Boris Johnson przyszedł na miejsce Theresy May, która nie była w stanie osiągnąć porozumienia w sprawie Brexitu. Johnson od początku zapewniał, że do Brexitu dojdzie, z umową czy bez umowy, 30 października br. Kiedy jednak wyciekł tajny raport, że Brexit bez umowy oznacza przerwy w dostawie żywności, możliwe niepokoje społeczne i wiele innych problemów, parlamentarzyści angielscy przegłosowali ustawę, w której zabronili Brexitu bez umowu.

Johnson znalazł się w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony nie był w stanie wynegocjować tego, co chciał, z drugiej strony, jego obietnica Brexitu 30 października mogła się w ogóle nie spełnić. Nagłe ogłoszenie porozumienia mogło więc być spowodowane pójściem na kompromis, który nie zadowoli zwolenników opuszczenia EU.

Wskazują na to zresztą pewne fakty. Najbardziej kontrowersyjna jest może decyzja o tym, że nie będzie granicy celnej z Irlandią Północną, co oznacza, że wciąż będzie ona miała wspólny rynek z UE. Oznacza to jednak także, część Zjednoczonego Królestwa de facto nie będzie pod pełną kontrolą rządu w Londynie. Zawiłe konstrukcje prawne mają przykrywać prawdę o tym, że nie udało się Brytyjczykom osiągnąć tego, co chcieli.

Izba Gmin już trzykrotnie odrzucała porozumienie o wyjściu i teraz może być podobnie.