Terlikowski napisał: "polityczna agora jest dość konsekwentnie i jasno naszkicowana i nie widać w niej miejsca dla nowej siły politycznej, którą miałby reprezentować Szymon Hołownia".

Wyjaśniał to następująco: "Mamy już bowiem zarówno dwie siły prawicowe (PiS i Konfederacja), z którymi projekt Hołowni nie ma możliwości konkurować (bo też nie do tych grup skierowany jest jego przekaz). Mamy lewicę, która odrodziła się i skutecznie walczy o swoje miejsce na scenie politycznej, ale przekaz dziennikarza nie jest skierowany także do niej. Mamy wreszcie centrowo-liberalną Koalicję Obywatelską, która zbiera głosy niezadowolonych z rządów PiS, dzieląc się nimi z umiarkowanym i centrowo-chadeckim PSL-em".

Dodał też: "Oczywiście wybory prezydenckie rządzą się, ale to dopiero w drugiej turze, inną logiką. W pierwszej bowiem kandydatów wystawiają partie, a żeby przebić się do drugiej tury trzeba mieć za sobą nie tylko jasny przekaz, ogromne pieniądze, ale też sprawne struktury. O ile to pierwsze można zbudować, drugie zdobyć, to to trzecie buduje się latami, hektolitrami wypitej wódki, tysiącami spotkań nie z czytelnikami, ale z lokalnym aparatem. I tego, na starcie, Hołowni brakuje".

Na końcu stwierdził: "Nie sposób też nie zadać pytania, gdzie w podzieloną ściśle scenę polityczną, chciałby wpasować się Szymon Hołownia? Odpowiedź jest dość prosta. Showman kieruje swój przekaz do sierot po katolicko-chadecko-konserwatyzującej części Unii Wolności i Platformy Obywatelskiej. Dla wyborców prawicowych jego przekaz jest zbyt liberalny, ald wyborców liberalnych zbyt konserwatywny, pozostaje mu więc szeroko rozumiane centrum, tyle że jego w Polsce wcale nie ma tak wiele, a rywalizować z nim o nie będą – w pierwszej turze – Władysław Kosiniak-Kamysz i Małgorzata Kidawa-Błońska. I nawet jeśli na ich tle Hołownia wypada lepiej, to za nimi stoją potężne struktury, które skutecznie wprowadzą – raczej kandydatkę Koalicji Obywatelskiej, niż PSL-u, – do drugiej tury, która rzeczywiście rządzić się już będzie innymi prawami".