Ale zacznijmy po kolei. W tym samym dniu Sejm odrzucił uchwałę Senatu w sprawie odrzucenia nowelizacji rozszerzającej odpowiedzialność dyscyplinarną sędziów. Od początku było to do przewidzenia, a marszałek Grodzki swoimi teatralnymi działaniami stworzył spektakl, który nie mógł na szczęście zaistnieć w rzeczywistości, z całą jego farsowością zapraszania Komisji Weneckiej i zagranicznych ekspertów na posiedzenie Senatu. Było wiadomo, że Zjednoczona Prawica ma większość sejmową i zgodnie z prawem uchwałę Senatu zaneguje.

Jak było do przewidzenia, sędziowie tak łatwo nie poddadzą się. Niejednokrotnie zapowiadali, że w swojej sprawie będą walczyli do końca. Takiej determinacji nie ma w żadnym zawodzie. Ta „nadzwyczajna kasta” gotowa jest na wszystko. Mająca chronić prawo i w jego imieniu wydawać sprawiedliwe wyroki, poszła na całość - zanegowała trójpodział władzy. W obronie swojej bezkarności szukała pomocy w Brukseli, w Trybunale Sprawiedliwości, wszędzie gdzie się dało. Odnosiło się wrażenie, że w imię swoich interesów, sędziowie gotowi są zrezygnować z suwerenności Polski.

Prezes Małgorzata Gersdorf wiedząc, że ustawa odniesie zwycięstwo w Sejmie, zwołała w tym dniu posiedzenie trzech Izb, wyłączając z niego Izbę Dyscyplinarną i Izbę Kontroli Nadzwyczajnej oraz siedmiu sędziów z izby Cywilnej. Posiedzenie dotyczyło udziału w składach sędziowskich osób wyłonionych przez Krajową Radę Sądowniczą, ale tę działającą już w nowym składzie. W rezultacie zanegowano działalność sędziów powołanych przez prezydenta. W całym kraju działa już kilkaset nowych sędziów, którzy teraz mieliby zostać sędziami, ale nie mogli orzekać. Nie wiadomo, co z nimi zrobić. Powstałby ogromy chaos w wymiarze sprawiedliwości.

W środę, wiedząc, że zostało zwołane posiedzenie Sądu Najwyższego, marszałek Sejmu Elżbieta Witek skierowała do Trybunału Konstytucyjnego wniosek o rozstrzygnięcie sporu kompetencyjnego miedzy Sejmem a SN oraz prezydentem i SN. Prezes TK Julia Przyłębska przekazała, że w związku ze wszczęciem przez Trybunał Konstytucyjny postępowania z wniosku marszałek Sejmu, czwartkowe posiedzenie trzech Izb Sądu Najwyższego z mocy ustawy – ulega zawieszeniu. Małgorzata Gersdorf posiedzenia nie odwołała, przesyłając pismo do prezes TK, że nie ma żadnego sporu kompetencyjnego. Sąd bowiem zajmuje się wykładnią obowiązującego prawa, Sejm jego stanowieniem, a prezydent wykonuje swoje uprawnienia.

Nie trzeba być prawnikiem, a jedynie zdrowo myślącym człowiekiem, że taka argumentacja wobec działań SN jest pozbawiona sensu. Sejm bowiem wykonał swoje działania, głosując za przyjęciem nowelizacji, ale przyjęcia tej ustawy nie uznaje Sąd Najwyższy, tak samo jak członków nowego KRS powołanych przez prezydenta. Więc gołym okiem widać, że spór kompetencyjny jest i to w całej rozciągłości, a prezes Sądu Najwyższego wmawia wszystkim, że go nie ma i neguje obecne składy sędziowskie, w których znajdują się sędziowie z nowego nadania.

Dotąd na każdym wiecu i demonstracji od kilku lat „kasta’ sędziowska zajmowania się reformą sądowniczą, sędziowie bronili konstytucji i gardłowali przeciwko rzekomemu jej łamaniu przez władzę. Teraz nic sobie z tego nie robiąc, podważają konstytucję. Tak samo było z Trybunałem Konstytucyjnym. Od zaciekłej jego obrony już w pierwszych tygodniach objęcia władzy przez PiS, do zanegowania obecnie jego działalności. Bronili swojego Trybunału, a nie tego obecnego pod przewodnictwem Julii Przyłębskiej. Ten dla nich nie istnieje.

Tak aroganckiej, przeżartej butą kasty ludzi jeszcze nie spotkaliśmy. Im wszystko w imieniu prawa wolno. To oni niczym monarchowie chcą decydować o wszystkim. Tak niestety dotąd było i samowola sędziowska skutkowała wieloma dramatami ludzkimi. A sędziowie nie odpowiadali przed nikim. Żałosne są teraz ich działania, które tylko rozsierdzają społeczeństwo. Można się było o tym przekonać w czwartek, gdy w Sejmie trwało głosowanie, a w SN posiedzenie, KOD zorganizował pod Sejmem demonstrację w obronie sędziów. Przyszła garstka ludzi z Andrzejem Rzeplińskim i Igorem Tuleyą na czele, który grzmiał: „Pamiętajmy o tym, że bezprawne prawo nie jest prawem. Nie ugniemy się!”.

Tę całą awanturę podsumował minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro: „Uchwała Sądu Najwyższego nie powoduje żadnych skutków prawnych, jest bezskuteczna”. Więc po co w tym śmiertelnym boju się tak ośmieszać.