Na portalu „Na temat" ukazał się wywiad „Małgorzata Rozenek-Majdan dla naTemat: Ciężko mi uczestniczyć w mszach z ludźmi, którzy nie akceptują in vitro" przeprowadzony przez Anetę Olender. Z wywiadu można się dowiedzieć, że dwóch synów Małgorzaty Rozenek-Majdan spłodził i wyselekcjonował technik metodą in vitro. Taka deklaracja wiąże się z tym, że pani Małgorzat wydała książkę "In vitro. Rozmowy intymne". Na pewno synowie pani Małgorzaty są dumni z takiej przedsiębiorczej mamy i tego, jak szczerze opowiada ona o okolicznościach ich poczęcia.


Pani Małgorzata deklaruje w wywiadzie, że czuje się w obowiązku być świadkiem in vitro, choć nie jest to dla niej komfortowe, bo „wbrew pozorom jest(...) osobą zamkniętą" - czego zapewne wyrazem jest jej kariera w programach rozrywkowych TVN (całkowicie normalne dla osób introwertycznych).

 

Dla pani Małgorzaty „mówienie o in vitro jest [...] obowiązkiem". Do napisania książki o in vitro zainspirowali panią Małgorzatę gównie mężczyźni, którzy pisali do niej jako ekspertki listy z pytaniami w sprawie in vitro.


Lewicowy autorytet w dziedzinie in vitro pani Małgorzata za bzdury uważa, twierdzenia, że dzieci z in vitro bardziej narażane są na choroby genetyczne. Zdaniem pani Małgorzaty „dzieci urodzone z in vitro niczym nie różnią się od dzieci poczętych naturalną metodą. Różnica polega tylko na technikaliach połączenia komórek męskich i żeńskich".


Komentując krytykę in vitro ze strony Kościoła, pani Małgorzata stwierdziła, że ma problem z tym, „że Kościół nie akceptuje rzeczy, które są dla mnie oczywiste i ważne. Ciężko jest mi jednak uczestniczyć w mszach, z ludźmi, którzy nie akceptują in vitro, nie akceptują orientacji innych ludzi".

 

W wywiadzie pani Małgorzata opowiedziała o tym, jak jej rodzice wspierali jej decyzje o in vitro, jak ta procedura sztucznego rozpłodu wygląda, o stresie związanym z niepłodnością.


Wywiad z panią Małgorzatą jest okazją do lobbowania tego, by należący do zachodnich korporacji przemysł in vitro, czerpał środki z kieszeni podatników. Zdaniem pani Małgorzaty „ogromnym problemem jest brak refundacji". Pani Małgorzata uważa, że „państwo powinno refundować tę procedurę". Autorytet lewicy w sprawie in vitro jest też przeciwni zakazowi zamrażania zarodków.


Komentując opinie pani Małgorzaty, warto przypomnieć, że metoda sztucznego zapłodnienia in vitro powinna być w naszym kraju zabroniona, z powodu zagrożeń dla zdrowia matki i dziecka. Według informacji pochodzących z publikacji naukowych jest ona nie tylko straszliwie droga, nieskuteczna, zagraża zdrowiu matki, ale przede wszystkim w jej wyniku rośnie ryzyko wad genetycznych. Wady genetyczne uniemożliwiające dziecku normalne życie są o wiele częściej występują u dzieci spłodzonych metodą in vitro niż u dzieci spłodzonych naturalnie. Nie można akceptować in vitro i skazywać dzieci z cierpienia wynikłe z wad genetycznych wynikających z zastosowania tej metody.

 

Wiele cennych informacji o szkodliwej metodzie sztucznego zapłodnienia można znaleźć w niezwykle efektownie wydanym i przystępnie napisanym, zbiorze artykułów naukowych „Wobec in vitro. Genetyczne, moralne, filozoficzne, teologiczne i prawne aspekty zapłodnienia pozaustrojowego" wydanym przez wydawnictwo Jedność.


Jak na łamach publikacji „Wobec in vitro" lekarz ginekolog dr Tadeusz Wasilewski (oczywiście niebędący takim autorytetem dla lewicy w kwestii in vitro jak pani Małgorzata) zwrócił uwagę, że technika wspomaganego rozrodu, jaką jest in vitro, niestety często zastępuję leczenie przyczyn niepłodności (czyli osiągnięcie dwu pozytywnych celów — zdrowia kobiety, i równoczesnego sukcesu prokreacyjnego).


Zdaniem dr. Tadeusza Wasilewskiego u dzieci z in vitro „obserwuje się czesterze występowanie zaburzeń genetycznych, hipertrofie płodu" (czyli szkodliwy dla zdrowia nadmierny wzrost niektórych organów), „zaburzenia zachowania oraz zaburzenia metaboliczne i czynnościowe układu sercowo-naczyniowego. Odnotowuje się większe ryzyko występowania wad wrodzonych".

 

W czasie transferu, czyli przeniesienia do macicy zarodka spłodzonego in vitro część zarodków ginie. Podobnie ginie część zarodków nadliczbowych, które są mrożone lub rozmrażane, a po czasie utylizowane. Od razu, przed zamrożeniem czy transferem likwidowane są zarodki, u których wykryto wady genetyczne.

 

Od 25% do 33% ciąż z in vitro może być ciążami mnogimi (czyli bliźniaczymi). Jak informuje dr Tadeusz Wasilewski „w przebiegu ciąży mnogiej stwierdza się zwiększenie występowania powikłań w postaci: poronień, porodów przed ustalonym terminem, obniżonej masy ciała dzieci", małej odporności wcześniaków. W ciążach mnogich rośnie wskaźnik śmiertelności okołoporodowej. By zmniejszyć ryzyko związane z ciążą mnoga, część nienarodzonych dzieci jest zabijana (nazywa się to embrioredukcją) co daje większe seanse ich rodzeństwu.

 

Według dr. Tadeusza Wasilewskiego ryzyko przedwczesnego porodu „zwiększa się dwukrotnie w przypadku ciąż zapoczątkowanych w następstwie zastosowania in vitro". „Ogólne ryzyko wzrostu śmiertelności pojedynczego płodu poczętego in vitro jest większe o 70% niż u płodu poczętego w sposób naturalny".

 

Jak informuje dr Tadeusz Wasilewski „u 3-5% dzieci poczętych w sposób naturalny wkrótce po urodzeniu wykrywa się wady wrodzone i obciążenia genetyczne. W programie in vitro natomiast obserwuje się o 30-40% zwiększone ryzyko wystąpienia wad wrodzonych w porównaniu z dziećmi poczętymi naturalnie".

 

W programie in vitro częściej niż naturalnie przenoszone są z rodziców na dzieci wady genetyczne. Częściej pojawiają się nowe wady genetyczne. Częściej występują uszkodzenia genów skutkujące chorobami.

 

Doświadczenia na zdrowych zwierzętach, niemających problemów z naturalną płodnością, wskazują, że to procedura in vitro odpowiada za pojawienie się nowych zaburzeń genetycznych.


Do negatywnych skutków zdrowotnych in vitro dla kobiet należą: zespół hiperstymulacji jajników, zwiększenie ryzyka zapadnięcia na raka piersi, dwa razy większe ryzyko ciąży pozamacicznej, większe ryzyko „wystąpienia łożyska przodującego" i powikłań z tym związanych.

 

Przemysł medyczny promujący in vitro zamiast leczenia niepłodności, bo procedury in vitro są niezwykle kosztowne i przynoszą ogromne dochody. Leczenie przyczyn niepłodności (chorób, alergii) czy unikanie przyczyn niepłodności (stresu, złego odżywiania, używek) jest o wiele tańsze i nie przynosi takich dochodów przemysłowi medycznemu jak in vitro. Dobro pacjenta w zderzeniu z zyskami jednak nie ma znaczenia.

 

Jan Bodakowski