O sukcesie wyborczym może mówić Konfederacja, która ewidentnie nie mogła liczyć na przychylność czy obiektywizm ani mediów PiS, ani mediów antyPiS. Na jej niekorzyść grał strach patriotycznych wyborców przed straconym głosem (wielu z nich tylko z tej racji zagłosowało na PiS). Teraz PiS ma problem, bo Konfederacja udowodniła, że przekracza prób wyborczy, i wyborcy, którzy zagłosowali w ostatnich wyborach na PiS, nie będą bali się przenieść na Konfederacje swojego poparcia. Oczywiście ten problem dla Nowogrodzkiej będzie istotny za 4 lata, o ile PiS kolejny raz nie skróci kadencji jak w 2007 roku, kiedy uwiedziony sondażami stracił władze.

 

Oczywiście, posłowie Konfederacji mogą się okazać nieodpowiedzialni i sami swoją działalnością doprowadzić do utraty poparcia – mogą np. zmienić poglądy, wystarczy przypomnieć, postać Stefana Niesiołowskiego.

 

Możliwe, że choć Konfederacja będąca partią w stylu amerykańskim (czyli komitetem wyborczym bez ambicji do posiadania programu i struktur) będzie miała dwa koła parlamentarne (ma za mało posłów, by mieć klub), jeden złożony z posłów Ruchu Narodowego i drugi złożony z posłów partii Korwina. Ważne jest to, że dzięki konstrukcji listy partyjnej, a nie komitetu wyborców Konfederacja będzie miała ogromne środki na działalność.

 

Do sejmu weszły dwie listy internacjonalistyczne – KO i SLD. Warto być świadomym, że posłowie tych list nie są reprezentantami, tylko dwu partii. Internacjonaliści reprezentują Platformę Obywatelską, Zielonych, Nowoczesną, Inicjatywę Polskiej Lewicy, Sojusz Lewicy Demokratycznej, Razem i Wiosnę. Z perspektywy prawicy to wszystko lewica, ale a perspektywy tych partii są między nimi olbrzymie różnice, a nienawiść do PiS o za mało by w kupie trzymać się przez cztery lata. Dopiero z czasem w sejmie wykrystalizuje się, ile każda z partii ma realnie posłów.

 

Ciekawe jest też, jak w tej nowej sytuacji odnajdzie się PSL i posłowie od Kukiza, którzy weszli z list PSL. Czy będą konserwatywni, czy progresywni, wolnorynkowi czy socjalni, patriotyczniej czy internacjonalistyczni?

 

Swoje głosy w ostatnich wyborach oddało 18 678 457 Polaków, czyli 61,74% uprawnionych do głosowania. Prawo i Sprawiedliwość zdobyło 235 mandatów, wśród tych mandatów są też i posłowie, którzy są bezpartyjni lub są członkami innych partii niż PiS. Na partie Kaczyńskiego głosowało 8.051.935 osób, czyli 43,59% wyborców.

 

Koalicja Obywatelska zyskała 5.060.355 głosów (27,40%) i 134 mandaty. SLD 49 (12,56% - 2319.946, PSL - 30 mandatów (8,55% - 1.578.523), Konfederacja - 11 (6,8% - 1.256.953). Kuriozum polskiego systemu są przywileje dla mniejszości niemieckiej, która ma 1 mandat pomimo zdobycia tylko 0,17 procent głosów – 32.094 (polska mniejszość narodowa w Niemczech żadnych przywilejów nie ma).

 

W wyborach startowali też KWW Bezpartyjni Samorządowcy, którzy zdobyli 144.773, czyli 0,78% poparcia (z ich list startował Marek Jakubiak, który gdyby się nie obraził na Konfederacje, byłby już posłem), KW Skuteczni Piotra Liroya-Marca, którzy zdobyli 18918 głosów – 0,10% (Liroy, gdyby startował z Konfederacji byłby też posłem, podobnie jak Kaja Godek), KW Akcja Zawiedzionych Emerytów Rencistów, która zdobyła 5.448 głosów – 0,03%, i ofiary wiary w Marka Jurka z KW Prawica, którzy zdobyli 1.765 głosów – 0,01%.

 

Wybory do senatu są kolejnym dowodem na szkodliwość bredni o jednomandatowych okręgach wyborczych głoszonych od lat przez Pawła Kukiza. Wzajemnie się wspierający przeciwnicy PiS zdobyli w senacie 51 mandatów (KO 43, PSL 3, SLD 2, niezależni sympatycy antyPiS 3) a zwolennicy PiS 49 mandatów (48 PiS, sympatyzująca z PiS 1). Jakbyśmy mieli JOW w wyborach do sejmu pewnie wyniki byłyby podobne, ale dzięki temu, że Jarosław Kaczyński jest przeciwnikiem JOW, mamy w sejmie Konfederacje.

 

Choć PiS stracił większość w senacie to, jest to dla partii Kaczyńskiego w pewnym sensie wygodna sytuacja. PiS nie jest zainteresowany realizacją zbyt konserwatywnych postulatów, w zeszłej kadencji musiał wmawiać swoim wyborcom, że nie zakazuje aborcji, by nie stracić władzy, teraz będzie mógł uchwalać wszelkie konserwatywne ustawy, bo koniec końców senat je zablokuje, i stanie się adresatem pretensji ze strony konserwatystów. Senat uniemożliwi PiS dokonywanie mian systemowych, co jest dużą odpowiedzialnością, ale nie umożliwi czerpania konfitur z władzy, dla polityków taka sytuacja jest idealna.

 

Jan Bodakowski