Lech Kowalski na łamach swojej 989-stronicowej pracy porusza takie ciekawe zagadnienia jak: sowiecki rodowód i zbrodnie kontrwywiadu wojskowego, tajne i jawne struktury organizacyjne, kontrola nad Wojskiem Polskim, współpraca i rywalizacja z SB, działania wywiadowcze i kontrwywiadowcze, walka z Kościołem, obecność sowieckiej broni atomowej na terenie Polski, kontakty z terrorystami, ucieczki na zachód żołnierzy kontrwywiadu, rola kontrwywiadu w latach stanu wojennego i transformacji.

Podczas gdy cywilna bezpieka została poddana częściowej weryfikacji po 1989 roku, nie było weryfikacji w służbach wojskowych. Praca Lecha Kowalskiego „obejmująca lata 1957-1990, […] wszechstronnie dokumentując działalność wojskowych służb specjalnych Polski Ludowej. Ukazuje zasady funkcjonowania formacji, przedstawia kadrę dowódczą i motywy jej postępowania, ułatwiając zrozumienie pozornie niezwiązanych ze sobą mechanizmów transformacji po roku 1989”.

W recenzji pracy „Krótsze ramię Moskwy. Historia kontrwywiadu wojskowego PRL” opublikowanej na stronie ''Dzieje PL'' Michał Szukała (z PAP) w relacji z debaty „wokół książki dr. Lecha Kowalskiego” wskazał, że WSW plasowała „swoich funkcjonariuszy w różnych obszarach życia społecznego, gospodarczego i politycznego PRL. Obszarami szczególnego zainteresowania WSW był handel zagraniczny oraz przemysł zbrojeniowy”.

Podczas debaty wokół publikacji dr Kowalski stwierdził, że rodowód WSW „sięga czasów II wojny światowej i jest ona bezpośrednią kontynuacją Głównego Zarządu Informacji Wojskowej. Jej metody były zaś wzorowane na działaniach sowieckiego kontrwywiadu wojskowego „Smiersz”, [...]. Po wkroczeniu na wschodnie ziemie II RP sowieci rozpoczęli przygotowywanie struktur przyszłej bezpieki wojskowej”.

Według publicysty portalu Dzieje pl. dr Kowalski podkreślał, że ''od początku funkcjonowania wojskowej bezpieki, jej kadry charakteryzowały się bardzo niskim poziomem intelektualnym: „blisko 90% funkcjonariuszy Informacji Wojskowej legitymowało się wykształceniem poniżej średniego i tak już pozostało do końca funkcjonowania tej formacji”. W jego opinii GZI była również miejscem tworzenia przyszłych elit komunistycznego państwa''.

Po ''1956 r. nadzór nad wojskowymi organami bezpieczeństwa sprawowała Moskwa. „Bezpośredni nadzór nad WSW przejął Zarząd III KGB – i opieka ta trwała po kres PRL-u. Z namaszczenia i przyzwolenia sowieckiej trójki polscy czekiści każdego roku – począwszy od 1960 – podążali do Kraju Rad, a konkretnie aż do Nowosybirska na Wyższe Kursy Kontrwywiadu Wojskowego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego ZSRS. Kto tu nie trafił, praktycznie nie liczył się w peerelowskiej bezpiece wojskowej” – podkreśla autor''.

Bezpośrednie podporządkowanie WSW Moskwie sprawiało, że była to służba darzona niechęcią przez kadry ludowego Wojska Polskiego.

Z portalu Dzieje pl. można się dowiedzieć, że „Zdaniem dr. Kowalskiego zadaniem WSW była nie tylko inwigilacja wojska, ale również izolowanie żołnierzy od wszelkich informacji, które nie pochodziłyby od władz”. WSW zwalczała słuchanie przez żołnierzy wrogich rozgłośni i udział w praktykach religijnych.

Według portalu ''Dzieje pl'' „podczas debaty na temat książki autor podkreślił”, że działalność „poza granicami PRL” nigdy nie była najważniejszym kierunkiem „działań WSW. Zdaniem autora przeszkodą był niski poziom kadr, a szczególnie zupełna nieznajomość języków obcych, innych niż rosyjski. Prof. Sławomir Cenckiewicz podkreślał skrajną nieudolność funkcjonariuszy wojskowej bezpieki w zwalczaniu prób werbunku żołnierzy i oficerów sił zbrojnych PRL”.

Jak można się dowiedzieć z portalu ''Dzieje pl.” „zdaniem dr. Lecha Kowalskiego szczyt potęgi Wojskowej Służby Wewnętrznej przypadł na lata osiemdziesiąte. Według jego szacunków w 1986 r. WSW dysponowała 16 tysiącami Osobowych Źródeł Informacji. ''80% zasobów było przeznaczonych na walkę z opozycją i Kościołem. Kiedy analizuje się posiedzenia kolegium dowódcy WSW, to pierwszymi punktami narad są zawsze sprawy związane ze zwalczaniem opozycji politycznej. Była to już wówczas zwyczajna mundurowa esbecja, nieróżniąca się od cywilnej bezpieki''”. Sławomir Cenckiewicz przypomniał, że „władza, która ukształtowała się po 13 grudnia 1981 r., opierała się na rządach wojskowych, którzy później decydowali o obliczu transformacji na przełomie lat 1988/1989. Siłą rzeczy wojsko musiało przejść do nowej epoki nienaruszone, razem ze swoimi służbami bezpieczeństwa”.

Po transformacji ustrojowej „Wojskowa Służba Wewnętrzna została rozwiązana latem 1990 r. [...] 60% stanu etatowego WSW znalazło się w szeregach Wojskowych Służb Informacyjnych. ''W okresie rządu Tadeusza Mazowieckiego kontrola nad wojskiem znalazła się w rękach ludzi Kiszczaka i Jaruzelskiego''. I taka sytuacja miała miejsce do likwidacji WSI przez PiS. W opinii Sławomira Cenckiewicza nieporozumieniem jest traktowanie WSW jako formacji polskiej złożonej z polskich patriotów.

Jak przypomina Krzysztof Osiński recenzent strony „Tygodnik Bydgoski” „tak jak w przypadku poprzednich prac Kowalskiego, tematem wiodącym jest wojsko tzw. Polski Ludowej. Wcześniej napisał już m.in. biografię gen. Wojciecha Jaruzelskiego, gen. Czesława Kiszczaka, monografię o działaniach Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego wobec Żołnierzy Wyklętych. Tym razem zajął się opisaniem dziejów Wojskowej Służby Wewnętrznej, czyli kontrwywiadu wojskowego PRL. Autor jest nie tylko historykiem, ale również emerytowanym oficerem, odbywającym służbę wojskową w czasach PRL. W trakcie swojej służby nie tylko przekonał się, jak w tamtym czasie naprawdę funkcjonowało wojsko, ale również zetknął się z najwyższą kadrą dowódczą komunistycznej armii. Dzięki temu doświadczeniu miał okazję zebrać wiedzę częstokroć niedostępną innym historykom, opisującym dzieje PRL jedynie w oparciu o dokumentację archiwalną”.

W swej recenzji publicysta „Tygodnika Bydgoskiego” wskazał, że według deklaracji autora ''celem jego pracy jest „odbrązowić tę ponurą wojskową formację bezpieczniacką, która w LWP wyrządziła niewyobrażalne spustoszenie zarówno kadrowe, jak i moralno-psychiczne: sekowali i dziesiątkowali kadrę zawodową oraz jej rodziny, żołnierzy służby zasadniczej i pracowników cywilnych wojska, a i tak było im ciągle mało. Z czasem więc skrzyknęli się z pobratymcami z MSW i skierowali oręż przeciwko opozycji politycznej, księżom, ruchom studenckim i młodzieżowym oraz tym wszystkim Polakom, którzy mieli odmienne od nich zdanie na temat systemu komunistycznego w Polsce. Wykazywali się przy tym niespożytą energią, a jednocześnie poniżającym wazeliniarstwem wobec swoich mentorów z Kraju Rad. W ich imieniu byli w stanie dopaść każdego »wroga« i »przeciwnika«, bo tak częstokroć w swych sprawozdaniach operacyjnych określali Polaków – co zresztą potwierdzali czynem niemal każdego dnia''.

Według recenzenta „Tygodnika Bydgoskiego” z książki Lecha Kowalskiego „dowiemy się o wielu aspektach działalności WSW, poczynając właśnie od doboru kadr, poprzez to, jak wyglądał system szkoleniowy, jakie były sposoby sporządzania dokumentacji kontrwywiadowczej, ale również o rywalizacji z wywiadem i konfliktach z tego wynikających, działaniach prowadzonych w jednostkach wojskowych w kraju oraz wśród żołnierzy przebywających na misjach zagranicznych, czy nawet o postępowaniu wobec klubów sportowych i sportowców. Dowiemy się również o handlu bronią, kontaktach z przedstawicielami międzynarodowego terroryzmu, ucieczkach na Zachód, ochronie sowieckiego arsenału nuklearnego czy przedsięwzięciach prowadzonych wobec przeciwników władz komunistycznych w kraju i za granicą. Wrogowie ustroju byli przez przedstawicieli WSW inwigilowani, a w skrajnych przypadkach także represjonowani, jak chociażby opozycjoniści w stanie wojennym, którzy pod pretekstem odbycia ćwiczeń rezerwy zostali internowani w specjalnie powołanych obozach wojskowych”.

 

Jan Bodakowski