Energia jądrowa stanowi dziś ostateczny argument w kwestii użycia sił zbrojnych. Obecne na świecie arsenały pozwalają na kilkakrotnie zniszczenie wszystkiego, co żyje. Dlatego, że skażenie utrudnia działania i na przykład gospodarcze wykorzystanie zajętych terytoriów nie ma ono większego znaczenia dla realnych działań. Wizja atomowego grzyba po Hiroszimie oraz Nagasaki mimo to rozbudza opinie publiczną. Niemiecki Deutsche Well donosi, że prezydent Donald Trump wzmacnia nuklearny arsenał na terenie Niemiec.

Nasz zachodni sąsiad służy, bowiem Stanom Zjednoczonym za przechowalnie bomb atomowych. Parlament niemiecki w 2010 podjął kroki na rzecz pozbycia się ze swego terytorium. Pod koniec marca 2020 już jednak Niemcy wiedzą, że nie tylko ładunki jądrowe zostaną, ale będą zmodernizowane. Takie posunięcie jest skierowane również w kierunku Rosji. Od czasów Zimnej Wojny języczkiem uwagi jest baza lotnicza w Büchel. To właśnie tutaj zamaskowane pod ziemią są składy z bombami wyposażonymi w ładunki jądrowe. Wedle szacunków pod lasem otaczającym bazę znajduje się od piętnastu do dwudziestu składowisk. Nikt jednak nie zna ich dokładnego położenia, bo jest to informacja tajna. Były farmaceuta i członek partii Zielonych Elke Koller trafił na ich ślad w połowie lat dziewięćdziesiątych.

Rząd Niemiec nie potwierdził oficjalnie, czy w Büchel znajdują się głowice jądrowe. Niemieccy posłowie pod groźbą kary nie mają prawa do ujawnienia takich informacji publicznie. Niemcy jednak potwierdziły, że mają podpisane dokumenty w zakresie porozumienia na rzecz dzielenia się bronią jądrową. Stacjonujący w bazie Amerykanie mają możliwość aktywowania odpowiednim kodem głowic oraz podczepienia ich do niemieckich myśliwców. Posiadają rozkazy zestrzelania dowolnego celu naruszającego ich strefę bezpieczeństwa. Wedle Deutsche Well niemieccy piloci mogą otrzymywać zadania dostarczenia bomb nad wskazane przez Stany Zjednoczone cele.

Piloci z Niemiec wypowiadają się anonimowo, że trenowali z atrapami broni jądrowej. Zarazem obecność w NATO powoduje, że oba kraje mają zgodność, co do posługiwania się tego rodzaju środkami. Tak wygląda spuścizna po Zimnej Wojnie. Wedle szacunków Amerykanie na terenie Europy, z uwzględnieniem nie tylko Niemiec, ale również Belgii, Włoch i Holandii posiadają ukryte w przybliżeniu sto pięćdziesiąt bomb. Tym samym znajdują się w magazynach oddalonych od siebie o kilkaset kilometrów.

Odkąd po aneksji Krymu Rosja zainteresowała się rakietami średniego zasięgu zdolnymi do przenoszenia głowic jądrowych po cichu rozpoczął się swego rodzaju wyścig zbrojeń. Rok 2014 nie spowodował narodzin tego zjawiska w skali jaką znamy z okresu Zimnej Wojny, ale spowodował powrót do dozbrajania się. Dla przedstawiciela Zielonych Tobiasa Lindera porozumienie niemiecko-amerykańskie w sprawie dzielenia się bronią jądrową jest „drogie, niebezpiecznie i to antyczny symbol skonstruowany, musimy do powiedzieć, w ramach NATO”. Uważa, że metody wykrywania i rozpoznania, a także nowe systemy obrony przeciwrakietowej mają większe znaczenie.

Od strony praktyczne oznacza on, że Niemcy mają część samolotów i załóg wyłączonych z  użycia, bo są oni trzymani do działań na wypadek potrzeby użycia broni jądrowej. Również kto przetrzymuje głowice jądrowe ten otrzymuje więcej informacji, a współpraca jest ściślejsza. Tak głosi obiegowa opinia. Hans Kristensen jest dyrektorem Projektu Informacji Jądrowej w ramach Federacji Naukowców Amerykańskich (NIC FAS). Specjalizuje się w tematyce broni atomowej oraz dzielenia się informacjami: „Nie widziałem kiedykolwiek w Amerykańskich Siłach Powietrznych, Strategicznym Dowództwie czy Departamencie Obrony mówiącego, że oni biorą w jakiś specjalny sposób niemiecki punkt widzenia odnośnie użycia broni jądrowej”. Pewną wskazówką jest podejście Amerykanów do dostaw. Pojawienie się jednego samolotu z USA wyłącza wszystkie osoby spoza personelu ze Stanów Zjednoczonych. W efekcie Niemcy nie widzą, co jest umieszczane w składach.

Wedle oceny Kristensena Niemcy posiadają w swoich zgładach bomby B-61-3 lub B-61-4. Powstały one na przełomie lat osiemdziesiątych oraz dziewięćdziesiątych. Dziś kończy się ich czas przeznaczenia do użycia. Uważa, że teraz będą wprowadzane bomby B-61-12. Posiadają one dokładność uderzenia w cel od trzydziestu do sześćdziesięciu metrów. Ze względu na obecną sytuację w Stanach Zjednoczonych przewiduje, że nowe bomby będą produkowane i dostarczane na przełomie 2022-2024 roku.

Jacek Skrzypacz