Tematem tym zajął się doktor Lor Ischer-Pines. Wsparli ją lekarze Pushpa Raja, Ateev Mehrotra oraz Michael Barnett. Samo opracowanie powstało w ramach amerykańskiego Narodowego Instytutu Zdrowia Psychicznego (NIMH). Wedle ustaleń wszyscy ankietowani psychiatrzy wyrazili chęć zdalnej pomocy pacjentom. Zaobserwowali pozytywny skutek takiej formy wizyt u chorych psychiczne. Zarazem jednak odkryli, że taka metoda nie zastępuje fizycznego kontaktu z osobą wymagającą pomocy.

Stracili między innymi zdolność do pełnego odczytywania zachowań chorych, chociażby w oparciu o komunikacje niewerbalną. Aczkolwiek opisana przez Allana i Barbarę Pease mowa ciała chwilami budzi kontrowersje (te same sygnały mogą oznaczać co innego, na przykład reakcję fizjologiczną na warunki pogodowe, a nie efekt psychicznej odpowiedzi) stanowi ona jedną z kluczowych form poznania, co myśli druga osoba. W ramach wszelakich kursów dla polityków i różnego rodzaju szkoleń, nazywanych z angielska coaching, stanowi ona jeden z czołowych elementów. Wprowadzanie „tajników” czytania w ludzkich myślach stanowi jeden z elementów wizji popkultury o przejmowaniu kontroli nad ludźmi i jest już wyjęte spoza kontekstu medycznego. W przypadku specjalistów jednak o ile mają odpowiednie wykształcenie, doświadczenie życiowe i potrzebne przygotowanie pozwala na poprawę diagnozy. Zarazem w przypadku korzystania z kamery wystarczy, że część osoby nie jest widoczna, aby to narzędzie diagnostyczne uległo osłabieniu.

Do lutego 2020 telemedycyna w leczeniu psychiatrycznym stosowało ledwie pięć procent lekarzy. W 2018 tą formę leczenia poniże połowy organizacji zrzeszających specjalistów w tym zakresie w ogóle mówiło o takiej możliwości kontaktu. Wystarczył jednak miesiąc, rozpoczęcie się pandemii, aby ten proces uległ zmianie. Kto pracował z narkomanami, czy wytyczne Departmentu Zdrowia i Służby Ludziom (HHS) spotkali się ze zmianami regulacji. Pozwoliły one na stosowanie takich środków i metod pracy. Od razu pojawiły się obawy, że pojawi się fala oskarżeń o stosowanie aplikacji pozbawionych certyfikatów HIPAA. Innymi słowy istniało ryzyko, że przykładowo chory za fakt, że ktoś mu pomagał zaskarża lekarza. Ukazuję to również pewną mentalność typową dla Amerykanów, jaka łączy się z tendencją do zaskarżania się w sądach na przykład ze względu na brak adnotacji w instrukcjach obsługi.

Do marca 2020 telemedycyna w amerykańskiej psychiatrii miała zastosowanie w przypadkach wyjątkowych, jak ciąża uniemożliwiająca kontakt i poruszanie się, czy w trakcie podróży chorych. Te metody jednak stanowiły wyjątek w pracy. Zgodnie lekarze twierdzili, że tego rodzaju działalność wymaga kontaktu bezpośredniego. Ze względu na pandemię przypadki takich sesji terapeutycznych odbywały się niezwykle rzadko, u jednej czwartej badanych pojawił się jakikolwiek pacjent w ten sposób.

Z konsultacji telefonicznych korzystały osoby pozbawione możliwości używania wideokonferencji. Pacjenci wybierali, czy wolą tylko połączenia głosowe, czy z obrazem. Z pozbawionych widoku drugiej osoby form korzystały głównie osoby starsze. Sami psychiatrzy korzystali z nich, bo w jednej trzeciej przypadków czuli, że ich ta forma nie zawiedzie. Okazało się, że część osób nie posiada adresu e-mail, co uniemożliwiało wysłanie im odsyłacza do udziału w wideokonferencji.

Tego rodzaju forma pomocy jednak zaowocowała problemem z zapewnieniem prywatności pacjentów i ograniczeniem ich intymności. Zarazem też pojawiły się z problemy ze słyszeniem ich w słuchawce. Wizyty uległy skróceniu. Również istniały problemy w określeniu godzin spotkań. Zniknęła również możliwość określania, czy korzystali z dodatkowych środków, a także obserwacji pozwalających na wyciąganie dodatkowych wniosków o reakcjach fizycznych.

Chociaż to studium posiada wiele ograniczeń ukazuje, że wprowadzanie zdalnej medycyny o czym mówi się od lat poza szeregiem korzyści niesie ze sobą wady. Obok nie wspomnianego w cytowanym badaniu zagrożenia podsłuchem, czy nagrania przez osoby zewnętrzne znaczenie ma tutaj dehumanizacja. Relacja międzyludzka konieczna do tego rodzaju pomocy ulega osłabieniu, czego nie akcentuje się, a co jest widoczne w szeregu innych badań ukazujących porównanie aktywności w sieci oraz poza nią.