Kierowca od razu po zdarzeniu, podczas pierwszego przesłuchania policyjnego tłumaczył, że miał gorączkę i zażywał silne leki. W związku z tym przeprowadzono badania. Obecność amfetaminy potwierdziły zarówno badania moczu, jak i badania krwi kierowcy. Nawet we wstępnej próbce, której mężczyźnie od razu po wypadku pobrano mocz były śladowe ilości amfetaminy. Pobrano więc krew i te wyniki też potwierdziły obecność narkotyków. Co więcej, podczas oględzin wraku autobusu znaleziono woreczek z proszkiem. Znajdował się obok miejsca kierowcy. Po badaniach też okazało się, że to amfetamina. Informację o tym, że kierowca był pod wpływem narkotyków w trakcie jazdy autobusem, potwierdziła prokuratura. Mężczyzna usłyszał m.in. zarzut sprowadzenia katastrofy w ruchu lądowym, w wyniku której doszło do zgonu jednej z pasażerek, a także ciężkich obrażeń u czterech innych osób - poinformowała w piątek rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Mirosława Chyr. W zarzucie uwzględniono, że w momencie wypadku był on pod wpływem amfetaminy. Tak wynika z uzyskanej w dniu dzisiejszym opinii toksykologicznej - powiedziała Chyr. Dodała, że ustalenia, że kierowca znajdował się pod wpływem amfetaminy skutkowało zaostrzeniem kwalifikacji prawnej i zaostrzeniem możliwości wymierzenia kary. - Nie możemy udzielić informacji, czy kierowca zażywał amfetaminę w trakcie jazdy, ponieważ nie dysponujemy jeszcze ustaleniami w tym zakresie. Po przeanalizowaniu wszelkich dostępnych nagrań będzie możliwe odnieść się do tej kwestii – dodała. Poinformowała również, że prokurator ogłosił Tomaszowi U. zarzut posiadania substancji psychotropowej w postaci amfetaminy. Z informacji naszych dziennikarzy wynika też, że kierowcy cztery lata temu zostało odebrane prawo jazdy. Przekroczył wtedy limit punktów karnych. Jak przekazała Mirosława Chyr, mężczyzna był w okresie od listopada 2014 roku do maja 2018 roku 13 razy karany za wykroczenia w ruchu drogowym. - Były to wykroczenia dot. przekroczenia prędkości, a także nie stosowania się do znaków i sygnałów drogowych – powiedziała. Mężczyzna podczas przesłuchania zasłaniał się niepamięcią. - Wyjaśnił jedynie, że "urwał mu się film" i niewiele pamięta z tego co się działo. Pamięta jedynie tyle, że pomagał wyprowadzić jedną z pasażerek autobusu – poinformowała rzecznik.

Pojazd 25 czerwca przebił barierki na wiadukcie przy drodze ekspresowej S8 i przełamał się na pół, a jego przednia część - wraz z pasażerami - spadła z wysokości około pięciu metrów. Jak podawała na początku stołeczna policja, najbardziej prawdopodobną przyczyną wypadku było zasłabnięcie kierowcy autobusu linii 186. Nieoficjalne informacje mówiły o tym, że mężczyzna miał 39 stopni gorączki. Kierowca autobusu ze złamaniem trafił do szpitala.

Stołeczny ratusz zwrócił się do premiera z apelem o zmianę przepisów, które pozwolą wprowadzić dodatkowe środki zapobiegawcze w postaci okresowych kontroli na obecność środków odurzających. We wpisie na swojej warszawski ratusz informuje także, że liczba wypadków i kolizji autobusów miejskich spadła. „W stosunku do 2018 roku liczba wypadków zmalała o 35 proc. Wszystkich zdarzeń (wypadków i kolizji) było o 38 proc. mniej. Kierowcy autobusów miejskich i motorniczy spowodowali 29 wypadków (to mniej o 22 proc. niż rok wcześniej), w których obrażenia doznało 59 osób. Sprawcami wypadków z udziałem komunikacji miejskiej są jednak głównie inni uczestnicy ruchu. Odpowiadają oni za 70 proc. wszystkich wypadków. W 2019 roku odnotowano 100 wypadków i 49 kolizji z udziałem pojazdów komunikacji miejskiej (w takich sytuacjach za każdym razem na miejsce wzywana jest policja). W rezultacie zginęły 3 osoby (8,6 proc. wszystkich ofiar wypadków), a rannych zostało 158 osób (15,2 proc). Autobusy w ubiegłym roku brały udział w 76 wypadkach i 43 kolizjach, natomiast tramwaje uczestniczyły w 24 wypadkach i 6 kolizjach. Częstym zjawiskiem, które ma bezpośredni wpływ na bezpieczeństwo w pojazdach komunikacji miejskiej jest gwałtowne hamowanie wywołane przez nieprawidłowe zachowanie innych kierowców, np. zajeżdżanie drogi. Często nie zdają sobie sprawy, co dzieje się z pasażerami pojazdów komunikacji miejskiej (w tym osobami stojącymi, wózkami dziecięcymi) podczas tego manewru. A może on prowadzić do poważnych obrażeń u niczego niespodziewających się pasażerów.” – można przeczytać.

Nie ulega wątpliwości, że każdy chciałby aby takie sytuacje nie miały miejsca. Trudno jednak wyeliminować w 100% nieodpowiedzialne zachowania, gdyż jego sprawcami są po prostu ludzie. Ten tragiczny wypadek uczy na pewno tego, że trzeba zwracać uwagę na przeszłość kandydata na kierowcę.

DZ

Źródło: RMF FM, Polsat News