Według Piotra Rodzika medialna nagonka oskarżeń o wspieranie PiS w wyborach „została, delikatnie rzecz ujmując, wyolbrzymiona i to raczej PiS zależy na takim "pozycjonowaniu"". Publicysty lewicowego portalu w swoim tekście wskazał, że internauci, którzy czytają „o kazaniach, w których trakcie księża mówią o Prawie i Sprawiedliwości, to rzeczywiście możesz mieć wrażenie, że tak jest wszędzie. Zwłaszcza jeśli ostatni raz byłeś w kościele na własnym bierzmowaniu, bo kazali ci rodzice".

 

W rzeczywistości zdecydowana większość księży nie angażuje się w konflikty partyjne, świadczyć ma o tym nawet tekst z „Gazety Wyborczej", która zidentyfikowała tylko 6 parafii na 10.000, na których płocie wiszą banery PiS.

 

Autor tekstu wybrał z Warszawy na wschodnie Mazowsze, by zobaczyć, jak wygląda sytuacja w terenie, na prowincji gdzie PiS cieszy się poparciem. Relacjonując swoją wyprawę, dziennikarz lewicowego portalu stwierdził: 10 parafiach „ani jednego plakatu nie znalazłem na którejkolwiek ze świątyń, które odwiedziłem. Na murach, na płocie, na ścianach... Po prostu nigdzie".

 

Lewicowy dziennikarz dostrzegł powszechne poparcie dla PiS - „Jeżdżąc pomiędzy kolejnymi miejscowościami, zauważyłem, że oczywiście najwięcej plakatów jest od kandydatów PiS, [...] im bliżej kościoła, tym więcej tych plakatów. [...] Na kościele czy otaczającym budynek płocie nie ma żadnego plakatu PiS. Ale przy samym płocie są już słupy, a te szczelnie okleili kandydaci PiS".

 

Według lewicowego publicysty „w zasadzie wszędzie jest podobnie. I wygląda to całkiem zwyczajnie, choć nie pasuje do narracji o wsparciu PiS przez księży. Które oczywiście ma miejsce, ale nie w tak nachalnej formie, jak to wygląda czasami w mediach".

 

Publicysty zresztą nie dziwi sympatia kleru dla PiS, bo jak sam twierdzi „tak na chłopski rozum: czy jest coś dziwnego w tym, że księżom bliżej do partii, która wspiera naukę Kościoła, a nie jest od niej daleka? Ksiądz też człowiek i też obywatel. Ma prawo do swoich poglądów politycznych. Jak są zbieżne z daną partią... no to, co ma robić? Udawać, że jest odwrotnie?".

 

W swoim artykule lewicowy publicysta stwierdza, że kler „nigdy nie powinien przekazywać tych poglądów z ambony i nigdy nie powinien wieszać plakatów. Ale to przypadki jednostkowe. Wystarczy spojrzeć przez okno, a nie do newsfeeda. O polityce w kościołach najwygodniej mówi się, kiedy się w nich nie bywa. Ja nigdy nie słyszałem politycznego kazania. A byłem na kilkuset niedzielnych mszach w swoim 30-letnim życiu".

 

Komentując sprzeczne z demokracją opinie publicysty lewicowego polityka o tym, że Kościół nie może angażować się politycznie, muszę przypomnieć, że Kościół ma obowiązek aktywności politycznej wynikający ze swojej misji prorockiej (czyli obowiązku pouczania rządzących jak mają moralnie rządzić, dziś rządzącymi są wszyscy obywatele, więc Kościół nie poucza królów, tylko elektorat). Wyrazem demokracji jest prawo Kościoła do aktywności politycznej, a kto chce ograniczać to prawo Kościoła, jest przeciwnikiem demokracji. By Kościół nie ponosił konsekwencji głupot wyrabianych przez polityków, księża mają, przez władze kościelne, zakazaną działalność partyjną.

 

W praktyce misja prorocka Kościoła polega na tym, że Kościół ma obowiązek powiedzieć, że aborcja to morderstwo, i, że katolik nie może głosować na polityków akceptujących aborcje, ale nie może ich po nazwisku czy szyldzie partyjnym wymieniać. W czasie wyborów na parafiach powinny wiec więc wisieć banery z napisem „głosuj na polityków popierających zakaz aborcji", ale nie banery z nazwiskami i logami partyjnymi.

 

Jan Bodakowski