To dzięki niej Sejm musiał zebrać się w czwartek, aby przegłosować zmianę w regulaminie.  Gdyby nie opór przewodniczącego Borysa Budki i Kidawy – Błońskiej obrady można było przeprowadzić zdalnie. A tak 460 posłów plus kilkaset pracowników Sejmu musiało z narażeniem siebie, swoich rodzin i Polaków stawić się osobiście w Sejmie. To wówczas padły haniebne słowa Małgorzaty Kidawy- Błońskiej o tym, że Konstytucja jest ważniejsza niż ludzkie życie. Pani marszałek zapewniała, że w rzeczywistości nie tak do końca powiedziała, ale na prośbę Katarzyny Kolędy-Zalewskiej, aby przytoczyła w pełni swoją wypowiedź, kandydatka na prezydenta szybko się wycofała.  Ile trzeba cynizmu, aby w czasach, gdy Polacy walczą o swoje zdrowie i życie mówić takie bzdury. Konstytucja to nie dogmat i można, a właściwie trzeba ją uaktualnić, bo jak dotąd nie ma w niej ani słowa o podobnej zarazie, jaka nas dotknęła. Natomiast ludzkie życie i zdrowie jest bezcenne i odpowiedzialni politycy powinni o tym wiedzieć. Warto jeszcze wspomnieć, że w Parlamencie Europejskim europosłowie z tej partii głosowali jak jeden mąż za pracami zdalnymi. Widać są podwójne standarty. W Brukseli inaczej i w Warszawie inaczej.  


Aby było jeszcze mniej logicznie, ta sama opcja polityczna wpadła w histerię na temat przełożenia wyborów, właśnie z powodu nie narażenia zdrowia Polaków. Widać, jak się o nas troszczą, wtedy gdy trzeba przeforsować swoje racje.
Czwartkowe posiedzenie Sejmu przebiegało w wyjątkowych warunkach. Sala plenarna gościła część posłów, reszta była rozmieszczona w innych salach.  Zachowanie wielu posłów totalnej opozycji przypominało raczej cyrk niż zachowanie powagi sytuacji. Ubrani w maseczki, rękawiczki robili sobie selfie, opatrując je odpowiednimi komentarzami. Wszystko przebił poseł Zembaczyński, który ubrany w maskę zapewniał o swojej odwadze i poczuciu obowiązku.. „Tu jest Sejm – napisał – i my pracujemy. Gdzie jest mały tchórz z Żoliborza?” Nie sprawdził nawet, że w tym samym czasie w sali plenarnej Jarosław Kaczyński był obecny przez cały czas.


Na mównicy było nie mnie gorąco. Małgorzata Kidawa – Błońska w swoim histerycznym przemówieniu pokrzykiwała i obrażała.  „Wiedzieliście i oskarżam was, tak wiedzieliście – dowodziła - , manipulowaliście, wprowadziliście chaos i jesteście tchórzami. Byliście bezczynni”. W chwilę później wystąpiła z kuriozalnym apelem – Nie przeszkadzajcie nam! W czym mają rządzący im nie przeszkadzać, nie sprecyzowała. Widocznie chodziło o siane dezinformacji, podsycanie paniki. To właśnie od samego początku epidemii marszałek Kidawa –Błońska bezpodstawnie zarzucała rządowi najpierw ukrywanie pierwszego zarażonego, a potem ustawicznie twierdziła, że resort zdrowia ogranicza drastycznie testy, bo nimi nie dysponuje. Nie pomógł telefon ministra Szumowskiego do Kidawy- Błońskie, wyjaśniający ile testów zostało przeprowadzonych i ile jest w zapasie. Kandydatka na prezydenta nie zaprzestała bezpodstawnych oskarżeń.


Na szczęście w piątek doszło do zdalnego posiedzenia Sejmu. Część posłów była na Wiejskiej, część mogła brać udział w obradach i glosowaniu zdalnie.  Nad ranem w kilkugodzinnej szarpaninie słownej i ciągłego kąsania po nogawkach partii rządzącej, Sejm uchwalił ustawę o tarczy antykryzysowej.  Za ustawą głosowało  343 posłów, przeciwko – 78, od głosu wstrzymało się 19. Tarcza antykryzysowa  zwalnia mikrofirmy i samozatrudnionych z płacenia składek ZUS przez trzy miesiące, przewiduje także wypłacanie świadczenia postojowego. Premier Mateusz Morawiecki apelował: „od uchwalenia tarczy zależy ilu przedsiębiorców będzie w stanie ocalić swój biznes” „odłóżmy do lamusa – prosił -  przepychanki, czy zaczepki, które padały przez ostatnie siedem godzin”.


Teraz ustawa trafi pod obrady Senatu, a tam na włościach panuje marszałek Grodzki. Na konferencji prasowej zapewnił, że senatorowie zajmą się nią na posiedzeniu w poniedziałek. I znów obrady nie będą odbywały się zdalnie. Wymagana będzie obecność senatorów na miejscu. Po raz kolejny naraża się ich i ich bliskich na zarażenie. Po obradach rozjadą się po całej Polsce, stwarzając zagrożenie epidemiologiczne. Marszałek Stanisław Karczewski przestrzega, aby takie działania nie stworzyły z Sejmu i Senatu nowego Wuhanu. Zobaczymy, czy ustawa przejdzie przez Senat bezkolizyjnie, bo marszałek Grodzki zapewnia, że Senat to nie jest maszynka do głosowania. Dlatego mogą wystąpić obstrukcje. A na tarczę czeka wielu Polaków, którzy kryzys związany z epidemią mają za dotknięciem ręki.  Oby rozsądek senatorów przełamał pychę marszałka.

Iwona Galińska