Kwestia bogactwa od dziesięcioleci rozgrzewa opinie publiczną. Dobrzy są biedni, a żli są bogaci. Taki schemat utrwalają media oraz popkultura. O ile w ramach korporacji i największych firm dochodzi do wielu nieprawidłowości, sposoby organizacji niejednokrotnie są przeciw zdrowemu rozsądkowi oraz logice faktem jest, że tylko osoby posiadające pieniądze zatrudnią innych. Bez kapitału nie ma pracy. Ten niuans nie przeszkadza analitykom z Programu Nierówności oraz Dobra Wspólnego pod przywództwem Chucka Collinsa do wysuwania daleko idących tez. Wsparty przez badaczy w ramach inicjatywy Omara Ocampo i Sophia Paslaski zajęli się podkreślaniem skali nierówności.

Marksistowska wizja ograb bogatych i daj biednym ma dalej wzięcie, chociaż urąga logice, bo kto pobiera podatki też generuje dodatkowy koszt. Tego zespół Collinsa nie ujmuje w swoim opracowaniu „Bonanza miliarderów 2020”. Od razu wysuwa żądania w zakresie narzucanie dziesięcioprocentowego podatku na miliarderów. Chce, aby w  oparciu o działania o fundusze stymulacyjne powstały środki zgrupowane w ramach Pandemic Profiteering Oversight Committee. Jako, że Collins ma powiązania z miliarderem Georgem Sorosem od razu pojawia się pytanie, czy te działania wbrew nazwie nie są na korzyść, ale najbogatszych.

Wśród propozycji zespołu Collinsa mamy między innymi usuwanie systemu majętności na świecie (dosłownie zamkniecie: „shut down the global hidden wealth system”). Obok rosnących wraz z zarobkami podatków proponuje dodatkowe opłaty w ramach Stymulacji Charytatywności i przeznaczenie dziesięć procent na „prywatne fundacje przez okres trzech lat”. Już ten motyw ukazuje, że celem nie jest pozostawienie pieniędzy w kieszeniach ludzi, ale ich przekserowanie do innych źródeł. Chociaż nie ma tutaj dokładnych wytycznych o kierunku w jakim by płynęły pobrane środki łatwo o domniemanie, że trafiałby do organizacji związanych ze sprawą. Dane Collinsa ukazują, że wzrost majątku wśród bogatych między 1990 a 2020 miał miejsce o tysiąc sto trzydzieści procent.

Wedle jego ustaleń między 1 stycznia 2020 a 10 kwietnia 2020 roku trzydziestu czterech najbogatszych miliardów z listy stu siedemdziesięciu zwiększyło swój majątek. Wśród nich majątek o wartości przeszło miliard dolarów posiadali Jeff Bezon i MacKenzie Bezos związani z Amazon, Eric Yuan - Zoom (program do wideokonferencji), Steve Balmer - Microsoft, John Albert Sobrato - Sobrato, Elon Musk - Tesla i Space X, Joshua Harris - Apollo Global Management i Rocco Commisso - Mediacom. Stawia zarzut, że po kryzysie w 2008 roku w ciągu trzydziestu miesięcy najbogatsi odrobili straty. Cytuje opracowanie politologa „Biolonaires and Stealth Politics” Benjamina Page, które dowodzi, że majątek najbogatszych pochodzi między innymi z cięcia podatków i ograniczania wydatków na socjal.

Nie wyciąga jednak z tego wniosku, że ograniczenie roli państwa i zmniejszenie podatków dla wszystkich pozwoli na osiągnięcie takiej samej tendencji dla reszty społeczeństwa. Koncentruje się na wykazaniu bogactwo, bo jest to ślepy zaułek. Przykładowo analizy ekonomiczne Irvina Fischera sprowadzają się, jak ów ujął: „Generalnie równowaga ekonomiczna zakłócana jest przez jeden czynnik, jakim jest nadmierne zadłużenie”. W historii takie podejście pogrzebało bank Medyceuszy, bo w pewnym momencie skala pożyczek jakie udzielali przekroczyła możliwości spłaty królów, książąt i możnych ówczesnego świata. Takimi kwestiami się jednak nie zajmuje Collins, bo uważa, że odebranie ludziom pieniędzy poprawi ich los. Za to wskazuje, że istnieje „rasistowski podział  majątku”, bo osoby z kręgu Latynosów i czarnoskórych Amerykanów mają „zerowy wzrost majątku”. Za to znów pojawia się odniesienie do podatków, że najbogatsi Amerykanie między 1980 a 2018 zapłacili o siedemdziesiąt dziewięć procent mniej podatków.

Collins podlicza, że przykładowo w okresie pandemii Jeff Bezon zarobił dziesięć miliardów dolarów, a Elon Musk pięć miliardów. Nie analizuje jednak przyczyn tego zjawiska, a potępia sam fakt wzbogacania się. Liczby te robią wrażenie dopóki nie spojrzy się na nie przez pryzmat tych, co tworzą miejsca pracy, a także nie zada sobie pytania - czemu więc mniejsze podatki nie są dla wszystkich? Dlaczego receptą na wzrost majętności jest rozrost biurokracji i odbieranie więcej pieniędzy ludziom?