Według prezesa Klubu Jagiellońskiego „Jarosław Gowin zdecydował się na karkołomną akrobację – sam złożył rezygnację z funkcji rządowych, ale chce by jego partia pozostała częścią Zjednoczonej Prawicy. Choć brzmi to niezwykle skomplikowanie – może to być jedyne wyjście z sytuacji do jakiej prowadzi niezrozumiała determinacja prezesa PiS, by przeprowadzić głosowanie 10 maja”.


W opinii prezesa Klubu Jagiellońskiego „Gowin podał się do dymisji, bo nie udało mu się jednoznacznie przekonać swoich politycznych partnerów do przełożenia majowych wyborów. Nie było zgody ani na wydłużenie kadencji Andrzeja Dudy, ani na wpisanie trzymiesięcznego vacatio legis do ustawy umożliwiającej przeprowadzenie głosowania w pełni korespondencyjnego”.


Prezes Klubu Jagiellońskiego uważa, że Gowin „próbuje uniknąć konieczności podjęcia tragicznego wyboru, przed którym dziś stoimy: albo wybory w maju albo upadek rządu. Samodzielnym autorem tej ponurej alternatywy jest Jarosław Kaczyński. Po pierwsze, to on prze do wyborów prezydenckich w maju za wszelką cenę. Robi to w głębokim przekonaniu, że konstytucyjna droga przesunięcia wyborów – wprowadzenie stanu klęski żywiołowej lub stanu wyjątkowego – najpewniej doprowadzi do wyborów na jesieni, kiedy Andrzej Duda stanie się ofiarą społecznej frustracji spowodowanej potężnym bezrobociem i zamknięciem dziesiątek tysięcy firm”.


Kaczyński ma w opinii prezesa Klubu Jagiellońskiego szantażować przyśpieszonymi wyborami do Sejmu i Senatu, które sprawią, że przedstawiciele partii Gowina znajdą się poza parlamentem.


Zdaniem prezesa Klubu Jagiellońskiego „wybory w maju – grożą wzrostem liczby chorych i spektakularną porażką państwa próbującego w miesiąc przygotować się do bezprecedensowej operacji głosowania korespondencyjnego dla 30 milionów uprawnionych do głosowania. Możemy być prawie pewni, że te wybory są gotowym przepisem na wielomiesięczny, a być może wieloletni kryzys konstytucyjno-ustrojowy związany z powszechną utratą autorytetu nowo wybranego Prezydenta RP i brakiem zaufania obywateli do podstawowego źródła legitymizacji władzy – aktu wyborczego.


Prezes Klubu Jagiellońskiego uważa, że „jeżeli po powrocie ustawy z Senatu, najpewniej na dosłownie kilkadziesiąt godzin przed ciszą wyborczą, choćby pięcioro polityków Porozumienia wstrzyma się od głosu – zgodnie z wolą Senatu ustawa bądź to przepadnie, bądź przyjęta zostanie z poprawkami zaprezentowanymi przez większość w izbie wyższej. Choćby – z kilkumiesięcznym vacatio legis uniemożliwiającym zastosowania głosowania w pełni korespondencyjnego w maju. To zaś będzie oznaczało, że wybory 10 maja mogą odbyć się jedynie w lokalach wyborczych, z (nota bene – niekonstytucyjnym) głosowaniem korespondencyjnym jedynie dla osób powyżej 60-ego roku życia i tych objętych kwarantanną. Wówczas albo rząd Mateusza Morawieckiego zdecyduje się ostatecznie na wprowadzenie na ostatniej prostej stanu klęski żywiołowej i przesunie wybory na kilkadziesiąt godzin przed planowanym głosowaniem, albo też Kaczyński pójdzie w zaparte i wyśle miliony Polaków do, skądinąd trudnych do wyobrażenia pod kątem organizacji (terminy zgłoszeń ponad 250 tys. członków komisji wyborczych mijają w ten piątek), lokali wyborczych”.


Zdaniem prezesa Klubu Jagiellońskiego Gowin liczy, że do tego czasu „pozostali politycy Zjednoczonej Prawicy zrozumieją, że z powodów organizacyjnych ani korespondencyjne, ani tradycyjne wybory wiosną są po prostu nie do przeprowadzenia. Wówczas jego ugrupowanie nie będzie musiało blokować bubla o głosowaniu korespondencyjnym i uniknie, przynajmniej na jakiś czas, wypchnięcia poza obóz rządzący. Zagwarantuje tym samym minimalną stabilność władzy wykonawczej na czas kryzysu”.


Opracował Jan Bodakowski