Zdaniem eksperta partia Gowina doprowadzi do przesunięcia wyborów ale nie cofnie „zmian w Kodeksie Wyborczym. Z szansy uratowania nas przed kryzysem ustrojowym po wyborach zdezerterował zdominowany przez opozycję Senat. Przesunięcie wyborów to niestety tylko „opóźnienie zapłonu” bomby, jaką podłożono pod wiarygodność i pewność werdyktu wyborczego”.


Zdaniem eksperta „skoro nawet opozycja zlekceważyła zagrożenia związane ze zmianą Kodeksu Wyborczego – trudno uwierzyć, że na wycofanie się ze zmiany zdecyduje się obóz rządzący”. Ekspert uważa, że „przesunięcie wyborów nie unieważnia bowiem zarzutów niekonstytucyjności przepisów zmieniających Kodeks. Po pierwsze, w wykładni Trybunału Konstytucyjnego „sześć miesięcy przed wyborami” oznacza nie „dzień głosowania”, ale „proces wyborczy” – a więc czas od ogłoszenia terminu wyborów. Ten trwa, więc de facto mamy do czynienia ze zmianą prawa w trakcie wyborów, zmianą reguł w trakcie gry. Przesunięcie wyborów przez wprowadzenie stanu nadzwyczajnego to zaś – w opiniach konstytucjonalistów, które przywoływaliśmy oraz w nieoficjalnych wypowiedziach przedstawicieli Krajowego Biura Wyborczego – jedynie „zawieszenie” procedur wyborczych i ich wznowienie za jakiś czas, a nie rozpoczynanie wyborów od nowa po ustaniu ewentualnego stanu klęski żywiołowej lub stanu wyjątkowego. O zmianie terminu w toku wspartej przez opozycję zmiany Konstytucji (wówczas moglibyśmy myśleć o „restarcie” procesu wyborczego, a nie jego „zatrzymaniu”) – po wydarzeniach piątkowej nocy chyba możemy zapomnieć”.


W opinii eksperta „poza kwestią karencji żywe pozostają jeszcze inne zarzuty – dyskryminacji wyborców ze względu na wiek, złamania zasady trzech czytań czy Regulaminu Sejmu. Każdy z tych problemów może być w praktyce przesłanką orzeknięcia niekonstytucyjności przez Trybunał Konstytucyjny lub stwierdzenia nieważności wyborów przez Sąd Najwyższy”.


Działania PiS i antyPiS w opinii eksperta oznaczają, że „obie strony politycznego sporu – obawiam się, że z pełną świadomością – chcą dziś uczynić ze zmian w Kodeksie Wyborczym swoistą bombę z opóźnionym zapłonem. Zapałkę przyłoży ten, w czyim będzie to interesie”.


Kreują prawdopodobne scenariusze wydarzeń ekspert stwierdził, że „we wtorek po Wielkanocy rząd ogłasza trzydziestodniowy stan klęski żywiołowej. Kadencja prezydenta Dudy przedłużona jest do początku grudnia. Wybory – po dodaniu 120 dni do kalendarza wyborczego – odbywają się w pierwszej połowie września. W pierwszym scenariuszu Andrzej Duda wygrywa wybory w pierwszej turze. Opozycja przypomina sobie wszystkie zarzuty, które dziś formułuje i zalewa Sąd Najwyższy skargami na nieważność wyborów – w tym tymi naprawdę fundamentalnymi, wynikającymi z tak proceduralnej, jak i materialnej wadliwości „nocnej wrzutki”. Jeśli Sąd Najwyższy odrzuci te skargi – opozycja przyjmuje narrację, że o ważności wyborów orzekła „pisowska” Izba Kontroli Nadzwyczajnej i Spraw Publicznych złożona z nominatów tzw. neo-KRS (przypomnijmy, że będzie się to działo już po wyborze nowego Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego). Uruchamia znany i lubiany scenariusz „ulica i zagranica” – tym razem mając niestety rację co do tego, że uchybienia były naprawdę poważne. Wpisze się w ten ton pewnie któraś z instytucji międzynarodowych, choćby misja obserwacyjna OBWE. Wątpliwości związane z prawidłowości procedur wyborczych w Polsce staną się realnym problemem dla polskiej dyplomacji i samego prezydenta Dudy. Kolejne lata miną opozycji już nie na podważaniu moralnego prawa prawicy do rządzenia w Polsce, ale negowaniu uczciwości procesu wyborczego”.


Zdaniem eksperta „w drugim scenariuszu mamy niespodziankę – w efekcie pogorszenia się nastrojów społecznych Andrzej Duda przegrywa z nominatem opozycji. Co się wówczas dzieje? Opozycja nie ma wówczas wątpliwości co do prawidłowości procesu wyborczego. Nie może ich podnosić sam przegrany – wszak to on podpisał „tarczę antykryzysową” wraz z przepisami wyborczymi. Wtedy na scenę wkracza któryś z innych kandydatów – dajmy na to Marek Jakubiak. To on kieruje protesty do Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy, mniej pewny swego niż w poprzednim scenariuszu, decyduje się skierować pytania prawne o zgodność przepisów Kodeksu Wyborczego do Trybunału Konstytucyjnego. A Trybunał, w całym splendorze swojej niezależności od pozostałych władz i polityków, postanawia… podtrzymać swoją praktykę orzeczniczą sprzed „dobrej zmiany”. Uznaje, zgodnie zresztą z prawdą, że „nocna wrzutka” była niekonstytucyjna. Wygrane przez opozycję wybory okazują się nieważne. Nie muszę chyba pisać, co dzieje się na ulicach”.


Opracował Jan Bodakowski