Krakowski sąd utrzymał w mocy decyzję prokuratury, która jesienią ubiegłego roku odmówiła wszczęcia śledztwa w tej sprawie. Doniesienie w tej sprawie dotyczyło kazania hierarchy z okazji rocznicy Powstania Warszawskiego. Metropolita krakowski podkreślał w nim, że "z powstańczych mogił narodziła się wolna Polska".


- Trzeba było długo na nią czekać (...) Czerwona zaraza już po naszej ziemi na szczęście nie chodzi, co wcale nie znaczy, że nie ma nowej, która chce opanować nasze dusze, nasze serca i umysły. Nie marksistowska, bolszewicka, ale zrodzona z tego samego ducha: neomarksistowska. Nie czerwona, ale tęczowa - stwierdził wówczas abp Jędraszewski. Te słowa stały się solą w oku środowisk lewicowo-liberalnych, niosących na swoich sztandarach postulaty aktywistów LGBT. Zawiadomienie do prokuratury prawie 20 osób złożyło doniesienie do prokuratury, twierdząc, że arcybiskup krakowski między innymi nawoływał do nienawiści lub znieważał osoby ze względu na orientację seksualną.


W uzasadnieniu decyzji o tym, że postępowanie nie zostanie wszczęte, prokurator, powołując się na różne opinie, zaznaczył, że słowa metropolity krakowskiego na pewno nie stanowiły zagrożenia dla czyjegoś życia i zdrowia. Stwierdził ponadto, że jest ono "abstrakcyjne" i "nieokreślone".
Śledczy nie znaleźli żadnej przesłanki do postawienia zarzutów abp. Jędraszewskiemu. Zwrócili również uwagę, że nie obrażał uczuć religijnych innych osób. W przypadku zawiadomienia o propagowaniu faszyzmu prowadzący śledztwo uznali natomiast, że taka interpretacja jest za daleko idąca. Uzasadnili, że w słowach o "tęczowej zarazie" nie można doszukiwać się pochwalania faszystowskiego lub innego totalitarnego ustroju państwa.
Po homilii wygłoszonej 1 sierpnia ubiegłego roku w hierarchę uderzyła ogromna fala hejtu ze strony środowisk lewicowo-liberalnych. Ostra krytyka przeradzała się w groźby karalne. Spośród publicznych manifestacji przeciwko arcybiskupowi szczególnie głośnym echem odbił się "happening" w wykonaniu "drag queen" z Poznania. Transwestyta wystąpił na scenie z kukłą zawierającą podobiznę abpa Jędraszewskiego, symulując scenę jego zabójstwa. Ta skandaliczna sytuacja spotkała się z krytyką nawet ze strony lewicowo-liberalnych polityków. Prezydent Poznania Jacek Jaśkowiak, odnosząc się do wydarzenia, napisał w mediach społecznościowych, że "ten incydent nie ma nic wspólnego ze sztuką czy wolnością artystycznego wyrazu".
- To nie happeningi, tylko jawne nawoływanie do przemocy. Liczę, że zajmą się tym organy ścigania - zaznaczył Jaśkowiak. W podobnym tonie wyrażali się inni politycy różnych opcji. W końcu przeprosiła również osoba, która dopuściła się tego czynu.
Nienawiść wobec abpa Jędraszeskiego przybrała niespotykaną dotąd postać. Arcybiskup mógł jednak liczyć na ogromne wsparcie ze strony wiernych, a także współbraci hierarchów. W specjalnym oświadczeniu przewodniczący Konferencji Episkopatu Polski abp Stanisław Gądecki podkreslił, że hejt wobec metropolity krakowskiego jest przejawem totalitaryzmu światopoglądowego.
- Fala krytyki, która dotknęła metropolitę krakowskiego, arcybiskupa i profesora, a także reakcje pracodawców wobec osób wyrażających swoją dezaprobatę wobec ideologii LGBT+, świadczą o zakorzenionym w pewnych środowiskach totalitaryzmie światopoglądowym, polegającym na usuwaniu poza sferę obszaru wolności ludzi myślących inaczej - napisał abp Gądecki. Zwróciłsię się również z prośbą o równe traktowanie osób negatywnie odnoszących się do ideologii LGBT.
- Do wszystkich ludzi dobrej woli apeluję więc o stosowanie zasady niedyskryminacji w publicznej dyskusji nie tylko wobec zwolenników wspomnianej ideologii, ale o dopuszczenie na równych prawach do debaty także jej przeciwników - zaznaczył przewodniczący KEP.

PZ
Źródło: rmf24.pl