Później wychodzi z takiego jaki to on jest wielki pan, a wszyscy wokół powinni wobec niego biegać i służyć. Kto taki? Niejaki Filip Rdesiński. Gruba ryba w bajorze rządowym, ponieważ obecnie sprawuje funkcję wiceprezesa spółki Lotos Terminale, a wcześniej był prezesem Polskiej Fundacji Narodowej. Wcześniej w przeszłości był między innymi dziennikarzem "Gazety Polskiej", Wiadomości TVP i szefem Radia Poznań. Od lipca 2018 r. do czerwca 2019 r. pełnił funkcję prezesa Polskiej Fundacji Narodowej.Tak tej samej instytucji, która nic nie osiągnęła i nic nie zrobiła. Bo dalej o dobre imię Polski walczą anonimowi internauci.

Otóż imć Filip Rdesiński odniósł się na Facebooku do reportażu Wirtualnej Polski, w którym przedstawiono historię pielęgniarki pracującej na oddziale intensywnej terapii w jednym ze szpitali powiatowych, który wkrótce ma zostać przemianowany na placówkę zakaźną. I co jej zaproponował: "Naprawdę można zmienić pracę. Przekwalifikować się".

- Gdy protestowałyśmy, całe społeczeństwo miało nas gdzieś. A gdy dziś idę do pracy, ludzie biją mi brawo z balkonu. Krzyczą, że jestem bohaterką. Gratulują. To hipokryzja! Czego wy mi ludzie gratulujecie? Tej pensji? Jeszcze rok temu wielu z was krzyczało, że w dupach nam się przewróciło, bo podwyżek chcemy. Jesteśmy upokorzone przez system, jesteśmy codziennie upokarzane przez zwykłych ludzi. Nienawidzę tej roboty. Przegrałam życie za 3,5 tysiąca. Nienawidzę jej, ale jej nie rzucę. Mam trójkę małych dzieci. Potrzebuję pieniędzy. Przecież my na wyposażeniu mamy 30 maseczek. I to takich bez filtrów. Gdy sprawdzaliśmy magazyny, leżało tam 15 kombinezonów. I koniec. Czyli co, jedna osoba ubierze się do pacjenta, a reszta będzie patrzeć? A co z dyżurką? Nie mamy takiej specjalistycznej [...]. Chore jak to, że zanim wprowadzono stan epidemii, wszystko zostało wyniesione z oddziału. Rodziny pacjentów okradły szpital z dozowników, mydła, płynu do dezynfekcji, rękawiczek.

- powiedziała pielęgniarka w reportażu.

I wtedy nasz złotousty prezes postanowił zostać wujkiem dobra rada, zgoła jak sam Bronek "Bul" Komorowski i poradził:

- Wkurzył mnie ten tekst. Tak samo jak postawa niektórych, powtarzam niektórych lekarzy. Zawód, który wykonuje ta pani z tekstu, to nie tylko ciężka praca, ale i powołanie. Są takie zawody, które wykonuje się dla lepszej wspólnotowej sprawy. Tymczasem brak poczucia powołania [...] spowoduje, że ucierpią na tym pacjenci" - napisał Rdesiński. "Tymczasem pani pisze, że nienawidzi swojej pracy i wykonuje ją [...] za marne grosze (3,5 tys.). I nie rzuci, bo musi utrzymać rodzinę. Naprawdę można zmienić pracę, przekwalifikować się. Nikt tej pani do niczego nie zmuszał [...]. Ten tekst przekonał mnie tylko o pewnym zepsuciu jeśli chodzi o etos zawodowy. Dotyczy to w ostatnim czasie też wielu zawodów z 'powołaniem' [...]. I Pomimo szacunku wobec lekarzy, licznych podziękowań za ciężką pracę w tym obecnie trudnym czasie [...] należy piętnować takie postawy jaką zaprezentowała pani pielęgniarka.

Po czym, jak twitterowicze napisali mu kim jest i gdzie może sobie swoje dobre rady wsadzić, to usunął ten wpis. Poza tym niech on nie wypowiada się o pieniądzach, bo jak informował portal gloswielkopolski.pl, w 2010 roku Rdesiński, wówczas prezes publicznego Radia Merkury z nadania koalicji medialnej PiS i lewicy, pozwał do sądu własnego pracodawcę. Rdesiński uznał, że rozgłośnia dopuszcza się dyskryminacji, ponieważ wypłaca mu trzykrotność średniej pensji, czyli ok. 10 tys. zł brutto miesięcznie.

- Więcej ode mnie zarabia w Merkurym członek zarządu [...] i przynajmniej jeszcze jedna osoba"

- żalił się wówczas mediom i Temidzie.

Do tej pory takim poziomem samouwielbienia, chamstwa i bucowatości charakteryzowali się oligarchowie PO-wcy. Wystarczy przeczytać wywiad z 13 stycznia tego roku z byłym prezes Telekomunikacji Polskiej, później Orange, a obecnie szef Konfederacji Pracodawców "Lewiatan" Maciejem Wituckim. Jest on cały na stronie "Gazety Wyborczej". I w owym przypadku widać jakim zapatrzonym w siebie, pazernym i aroganckim bucem może być ktoś, kto nie posiadając żadnych zdolności dorwał się do dużych pieniędzy. Jak widać finansowa oligarchia z nadania Prawa i Sprawiedliwości mocno idzie w tę stronę. 

Cóż, tylko jak Rdesiński zirytuje prezesa to skończy się dobrze płatny stołeczek, tak jak było w przypadku prezesa Pekao Michała Krupińskego w grudniu 2019 roku po jego sławetnym wywiadzie dla niemieckiego "Die Welt". Może czas wszystkich ze środowiska "Gazety Polskiej" usunąć z dobrze płatnych posad, bo przykład posłanki Lichockiej i prezesa Rdesińskiego wskazuje, że do nich nie dorośli. I tylko swoją arogancją i pychą działają na szkodę Prawa i Sprawiedliwości.