Jarosław Wałęsa przyznał: "Prosiłem, żeby ojciec dał pozytywny przekaz, ale poszło to niestety w zupełnie inną stronę. Rozmawialiśmy przed jego wystąpieniem, że to ostatni tydzień przed wyborami".

Dodał też: "Na wszystko jest czas i miejsce. To nie był moment na takie słowa. Mój ojciec ma takie opinie na temat przeszłości, inni mają odmienne, ale to nie był dobry moment na udowadnianie tego, kto miał rację, a kto nie. To nie ten czas".

Przypomnijmy, że Lech Wałęsa mówi na konwencjił: "Prosiłem was na piśmie, prezydenta (Bronisława) Komorowskiego, premiera (Donalda) Tuska: człowieku, jeśli ty ich nie rozliczysz, oni ciebie rozliczą. Nie rozliczyliście ich. Pozwoliliście im na papierach (Czesława) Kiszczaka wmówić, że Wałęsa to agent. (...) Zobaczcie, co się dzieje w Polsce, wciąż się muszę tłumaczyć. Wiecie co, już większą bujdę to tylko Kaczyński może wymyślić".

Stwierdził również:  "A teraz najważniejszy błąd, jaki dzisiaj popełniacie. Daliście się wciągnąć na pola niewygodne, na aborcję, na konkordatu podważanie i inne rzeczy. Nie wolno było dać się. Oni was specjalnie wciągnęli, żeby te inne rzeczy na tych zachowaniach by można wam dopisywać i w was ładować. Dlatego nie tak się zwycięża. Te rzeczy się załatwia w inny sposób, nie wyborczy. Trzeba było krótko powiedzieć: nie wchodzimy. Podtrzymujemy konkordat, nie będziemy dyskutować o tych sprawach, nigdy w kampanii wyborczej. Fatalny błąd i dlatego dzisiaj naród na to patrząc, nie zauważa innych, wielkich mankamentów".