Jest to zadziwiające, bo przecież dzisiaj są znacznie większe możliwości budowania kościołów dzisiaj niż kiedyś. Sztuka architektoniczna poszła do przodu, niektóre parafie są niezwykle bogate, a poza tym współcześnie i tak buduje się dzięki kredytom bankowym, które również dają większe możliwości. Mimo to kolejne powstające świątynie są tak brzydkie, że zniechęcają do ich odwiedzania. Przykładem Świątynia Bożej Opatrzności w Wilanowie w Warszawie, która jest nieprzypadkowo określana jako "Dom Batmana" lub "Wielka wyciskarka do cytrusów". Brzydota tego budynku razi, choć włożono w niego gigantyczne środki, o których tylko marzyć mogli budowniczowie średniowiecznych katedr.

Zetknąłem się z tłumaczeniem, że wiele kościołów w Polsce powstało w PRL-u, kiedy istniały obiektywne trudności. Brak było materiałów, komuniści przeszkadzali na każdym kroku, celem było doprowadzenie budowy do końca. Pomijając już to, że także na świecie w wolnych krajach stawia się zazwyczaj bardzo brzydkie kościoły, jak również w tzw. wolnej Polsce obserwujemy ten sam proces, to i tak argumentacja ta nie wytrzymuje krytyki. Przykładem piękny kościół w parafii pw. Apostołów Piotra i Pawła w dzielnicy Ursynów w Warszawie.

Jest to neoromański kościół  o charakterze włoskim, który zaczęto budować tuż po wojnie (!), bo w 1946 r., kiedy erygowano nową parafię. Był to szczególnie trudny okres, kiedy kraj się dopiero się odbudowywał i to pod sowiecką okupacją. Kościół powstawał w latach 1946-1958, a więc większa część budowy przypadła na okres stalinizmu(!), najbardziej barbarzyńskiego okresu PRL. Już w 1951 r., bez podania przyczyny, władze komunistyczne zakazały dalszej budowy, a mimo to był wznoszony dalej. Dopiero w 1970 r. podjęto budowę dzwonnicy, bo komuniści nie chcieli się na nią zgodzić. 

Kościół ten, niezwykle piękny, powstawał w skrajnie niekorzystnych warunkach, przy braku surowców, środków, akceptacji władz. Ks. Prałat Henryk Kałczyński, który był pierwszym proboszczem parafii (w latach 1946-1977) pozyskiwał materiały budowlane m.in. z  ze zburzonej kamienicy rodziców ks. H. Kałczyńskiego, mieszczącej się przy ul. Marszałkowskiej 20.

Przykład ten pokazuje, że współcześni budowniczowie brzydkich kościołów nie mają żadnego wytłumaczenia dla siebie. Jeśli można było w latach 40. i 50. postawić piękny kościół, zaraz po wojnie i w okresie stalinizmu, to znaczy, że zawsze można to zrobić.

Nie udałoby się to oczywiście, gdyby nie projekt wybitnego architekta prof. inż. arch. Antoniego Jawornickiego.Urodził się 1886 roku w Warszawie, studiował na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, a następnie w École Speciale d`Architecture w Paryżu, którą ukończył w 1911 roku. Po studiach pracował na Wydziale Architektury Politechniki Warszawskiej, następnie kierował Wydziałem Urbanistyki Zarządu Miasta Warszawy. Wśród jego pierwszych prac projektowych znalazła się między innymi rozbudowa Placu Saskiego i Placu Św. Floriana na Pradze. Później także zaplanował Plac Teatralny i plan Czerniakowa.

Przy tym projekcie prof. Jawornickiego współpracował inż. Stanisław Credo. Za wnętrze odpowiedzialny był natomiast architekt Czesław Sosnowski, o czym innym razem.

Dzisiaj jednak także wiele kościołów powstaje za sprawą najsłynniejszych architektów, a mimo to wyglądają szkaradnie. Wyjaśnienie tkwi w katolickiej wrażliwości twórców kościoła w parafii pw. Piotra i Pawła, pod wpływem której musieli być też architekci, o ile sami jej nie posiadali.

Nieprzypadkowo kościół ten powstał w czasach przedsoborowych. Wyraża bowiem ducha Tradycji katolickiej. Widać, że jego twórcy nie silili się na bycie oryginalnymi, nie chcieli eksperymentować, być nowocześni, ale kontynuować wielowiekową tradycję i oprzeć się na sprawdzonych wzorcach. Dlatego ich kościół był piękny w latach 40. i 50., jest piękny dzisiaj i będzie piękny za 100 lat. Tymczasem nowoczesne świątynie odstraszają od pierwszego dnia po powstaniu. Są bowiem dziełem jednostek, które chcą wyrazić nie geniusz Boży, ale geniusz ludzki, swój własny. Stoi więc za nimi często pycha, która jest brzydka, bo megalomańska, powierzchowna, płytka.

Powrót do Tradycji katolickiej musi nastąpić także w tym najbardziej zewnętrznym, architektonicznym wymiarze. Kościoły muszą znowu wyglądać jako domy Boga, którymi są, a nie jak dom dla amerykańskiego bohatera. Do tego potrzeba jednak pokory, aby powrócić do wielkich wzorców, a nie stawiać kościołów według własnego widzimisię lub widzimisię współczesnych architektów.

Zdjęcia kościoła do obejrzenia tutaj: