Kiedy tylko Donald Trump po niedzielnej rozmowie z prezydentem Recepem Tayyipem Erdoganem. ogłosił wycofanie amerykańskich wojsk z pogranicza turecko-syryjskiego to tym samym jawnie dał Turcji zielone światło do operacji wojskowej w regionie. W końcu Turcja Ankara widzi Kurdów jako zagrożenie swojego bezpieczeństwa, dlatego chce porządnie obić kurdyjskie milicje w Syrii, tak żeby nie wspierały tureckiej Partią Pracujących Kurdystanu. A później chce osiedlić tam około dwóch milionów syryjskich uchodźców. To, że Stany Zjednoczone wcześniej obiecywały kontrolującym te tereny Kurdom ochronę nie ma żadnego znaczenia. A gwarancje USA są mniej warte, niż papier na których zostały spisane. Cóż raczej mało pocieszająca wiadomość dla Polski i Polaków, ponieważ kręgosłupem naszego bezpieczeństwa są właśnie bardzo podobne gwarancje Waszyngtonu.

Po pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej Amerykanie podburzyli zarówno Kurdów na północy Iraku, jak i szyitów na południu. Po czym ich zostawili samych sobie. A konkretnie ustanowili strefy bezpieczeństwa z zakazem latania irackiego lotnictwa. Szkoda tylko, że ten zakaz nie obejmował irackich śmigłowców szturmowych. A z ich pomocą siły lądowe Saddama świetnie sobie poradziły zarówno z szyitami, jak i Kurdami. Między innymi za pomocą broni chemicznej, która faktycznie została tam użyta, a nie jak w przypadku Syrii próbowano znaleźć pretekst do otwartego ataku Zachodu na to państwo. Zresztą wcześniej Saddam był przez wiele lat zbrojony i hołubiony przez zachodnie demokracje, szczególnie jak prowadził bezsensowną i niepotrzebną wojnę z Iranem. Dopiero jak się wziął za roponośny Kuwejt i zagroził Arabii Saudyjskiej to trzeba go było spacyfikować. A potem zniszczyć. Cóż gdyby dzisiaj zapytać Irakijczyków, czy lepiej im się żyło za wrednego dyktatora (a faktycznie Husajn był wyjątkowym draniem), czy za słodkiej demokracji, która kosztowała życie setek tysięcy mieszkańców to raczej ciężko byłoby usłyszeć coś dobrego na temat amerykańskiego „wyzwolenia”.

Kurdowie są głupcami. Nie chcieli gadać z Asadem, który chciał im dać szeroką autonomię (ale nie niepodległość i oderwanie zamieszkanych przez nich obszarów od Syrii) to dzisiaj mają tureckie myśliwce bombardujące nad swoimi głowami. Zrozumieli to poniewczasie proponując Rosjanom wejście w miejsce sił amerykańskich. Cóż okazuje się, że ze wszystkich mocarstw działających w Syrii Rosja zachowuje się najrozsądniej. Nie pozwoliła obalić Asada, choć wyzywający go od dyktatora Zachód po jego upadku miałby kolejne klanowe państwo bandyckie, typu dzisiejsza Libia. I miliony rzeczywistych uchodźców z kraju upadłego.

Według ekspertów turecka interwencja w północnej Syrii może spowodować masowe wysiedlenia miejscowej ludności i odrodzenie się Państwa Islamskiego, które Kurdowie pomogli pokonać. I do dzisiaj trzymają ze dwa tysiące schwytanej swołoczy ISIS i ze 20 tysięcy członków ich rodzin. Przynajmniej tych pierwszych powinno się zaraz powiesić, albo tak jak SS-manów, czy NKWD-zistów po prostu nie brać ich do niewoli. Niestety nie zrobiono tego, a teraz jest już za późno. Skoro wszelkiej maści obrońcy praw człowieka ubolewają, jak to byłym dżihadystom jest źle w kurdyjskich więzieniach, a biednym ich żonom ze stadami dzieci w obozach to niech ich sobie zabiorą. Akurat ze strony Kurdów odesłanie całej tej fanatycznej dziczy z powrotem do Europy (szczególnie do Niemiec, Francji, Szwecji, Belgii, Holandii i Wielkiej Brytanii) byłoby działaniem rozsądnym i uzasadnionym. Niech Zachód sam niańczy swoich obywateli. Niestety tak chętnie to się oni nie wyniosą, a większość z nich po uwolnieniu przez Turków dalej będzie robić państwo islamskie w Syrii.

Kurdowie powinni zrozumieć – czarnuch zrobił swoje czarnuch może odejść. Narzędzie się używa, a potem można już je wyrzucić. Cena politycznej naiwności i stawiania na niewłaściwego konia. A że wielki pomarańczowowłosy ojciec z Waszyngtonu sprzedał Kurdów Turcji to nie dziwi. Szczególnie nas, którzy jakoś za łatwo zapomnieliśmy, jak inny lokator Białego Domu, dziadyga z polio i syfilisem na wózku inwalidzkim, czyli Franklin Delano Roosevelt sprzedał nas swojemu wąsatemu „przyjacielowi” Józefowi Stalinowi w Jałcie.