Związkowiec ta relacjonował swój żal Gazecie Pomorskiej: "Firma szantażuje nas zwolnieniami, nie obchodzi ją, że niektórzy nie mają jak dojechać, bo mieszkają poza miastem, a autobusy kursują rzadziej lub nawet wcale. Sklepy wydłużają godziny pracy, mieszają pracowników nie rozdzielając zmian. Dla mnie to niedorzeczne. Lepiej skrócić czas, by ograniczyć liczbę zachorowań. Ludzie piszą w portalach społecznościowych: "Świństwo, chamstwo! Traktują nas jak śmieci".

Dodał też: "Są poniżani tekstami typu, że jak komuś się nie podoba, może się zwolnić. Szefostwo powinno wspierać pracowników, robić wszystko, by byli jak najmniej narażeni. Jednak po co? Najlepiej, niech siedzą w kasie przez 24 godziny na dobę. Tylko kto będzie robił zakupy całą dobę lub o 23:00??? Dlaczego zarząd sam nie ruszy tyłków, a nie tylko podejmuje decyzje i ryzykuje życiem innych".