Z punktu widzenia działań giganta cała sprawa mija się z celem. Dowodem jest ubiegłoroczny raport środowiskowy Google’a. Pracownicy firmy domagają się jednak, aby zajęła się ona mocniej problemem zmian klimatu. Żądają, aby do 2030 roku firma nie powodowała żadnej emisji gazów cieplarnianych. Takie działania jednak już Google podejmuje. Problem stanowi jednak co innego, brak cenzury organizacji mających inne zdanie na temat zmian klimatu niż pociotki marksistów.

Dziś głosy osób sprzeciwiających się zmianom klimatu uznaje się za przejaw nurtów prawicowych w polityce, a osoby zajmujące się globalnym ociepleniem za lewicę. Jest to podział umowny, lecz ilustruje szereg łączących się wzajemnie organizacji pozarządowych oraz partii politycznych, nie tylko z nurtu zielonych. Sprzeciw obrońców Ziemi budzi artykuł Gizmodo o tym, że firma dofinansowała ośrodki intelektualne oraz grupy sprzeciwiające się zmianom klimatu i broniące paliw kopalnianych.

Wedle danych na luty 2019 Google zatrudniało około dziewięćdziesiąt dziewięć tysięcy osób. Tym samym liczba podpisów równa się około jednego procenta ogółu i jako taka nie może być traktowana jako głos zatrudnionych, co najwyżej za jakąś frakcję. Sprawa ta ukazuje jednak orientacje światopoglądową pracowników. Jest to istotna informacja, bo w realizacji produktów i usług przekłada się na odwoływanie się do określonego sposobu rozumienia świata, a co za tym idzie selekcji, jak ktoś będzie myślał. Stąd na przykład nie ma w ramach wyszukiwarki Google wyłączenia treści wedle określonej orientacji politycznej, czy światopoglądowej, chociaż takie posunięcie ułatwiłoby docieranie do tego, co najbardziej interesuje ludzi. Równocześnie taki ruch by pozwolił na świadome decydowanie w jakim ujęciu świata ktoś chce, aby miał dostarczane informacje. Dziś odgórnie jest to łączone z nurtami marksizmu w szeregu jego odłamów.

Rodzi się pytanie, czy posunięcie z listem otwartym nie jest przykrywką dla działań firmy i nie stanowi reżyserowanego przedstawienia dla mediów. Szef Google Sundar Pichai uważa, że zerowa emisja do 2030 roku “nie wydaje się nierozsądna”. Firma we wrześniu 2019 ogłosiła największe inwestycje w energię odnawialną od początku swego istnienia. Z kolei The Guardian w październiku 2019 poinformował, że Google dofinansowało między innymi Competetive Enterprise Institute. Jego dyrektor Myron Ebel należy do kluczowych doradców prezydenta USA Donalda Trumpa na rzecz odrzucenia ekologicznego porozumienia z Paryża.

Oficjalnie Google chwali się, że zmieniło swój ślad węglowy. Za tym pojęciem kryje się ograniczanie emisji gazów cieplarnianych, w tym dwutlenku węgla i korzystanie z odnawialnych źródeł energii. Kwestią sporną jest, czy włączenie jako źródła energii wiatraków zabijających okoliczne ptactwo, czy paneli słonecznych wymagających akumulatorów często opartych o ołów, szkodliwy dla środowiska i zdrowia metal ciężki jest w istocie “ekologiczne”.

Wedle raportu środowiskowego firma ograniczyła o siedemdziesiąt pięć procent ilość śmieci związanych z jej funkcjonowaniem. Google również chwali się, że jest “środowiskowo zrównoważone”. Wedle zastępcy infrastruktury technicznej firmy Ursa Holzle i odpowiedzialnego za finanse w Alphabet Rutha Porata od 2017 roku całość konsumpcji energetycznej pochodzi z odnawialnych źródeł energii. Z punkty widzenia lewicowych środowisk ekologicznych jest to wypełnienie celów “walki z ze zmianami klimatu”. Zwłaszcza, że to oznacza nic innego, jak dostarczanie prądu do serwerowni Google, czyli technicznego zaplecza całej, działającej w sieci gamy usług firmy. Oprócz tego firma chwali się, że uruchomiła ponad to trzy gigawatowe źródła energii dla innych państw.

Pojawia się tu rozdźwięk. Wedle raportu klimatycznego firma dba, aby jej siedziby miały certyfikat ekologiczny LEED (Leadership in Energy and Environmental Design). Firma oprócz tego płaci haracz klimatyczny za emisję dwutlenku węgla jakiej nie zdołała ograniczyć. Dla ponad tysiąca sygnatariuszy listu otwartego do firmy to jednak za mało. Żądają w istocie cenzurowanie przedsiębiorstw, ośrodków intelektualnych i organizacji wedle poglądów jakie reprezentują.


Jacek Skrzypacz