No i pasztet! Zacofany, bo nie lewacki rząd kupę szmalu roztrwonił na biednych, kurek lewakom zakręcił, przestał łożyć na rozmaite ich akcje i bardzo brzydko pokazał im plecy. Jak teraz żyć? Jak  bez publicznych pieniędzy walić publice jedynie słuszną ideolo? Jak przekonywać, że najgorszym z najgorszych jest „kościółkowatość” Polaków, pchanych w otchłań ciemnoty przez zastępy „czarnych”. Co tam jakaś epidemia, co tam walące się firmy i niepewność jutra. Najważniejsze jest trzymanie łapy na pulsie i wskazywanie wielkim palcem na wszelakie tegoż kościoła wszeteczeństwa.

Rej w dziele uświadamiania pospólstwa o zbrodniach kleru wiodą feministki, nie tylko te spod znaku Manify. Jedną z nich jest Agata Diduszko – Zyglewska, stołeczna radna, szefująca tamtejszej Komisji Kultury, srodze zaangażowana w tropienie śladów i mikrośladów pedofilii wśród kleru, także i tam, gdzie nie da się jej dostrzec nawet przez najsilniejszą lupę.

Niestety, przyszła kryska na Matyska. Na badanie tropów zabrakło już środków. Mapa kościelnej przemocy zagrożona! Ludziom zawraca się głowę zarazą, a cel tak szczytny, tak ważny leży odłogiem. Brakło pieniędzy. Nawet oświecony prezydent stolicy, tak chętnie dotujący to, co  sprzyja rozwojowi nowych ideologii spod znaku gender ( karta równości, tęczowy tramwaj itp.) i podobnym dyrdymałom ( strefy relaksu, eksperymentalne kozy, jesienno – zimowe plaże nad Wisłą) jakoś kasy nie sypie. Ale od czego gromady zwolenników? Do nich właśnie zwróciła się pani AD-Z apelując o stosowne wpłaty na rzecz akcji uświadamiania o niecnych czynach przedstawicieli Kościoła. Nie za darmo oczywiście.  

Na darczyńców czeka wspaniała nagroda. O niej to zawiadamia apel AD-Z. Cytuję jego fragment: „…Co miesiąc będę Ci wysyłać raport z wieściami o tym, co udało mi się zrobić – z linkami do moich publikacji, postów, podcastów; z informacjami o nowych punktach na mapie kościelnej pedofilii i przemocy…”

Cudo! Aż się chce wysłać tej pani ostatnie 5 groszy, byle móc zgłębić światłość myśli i wynurzeń ideowych pracownicy frontu ocalenia ludu od zabobonów. Niezwykłe to, zaiste, przedsięwzięcie. Ba, działania na rzecz tego i owego, żeby tylko ociekający ohydą pisus katolikus zniknął z naszego kraju, wcześniej podejmował Wojciech, pomysłowy małżonek AD-Z. On że to podczas tzw. puczu opozycji, z jego częścią artystyczną w postaci popisów wokalnych posłanki Muchy w sali Sejmu, padł trupem zimnym i bladym na bruk ul. Wiejskiej. Trupa tegoż, na pierwszy rzut oka niewątpliwą ofiarę ataku sił reżimu, zamiarowali nagrać wysłannicy zagranicznych słusznych mediów, ażeby potem móc obnosić po świecie dowody zbrodni pisowskiej dyktatury. Jednak niewiele z tego nie wyszło, bowiem jacyś cwaniacy faktyczny stan nieboszczyka odkryli, więc nie pozostało mu nic innego, jak nagle powstać z martwych, otrzepać spodnie i szybko wtopić się w tłum. Tak to właśnie przez wredną ciekawość podstępnych podglądaczy, wielkie dzieło oddania życia za sprawę padło było trupem. Zostały tylko zabrudzone gacie.

Zastanawiam się, czy jednak pomysłu kwesty poddanego przez AD-Z nie dało by się rozszerzyć. A gdyby tak po otwarciu kolejnej tegorocznej strefy relaksu władze stolicy wprowadziły urozmaicenie w postaci występów pani AD-Z, która dla relaksu poczyta zebranym swoje publikacje, posty itepe.  Można tu dodać również część rozrywkową: pokaz padania trupem w wykonaniu małżonka bohaterki. Wszak nikt tak jak on nie potrafi w jednej chwili umrzeć, a potem nagle ożyć. Publika sypnęłaby  kasą aż miło. I za to czytanie dzieł zebranych, i za ten pokaz chwilowego bycia nieboszczykiem. Bo brać pieniądze „za durno”, kwestując po ludziach, to jednak obciach, taki na miarę KOD-owskiego Kijowskiego.

Zuzanna Śliwa