymi krajami. Polska zajmowała dotychczas 21. miejsce na świecie pod względem posiadanych rezerw dewizowych i 34. pod względem zasobów złota. Dzięki zakupom zrealizowanym w ostatnich 12 miesiącach NBP przesunął się z 34. na 22. pozycję wśród banków centralnych na świecie i z 15. na 11. miejsce w Europie, wyprzedzając wszystkie kraje regionu”.

Dowiadujemy się również: „Zasoby złota w posiadaniu NBP są niemal dwukrotnie większe niż w Szwecji (126 ton), nieco większe niż Belgii (227 tony) i zbliżone do Austrii i Hiszpanii (280 ton)”.

Prze;liczmy posiadane przez te kraje złoto na mieszkańca, bo przecież ta liczba będzie stanowić o tym jak przeżyjemy wielki krach.

Tak więc Szwecja ma 126 ton złota i 10 mln mieszkańców. Wypada zatem po 12,6 g złota na głowę. Belgia ma 227 ton złota i 11 mln 300 tys. mieszkańców. Wypada tam zatem na głowę 20 g złota. Austria ma 280 ton złota i 8 mln 860 tys. mieszkańców. Wypada tam zatem na głowę po 31 g złota. Hiszpania ma 280 ton złota i 47 mln mieszkańców. Wypada tam zatem na głowę tylko po 6 g złota (nędza).

Polska ma teoretycznie 229 ton złota i 38 mln 400 tys. mieszkańców. Wypada nam zatem po 5,96 g. W istocie trzeba liczyć, że niedługo osiągniemy połowę tego czyli 2.96 g. W dzisiejszych cenach złota to byłoby zatem 146 zł lub (jeśli policzymy to całe złoto, które teoretycznie posiadamy) 294 zł na głowę mieszkańca.

Jeśli zatem jutro nastąpiłby wielki krach i pieniądz elektroniczny (dotychczasowy) przestałby istnieć Polska mogłaby już liczyć tylko na swojej zapasy żywności, leków, paliwa itp. i mogłaby dokonać zakupów (i to pewnie przez wiele miesięcy lub nawet lat) na kwotę 146-294 zł na mieszkańca. Czy z tego byśmy przeżyli?

Nie jesteśmy przygotowani na wielki krach tak jak zresztą większość krajów europejskich. Dobrze, że robimy zapasy złota, ale na razie to jest tylko kropla w morzu potrzeb, kropla, która może pozwolić na jakie takie przeżycie tylko tym, którzy dzisiaj określają siebie (po cichu) jako elity.