Każdy kojarzy "Oliwiera Twista" czy "Opowieść wigilijną". Proza Dickensa weszła na stałe do kanonu literatury pięknej. Niebywały sukces tego pisarza wydaje się polegać na autentyczności przeżyć, jakie opisuje. Wynika to z jego osobistych doświadczeń, kiedy jako chłopiec, gdy jego ojciec trafił do więzenia za długi, musiał przerwać naukę w szkole i w wieku 11 lat pójść do pracy w fabryce past do obuwia. Pracował tam jak inni po 10 godzin dziennie. Drugim trudnym doświadczeniem była dla niego decyzja matki, która po tym, jak odziedziczyła spadek, mimo to nie sprowadziła go natychmiast do domu. Wpłynęło to na negatywny obraz kobiecych postaci w wielu utworach pisarza.

Jako młody chłopak Dickens wyśmiewał instytucjonalne kościoły, zarzucając jego wyznawcom hipokryzję, w tym, że zabraniają gier hazardowych w niedzielę, a sami nie wykazują się pobożnością. Jego biografowie uważają, że później określał się jako anglikanin, chociaż raczej liberalny. Wykazywał też zainteresowanie dla Unitarianizmu. W każdym bądź razie był protestantem i z pewnością, przynajmniej w późniejszych latach życia, wykazywał zainteresowanie religią. Na marginesie można dodać, że nie znosił katolicyzmu i ewangelikalizmu, czyli przeżyciowej wersji protestantyzmu, która doprowadziła do powstania zielonoświątkowców i chrześcijaństwa charyzmatycznego.

Dowodem na to jest jego książka "Życie naszego Pana" (The Life of Our Lord) napisana między 1846 a 1848 rokiem. Została opublikowana dopiero w 1934 r., 64 lata po śmierci autora, bo nie była przeznaczona dla szerszego kręgu czytelników. Dickens napisał ją dla swoich dzieci, które chciał zapoznać z postacią Jezusa i zachęcić je do Jego naśladowania.

Książka jest parafrazą Ewangelii, w której Dickens własnymi słowami opowiada po prostu losy Jezusa. Tego typu książek powstało wiele. Znamienne jest jednak, na co Dickens zwraca uwagę, a jeszcze bardziej, co wydaje się pomijać.

Zaczyna ją od słów: "Moje drogie dzieci", by zaraz scharakteryzować Jezusa słowami: "Nikt na świecie nie żył, kto byłby tak dobry, tak miły, tak szlachetny, tak współczujący dla innych ludzi".

Dickens podkreśla, że Jezus jest Synem Boga, przez co odcina się od XIX-wiecznych tendencji do sprowadzania Jezusa do szlachetnego dzialacza. Nie bez znaczenia jest jednak to, że podkreśla w Nim przede wszystkim doskonałość moralną, akcentuje przypowieści o przebaczaniu i pomocy innym, przy tych właśnie historiach zatrzymuje się dłużej i je szerzej komentuje. Na końcu zaś stwierdza: "Pamiętajcie! Chrześcijaństwo to czynienie dobrze zawsze - nawet wobec tych, którzy wyrządzili wam zło". Przypomina dzieciom przy tej okazji, aby nie kłamały, były miłe dla służby i biednych ludzi.

To wszystko jest oczywiście prawdą, pod którą katolik podpisze się obiema rękami. Katolicki autor napisałby o tym, ale wyakcentowałby przede wszystkim, że Bóg, który kocha człowieka, chce się z nim zjednoczyć,a człowiek, który kocha Boga, tęskni za tym, aby trwać w Nim w jedności.

Tutaj przebija przede wszystkim moralny wymiar chrześcijaństwa, a jest to tym dziwniejsze, że jest to książka pisana dla dzieci. Z faktu, że Jezus jest Bogiem, Dickens wydaje się nie wyprowadzać wniosków, ale ciągle przedstawia Go jako ideał moralny - przez to tworzy wrażenie, że ma być On wzorem takim, jak dla wielu jest Sokrates, Gandhi czy Budda. W tej perpektywie znika jednak wyjątkowość chrześcijaństwa, które niebezpiecznie zbliża się do pewnego szlachetnego, ale jednak, tylko zestawu zasad moralnych, które zaprezentował Jezus jako pierwszy nauczyciel.

Wpływa na to także fakt, że Dickens pomija w swojej opowieści wszystko, co wprowadzałoby jakiekolwiek zamieszanie co rozumienia Jezusa jako nauczyciela moralności. Kiedy opowiada o zagubieniu 12-letniego Jezusa, podkreślał, że już wówczas był bardzo mądry i rozmawiał z faryzeuszami. Pomija jednak, że rodzice robili Mu wyrzuty, a On im dość ostro, że musiał być w tym, co należy do Jego Ojca. Ten fragment nie pasuje do obrazu grzecznego dziecka i może jest trudny do pojęcia przez dzieci, ale właśnie on pokazuje dobrze, że Jezus był kimś więcej niż mądrym chłopakiem.

Jest to wszystko bardzo znamienne, bo w protestantyzmie zawsze był bardzo silny pewien nurt moralizatorski, który przekształcał się łatwo w faryzeim jak to się stało w Wiktoriańskiej Anglii - wśród bardzo surowych reguł moralnych dopuszczano największe nieprawości byle działy się w życiu prywatnym.

Moralizmem charakteryzował się także pruski pietyzm. W takiej rodzinie wychował się Kant, który doszedł do wniosku: "Niebo gwiaździste nade mną, a prawo moralne we mnie". Niestety chrześcijaństwo sprowadzane do moralności prędzej czy później pozbywa się pojęcia Boga, który staje się niepotrzebny.

W tak pojętym chrześcijaństwie musi dojść do sekularyzacji, a następuje ona zazwyczaj wraz z kryzysem moralnym. I i II wojna światowa przyniosły taki kryzys moralności, że religia oparta głównie na niej, musiała upaść. Stąd w wielu krajach protestanckich z religijności zostało już tylko przywiązanie do zasad wyrażanych najczęściej w formie politycznej poprawności.