. Dla wielu z nas jest to bardzo trudne doświadczenie, tym bardziej dotkliwe, że dotyczy Świąt Wielkanocy i obchodów Wielkiego Tygodnia.  Nasza wiara jest bardzo ściśle sprzęgnięta z całą warstwą obrzędowości, tradycji. Do tej pory nie mogliśmy sobie wyobrazić Niedzieli Palmowej bez święcenia palemek, Wielkiej Soboty bez święcenia pokarmów. W tym roku zostaliśmy tego pozbawieni. Najbardziej odczuwalna jest niemożność przystąpienia do Komunii św.  Zostaje tylko duchowe uczestnictwo i duchowa potrzeba przyjęcia Pana Jezusa do naszego serca.  Musimy poddać się twardym rygorom sanitarnym, aby nie mieć sobie nic do wyrzucenia – żadnych zaniedbań, beztroski i hołdowaniu egoizmowi. Może dzięki tym rygorom zdołamy nie powielić skutków, które dotknęły Włochy i Hiszpanię. Wszystko w rękach Boga. Nam pozostaje gorąca modlitwa w intencji odsunięcia od nas tej epidemii.
Jak dotąd wieści nie są optymistyczne. Rośnie liczba zarażonych i niestety rośnie także liczba zgonów. Liczby te, jak do tej pory nie są tak zatrważające, jak w innych krajach Europy Zachodniej czy Stanów Zjednoczonych.


Siedząc w przymusowej izolacji, gdy cała przyroda budzi się do życia, gdy przyszła długo wyczekiwana wiosna jest bardzo trudne. Dopiero teraz możemy dostrzec uroki każdego normalnego dnia w czasach sprzed epidemii. Kto się wówczas cieszył, że może wyjść swobodnie z domu, wejść do sklepu, kupić sobie to, co jest nam potrzebne, a często nawet dokonać zbędnego zakupu w ramach relaksu. Kto się z nas cieszył, że może wyjść z dzieckiem na plac zabaw, pojechać w weekend na działkę. To była codzienność, na którą nie zwracaliśmy uwagi. Teraz dopiero możemy dokonać aktu dziękczynienia Bogu za każdy normalny dzień naszego życia. Dopiero obecna sytuacja potrafiła nas zatrzymać w nieustannym biegu, usiąść i spokojnie zastanowić się nad naszym bytowaniem. Na to nigdy nie mieliśmy czasu. Święta dla wielu z nas ograniczały się do rytuałów. Zdaniem jednego z warszawskich proboszczy, odwiedzaliśmy kościoły „od palemki do sosenki”. Skupialiśmy się w okresie przedświątecznym na generalnych domowych porządkach, biegaliśmy po sklepach, aby godnie zastawić nasze stoły. Podróżowaliśmy nieraz setki kilometrów, aby w okresie świątecznym spotkać się z najbliższymi. W tym roku to zostało nam odebrane. Ale może uzyskamy coś więcej. Zrzucając całą fasadowość świat, skupimy się na jego jądrze, najważniejszym przesłaniu. Święta Wielkanocy to dla nas chrześcijan najważniejsze święta. „Gdyby nie było Zmartwychwstania, próżna byłaby nasza wiara”. A gdyby nie było miłości Jezusa,  Jego męki i Jego śmierci na krzyżu, Drogi Krzyżowej, szydzenia, opluwania, osamotnienia, nie było by naszego odkupienia. Tylko przez cierpienie mogło się ono dokonać. Dlaczego istota cierpienia jest tak ważna, wie tylko sam Bóg. My nigdy naszymi ubogimi zmysłami i ograniczonym umysłem nie pojmiemy ekonomii Boskiej. Możemy tylko i aż tylko Mu bezgranicznie zaufać, uwierzyć, że wszystko co nas spotyka ma głębszy sens i w rezultacie wypływa z Boskiego Dobra i tylko On wie, co jest dla nas najlepsze. Często się buntujemy. „Dlaczego Boże w ten sposób”, „Dlaczego ja?” „Miało być inaczej”. Nasze wyobrażenie prawie nigdy nie pokrywa się z zamiarami Boskimi. Musimy Mu zaufać i wierzyć, że tylko On wyprowadzi nas z krętych ścieżek życia i poprowadzi prostą drogą ku Sobie.

Przymusowe siedzenie w domuma jeszcze jeden plus. Możemy zacieśnić więzy rodzinne. Do tej pory nie mieliśmy na to czasu. W biegu mijaliśmy się rano, aby zmęczeni spotkać się wieczorem, wymienić ze sobą kilka podstawowych zdań. W najlepszym wypadku usiąść razem do niedzielnego obiadu. Dzieci też się wychowywały trochę z boku. Chcąc im zapewnić dostęp do dóbr materialnych, zapominaliśmy o ich rozwoju duchowym, nie dostrzegaliśmy często, jakie przeżywają dramaty. Teraz, gdy jesteśmy w domach, siłą rzeczy zbliżyliśmy się do siebie. Często jest to trudny kontakt, bo nie potrafimy się otworzyć na drugiego człowieka, bo ciągłe przebywanie na małych powierzchniach może wywoływać w nas agresję. Mamy wszystkiego dosyć – dzieci, współmałżonka, siebie i za wszelka cenę chcemy gdzieś od tego wszystkiego uciec. Po chwili jednak przychodzi opamiętanie, wiemy, że ucieczka nie ma żadnego sensu, a zaistniałą sytuację potraktujmy z dziękczynieniem Bogu za to, że możemy być razem, że jesteśmy zdrowi, że jedni drugim możemy pomóc. Uczmy się celebrować każdą godzinę przeżytą w izolacji epidemicznej, aby potem nie wyrzucać sobie, że znów po raz kolejny coś zaprzepaściliśmy.

I zaufajmy Bogu, który wie, dlaczego nas prowadzi taką, a nie inna drogą. Nie buntujmy się. Zostańmy w domu z Bogiem


Iwona Galińska