U Wiklefa i llolardów dały o sobie znać dwa przekonania, które leżą u podstaw rewolucji protestanckiej: indywidualizm i pojmowanie człowieka jako czystego ducha, który powinien sprawować jedynie wewnętrzny kult. W związku z tym odrzucali oni instytucję Kościoła i większość praktyk religijnych. Opowiadali się natomiast za „czystym kościołem” i „kościołem Ducha”, tak jak pojmował go Joachim z Fiore.

Źródłem tych dwóch poglądów było dojrzałe pogaństwo wyrażające się w panteizmie. Kościół katolicki zawsze nauczał, że człowiek jest złożony z duszy i z ciała. Tym samym to, co duchowe musi wyrażać się także przez to, co cielesne i materialne. Ma on także naturę społeczną, co powoduje, że odnajduje i wyraża wiarę we wspólnocie. U Wiklefa człowiek jest bogiem, nikt nie może mu niczego narzucać, on jest najważniejszy i jako czysty duch wyraża się wyłącznie, lub prawie wyłącznie, w sposób wewnętrzny i duchowy. To, co zewnętrzne i materialne nie ma większego znaczenia, a zbytnie zajmowanie się tym jest wręcz obraźliwe dla ducha.

Żeby się przekonać, że Wiklef naprawdę w to wierzył, wystarczy sięgnąć do internetowej Encyklopedii Filozofii Stanforda. Jest to inicjatywa jednego z najbardziej prestiżowych uniwersytetów świata, który mieści się w amerykańskiej dolinie krzemowej. Pod hasłem „John Wiclif” możemy poznać teologię tego „reformatora”, która w wielu innych źródłach jest przemilczana[1].

Wiklef wyznawał doktrynę idei Bożych. Głosił, że istnieją idee Boże, które określał jako „naturę Bożą w działaniu”. Utożsamiał je więc z Bogiem. Jednocześnie dodawał, że pomiędzy każdą rzeczą i prawdą a ideą Bożą jest ścisły związek. Istota każdej rzeczy znajduje się w umyśle Boga. Jest nią właśnie Boża idea. Tylko dzięki tym ideom możemy poznawać wszelkie rzeczy. Są one także wzorcami rzeczy.

W takim ujęciu, gdzie istotą każdej rzeczy jest idea Boża (która utożsamia się z Bogiem) znika różnica między Bogiem i stworzeniem. Mamy więc tutaj do czynienia z pogańskim panteizmem. Inne uwagi zresztą to potwierdzają. Alessandro Conti, autor wspomnianego hasła encyklopedycznego, podkreślił, że nie jest to wizja chrześcijańskiego Boga, który stwarza na mocy wolnego wyboru z miłości. Wszystko emanuje bowiem z Niego tak, jak w neoplatonizmie (późno starożytnym prądzie pogańskim i panteistycznym zapoczątkowanym przez Plotyna). Koncepcja emanacji tym różni się od koncepcja stwarzania, że zakłada konieczność (Plotyn pisał o rozlewaniu się pełni. Kiedy nalejemy za dużo wody do szklanki, wylewa się na zewnątrz, ale jest to proces całkowicie zdeterminowany) i to, że wszystko, co wyłania się z Boga, ma boską naturę. Nie ma tu więc wolności ani ścisłego odróżnienia Stwórcy od stworzenia (nie ma przecież nawet doktryny stwarzania)[2].

Na panteizm Wiklefa wskazuje jeszcze jedna okoliczność. Teolog ten zaangażował się w dyskusję średniowieczną na temat tego, czy Bóg może unicestwić to, co stworzył. Dla św. Tomasza i wielu innych myślicieli było oczywiste, że skoro Bóg coś stworzył wolnym aktem, to może to także unicestwić. On daje bowiem wszystkiemu istnienie. Wiklef polemizował z tym, uważając, że Bóg unicestwiając najmniejszą rzecz, musiałby unicestwić siebie samego. Taki pogląd wynikał z przyjęcia, że wszystko jest bogiem[3].

W tym kontekście widać, że doktryna predestynacji, która zakłada, że niektórzy są odgórnie przeznaczeni do zbawienia, a inni do potępienia, którą przyjmował Wiklef, Luter (np. w dziele „O niewolnej woli”) i Kalwin wyrosła na gruncie panteistycznym. Skoro bowiem wszystko jest bogiem, wszystko dzieje się z konieczności, to nie ma czegoś takiego jak wolna wola, a zbawienie nie zależy od nas.

„Reforma” Kościoła w wydaniu Wiklefa polegała w istocie na postulowaniu zniszczenia Kościoła, a tym samym na destrukcji chrześcijaństwa i zastąpieniu go przez jakąś nową ezoteryczną religię pogańską. Etapem pośrednim miało być ezoteryczne chrześcijaństwo, a więc takie chrześcijaństwo, które będąc mocno spoganizowane, jeszcze zachowywałoby pewne zewnętrzne cechy chrześcijaństwa (powoływałoby się na Biblię, Chrystusa, krzyż itd.).

Wiklef próbował wprowadzić swoje pomysły w życie, ale miał zbyt słabe oparcie we władzach świeckich, bez których siły nie mógł przeforsować swoich idei. Na początku cieszył się wsparciem księcia Walii Edwarda. Kiedy jednak Wiklef poparł Johna Balla, który był ideologiem powstania chłopskiego, możnowładcy go opuścili, widząc w tym zagrożenie dla własnych interesów.

Luter działał znacznie bardziej rozważnie. Opowiedział się za koncepcją kościołów państwowych, których głowami mieli być władcy świeccy. W ten sposób podporządkował całkowicie religię możnowładcom. Jednocześnie potępił zdecydowanie powstanie chłopskie pod wodzą Thomasa Müntzera, co było także im na rękę, a jemu zapewniło ich poparcie.

Dzięki tym posunięciom rewolucja protestancka odniosła sukces w XVI w. Ceną tego sukcesu było jednak ograniczenie postulatów Wiklefa. Müntzer, anabaptysta marzył o zrealizowaniu jego wizji duchowego kościoła opartego na indywidualizmie. Wielu jemu podobnych przeciwstawiało się Lutrowi i Kalwinowi, oskarżając ich o tworzenie „nowego papizmu”, a więc nowej postaci katolicyzmu. Do tego grona zaliczał się choćby Sebastian Franck.

Luter był niejako zmuszony zachować instytucjonalny kościół, stworzyć nowy system dogmatyczny i zachować zewnętrzną liturgię (choć mocno ją zmienił). Dzięki temu nie tylko wyręczał się władcom, którzy mogli przez ten kult kontrolować lepiej społeczeństwo, ale także dawał skuteczną alternatywę dla katolicyzmu. Masom potrzebne były bowiem zewnętrzne obrzędy i proste prawdy wiary.

W tej sytuacji nie dziwi, że protestantyzm podlegał w ciągu wieków bardzo poważnym przekształceniom, dochodziło w nim nieustannie do tarć, sporów i wyłaniały się kolejne denominacje, zbory i ruchy. Wynikało to z tego, że wciąż znajdowali się ludzie, którzy próbowali w pełni zrealizować w jego ramach pierwotne założenia Wiklefa.

 

Powyższy tekst jest fragmentem nowej książki Michała Krajskiego pt. "Rewolucja charyzmatyczna".

Dostępna jest na stronie wydawcy - Tutaj

 

 

 

[1] Zob. https://plato.stanford.edu/entries/wyclif/.

[2] Tamże.

[3] Tamże.