W wielkim skrócie sprowadza się ona do dogmatu, iż znacząca większość seksualnie zwyczajnych nie ma prawa myśleć jak myśli, bowiem musi przyjąć do wiadomości, że wyłączną rację ma znacząca mniejszość seksualnie nadzwyczajnych. Taki jest trend, więc mordy w kubeł! A wasze popiskiwania znaczą tyle co nic. Chcecie się przekonać? Zajrzyjcie wobec tego na salę obrad europarlamentu, gdzie właśnie o tym się dyskutuje…Oczywiście, bo jakżeby inaczej, na przykładzie Polski.

homoseksualnych się nie prześladuje. Ech, próżny wysiłek, pani Beato. Próżne zastrzyki otrzeźwienia umysłów. Próżne słowa. Padają w pustkę. Ma być tak jak chcą frakcje panujące nad parlamentem i całą Europą.

Kiedy Beata Kempa ujawnia, iż podczas ekscesów domagającego się tolerancji środowiska LGBT dochodzi do profanacji powszechnej w Polsce wiary katolickiej – i podaje tego przykłady, gromki głos sprzeciwu wydaje z siebie Róża Thun. Z błyskiem w oku grzmi, iż Kempa mija się z prawdą. Bo i jaka tam profanacja? Wszak tęcza jest symbolem chrześcijańskim, więc żadnym sposobem wiara nie jest obrażana, wyśmiewana, lżona. Być może z racji zmiany klimatu na chłodniejszy, już niemal zimowy a może z powodu przemęczenia ciężką harówą w parlamencie, jaśnie pani europoseł ma drobny kłopot z pamięcią. Zapomniała bowiem o faktach aż bijących po oczach, jakich świadkami były wszak miliony rodaków. O sprofanowaniu wizerunku Matki Bożej, której twarz LGBT–owcy wkomponowali w kobiece narządy płciowe. Nie pamięta o reklamowaniu tzw. cipkomaryjek, co spotkało się z aplauzem tęczowego środowiska. Nie wspomniała słowem o prześmiewczym parodiowaniu mszy świętej. Dla Róży Thun takich zdarzeń – chociaż były – nie było. Długo by rozważać powody tego odstępstwa od prawdy. Mieszczą się one w rejonach dość niejasnych. Ale to ona, nie Kempa, dostaje głośne brawa poparcia. Bo mówi jak trzeba. Jak nowy obyczaj nakazuje… Cóż, pan każe – sługa musi.

Na wszelki jednak wypadek, gdyby ktoś z europosłów jeszcze nie został przekonany o potrzebie szlachetnej walki z ciemnotą Polaków, swe męczeństwo postanowił ujawnić Robert Biedroń. Po jego słowach w sali powiało grozą. Tak, homoseksualiści w kraju nad Wisłą są okrutnie traktowani. Sam wielekroć tego doświadczył, lecz już dalej nie chce cierpieć w milczeniu. Otóż jako osoba seksualnie odmienna spotyka się z powszechnym ostracyzmem. Zarówno jego jak i innych mu podobnych nie wpuszcza się do lokali, na imprezy publiczne, zabrania udziału w tym i w tamtym. Nie może biedak spokojnie żyć, bo gdzie się nie odwróci – męczą i prześladują. Te swoje opowiastki snuł długą chwilę, czujnie przy tym obserwując ( ta mowa ciała!), jakie wrażenie wywiera na słuchaczach. Wiedział przy tym cynicznie i doskonale, że ci z obecnych, co Polski nie znają, jego słowom i jego męczeństwu zaprzeczyć nie mogą. Podobnie jak hrabina Thun zapadł na dziwaczną amnezję? Wyleciało mu z głowy, iż ta właśnie polska ciemnota, mając pełną świadomość jego odmiennej orientacji, jakoś na nią nie zważała i wybrała go prezydentem dużego miasta? Dając tym samym oczywisty dowód tolerancji.

Ile byśmy jednak nie strzępili języka, ile słów gorzko ujawniających prawdę by nie padło - i tak mamy przechlapane. Wspólnota gender póki co wygrywa. Także dzięki tym z nas, którzy nie chcą krzyknąć: dość! Dajcie nam żyć tak jak chcemy, nie zaś tak, jak jesteśmy do tego przez was zmuszani. My i nasze dzieci.

Zuzanna Śliwa