Już w XVIII w. przed rozbiorami wielu magnatów uważało, że dogadywanie się z przyszłymi zaborcami jest konieczne, bo i tak nie mamy szans na niepodległość, znajdując się między silniejszymi od nas.

W 20-leciu międzywojennym przekonanie to sprawiało, że sanacja patrzyła z nadzieją na Niemcy, a narodowcy na Rosję. Obecnie PiS nas ciągnie w stronę USA, a PO w stronę Niemiec.

Ci, którzy nami rządzą, nie różnią się więc co do tego, że powinniśmy mieć "opiekuna", jak młodszy, niesamodzielny brat z poważnymi dysfunkcjami. Tymczasem czas uwierzyć w końcu, że to my możemy decydować o naszym losie. Ta wiara jest fundamentem dla przyszłej wolności. Bez niej zawsze będziemy wieszać się u czyjejś klamki, klęczeć na czyimś klęczniku, prosić o łaskę kogo napotkamy.

Można być wolnym w kraju pozbawionym wolności, jak ks. Jerzy Popiełuszko i można być zniewolonym w kraju wolności. Wiele, bardzo wiele zależy od naszej mentalności i to tutaj decyduje się niepodległość Polski. Powinniśmy dać jasno wyraz temu, że żądamy od naszych władz, aby w końcu nie zwalały kwestii bezpieczeństwa i dobrobytu na naszych sojuszników, ale same wzięły się do roboty i wzięły odpowiedzialność na siebie.