Jak napisał Leszek Żebrowski: "Towarzyszka ppłk Helena Wolińska (Fajga Mindla Danielak). Nigdy nie stanęła przed trybunałem za zbrodnie sądowe. Prawdziwa patronka wszelkich (od)ruchów po(d)stępowych. Przyjaciółka marksistowskiego filozofa tow. Leszka Kołakowskiego, który z lubością wspominał po latach: "Stanowiliśmy mniejszość. W 1946 roku nie wierzyliśmy w prawdziwe referendum czy wybory. Ale był cel, który to usprawiedliwiał. Myśmy nie uważali się za demokratów. Sądziliśmy, że społeczeństwo powinno być rządzone przez oświeconą elitę. Mieliśmy takie bezczelne, młokosowate przeświadczenie, że masy zjedzą wszystko. Masom trzeba podawać jakieś kłamstwa do wierzenia. Trudno".
Tow. Kołakowski jeździł "na bandy" w grupach operacyjnych UB z parabellum w ręku".

Dodał też: "Prof. Adam Podgórecki mówił o nim: "W Polsce uprawiał marksizm, ale kiedy wyjechał na Zachód, w trzytomowym dziele o marksizmie wszystko to, co przedtem opatrywał znakiem plus, opatrzył znakiem minus. W jego pisarstwie nie znalazłem nic twórczego. Jedynym oryginalnym pomysłem był ciąg szyderczych opowiadań dotyczących Biblii. Nie rozumiem, za co dostał order Orła Białego".
Tow. Wolińska "sankcjonowała" aresztowania UB, a zatem i tortury śledcze, często kończące się zgonami. Tow. Kołakowskiemu to jednak nie przeszkadzało, przyjaźnił się z nią do końca (jej) życia.
Oto powinny być prawdziwe ikony - ona "nowych" ruchów feministycznych, on "nowej" lewicy".