Fundamentalny błąd rządu w kwestii polskiego sądownictwa polega na przekonaniu, że można je jeszcze naprawić. Tymczasem korzeniami sięga ono stalinizmu, sędziowie nigdy nie przeszli lustracji, kasta sędziowska uzyskała w III RP status super grupy, nienaruszalnej i ponad prawem. Wymiana części sędziów, wprowadzenie straszaka w formie Izby Dyscyplinarnej dla reszty, przejęcie Trybunału Konstytucyjnego, odesłanie najstarszych sędziów na emeryturę - to w obecnej sytuacji zmiany niewystarczające.

Powodują one natomiast wielki wrzask środowiska sędziowskiego, które liczyć może nie tylko na opozycję i media, ale także na Unię Europejską, która z chęcią osłabi rządy prawicy w Polsce. W związku z tym rząd osiąga pewne sukcesy, ale nie jest w stanie zmienić istoty polskiego sądownictwa, a jego swoisty detoks sądów może przynieść efekt jojo - kiedy PiS straci władzę, wszystko co stare wróci i to ze zdwojoną siłą.

Aby tak się nie stało, należałoby zrównać polskie sądownictwo do fundamentów, stworzyć je od nowa, na nowych zasadach z nowymi ludźmi. To wymaga oczywiście wielkiej odwagi, uporu i siły, której mogłoby zabraknąć rządowi. Zmiany personalne tutaj jednak naprawdę nie wystarczą. Tym bardziej, że nowi sędziowie wcale nie są tacy nowi - patrz Stanisław Piotrowicz, który w wymiarze sprawiedliwości działał już w stanie wojennym.