Zieliński napisał: "Teresa z Avili i Katarzyna ze Sieny doznawały świętego śmiechu, kiedy Duch Święty na nie zstępował. Potrafiły godzinami leżeć na posadzce i zaśmiewać się wraz z innymi siostrami". Tymczasem to, co określa się mianem "świętego śmiechu" nigdy nie występowało w Kościele katolickim i z pewnością nie było udziałem św. Teresy ani św. Katarzyny. "Dar" ten nie występuje nawet w Nowym Testamencie. Jest wymysłem sekciarzy i swoją popularność osiągnął w ramach tzw. Toronto blessing.

To właśnie w jednym z kanadyjskich zborów Ruchu Winnicy, doszło do słynnego „Toronto blessing”. Pod koniec stycznia 1994 r. w małym zborze mieszczącym się na lotnisku w Toronto miały miejsce wydarzenia, które zwolennicy odebrali jako nowe wylanie Ducha Świętego, a przeciwnicy jako wynaturzenie trzeciej fali Ruchu Zielonoświątkowego i demoniczną manifestację. Podczas nabożeństwa uczestnicy „padali w Duchu”, mówili językami, doświadczali upojenia w Duchu, wpadali w euforyczne stany tj. śmiech, płacz, drżenie ciała. Ludzie omdlewali, wykonywali nietypowe ruchy i wydawali różnego rodzaju dźwięki, naśladowali zwierzęta, wydając przy tym charakterystyczne dla nich odgłosy, co doprowadziło do wielu kontrowersji.

Zarejestrowano to wszystko na filmie, który obiegł cały świat i także dzisiaj jest powszechnie dostępny w Internecie. Pokazuje on przerażający obraz zezwierzęcenia, przedziwnego transu, który pasuje bardziej do pogańskich religii azjatyckich a nie do chrześcijaństwa. Wywołał on wiele kontrowersji nawet w środowiskach protestanckich, tak że John Wimber był zmuszony najpierw upomnieć tę wspólnotę, a potem kiedy to nie dało rezultatu, wykluczyć ją ze swojego ruchu. Znamienne jest jednak, że to właśnie w tym ruchu doszło do czegoś takiego. Problemem nie był zresztą sam wyraz okazywania wiary, ale intensywność, która prowadziła do spektakularnego tarzania się po podłodze grupy ludzi, potępieńczych wrzasków i epileptycznych drgawek. To wówczas zresztą odkryto „dar śmiechu” jako nowy dar Ducha Świętego, który charakteryzuje się histerycznym krzykiem.

Już zresztą w XIX w. zaobserwowano wśród amerykańskich baptystów i metodystów „Bożą histerię”, która przejawiała się w upadaniu, konwulsjach, popadaniu w trans, „świętym śmiechu” i dzikich tańcach. Bp A. Siemieniewski przytacza taki oto opis z XIX w.: „Oto lista typowych zewnętrznych objawów przeżytego nawrócenia, podana przez jednego z autorów: zesztywnienie ciała (w opisanym przypadku trwające dziewięć dni); drgawki (spazmatyczne konwulsje całego ciała, nierzadko połączone z tarzaniem się); niebiański uśmiech (heavenly smile); niekontrolowany śmiech (rodzaj nerwowego chichotu) oraz – co nas tutaj szczególnie interesuje – śpiew dobywający się nie z krtani, ale wprost z piersi. Dodać do tego trzeba niezwykłe zjawisko nazywane szczekaniem (barking exercise). Jak wyjaśnia ten autor, to ostatnie oznaczało, że ludzie powaleni [przez Ducha] zbierali się na czworakach u podnóża drzewa, aby szczekając, «wpędzić diabła na drzewo»”1.

Polecam obejrzeć zamieszczone poniżej video, będące przykładem ujawniania się "daru św. śmiechu", aby wyrobić sobie własne zdanie na ten temat. Trudno uwierzyć, aby Bóg, Ten który jest czystym duchem, chciał takiego zezwierzęcenia człowieka.

 

 

 

1 Za: ks. A. Siemieniewski, Dary duchowe w dawnych wiekach Kościoła, Wrocław 2007, 197-198.