- Dwóch naszych działaczy, Jan i Łukasz, jechało furgonetką informującą rodziców na czym polega "edukacja" seksualna, którą forsuje się wśród dzieci i młodzieży. W stolicy odbywa się to w ramach tzw. Karty LGBT wprowadzonej przez Rafała Trzaskowskiego. Gdy przejeżdżali jedną z ulic śródmieścia, z opuszczonego budynku wyskoczyła na nich grupa ok. 20-30 uzbrojonych w noże bojówkarzy związanych z lobby LGBT – opisuje Dzierżawski. Jak podkreśla, agresorzy w biały dzień, w ścisłym centrum Warszawy, rozpoczęli demolowanie samochodu. 


- Łukasz, który wyszedł z auta aby nagrywać całe zajście, został powalony na ziemię i poturbowany. Gdyby nie mężczyzna, który wybiegł mu na pomoc z pobliskiego lokalu, mogłoby się to skończyć tragicznie. W tym czasie Jan uniemożliwiał agresorom wtargnięcie do środka samochodu. Bojówkarze w dalszym ciągu biegali więc z nożami wokół furgonetki, cięli plandeki, wyrwali lusterko i tablicę rejestracyjną. Zamaskowane osoby malowały samochód sprayem. Wszystko na oczach postronnych ludzi, przed obiektywami kamer i 100 metrów od komisariatu policji – zaznacza działacz Fundacji. Dodaje, że wolontariusze chcieli odjechać z miejsca zdarzenia ale okazało się, że napastnicy przebili opony w aucie. 


- Na szczęście w tym samym momencie przyjechała wezwana policja a bojówkarze uciekli do opuszczonej kamienicy, w której znajduje się tzw. lewicowy squat funkcjonujący, zdaniem mieszkańców stolicy, za przyzwoleniem władz Warszawy. Funkcjonariusze nie próbowali ich ścigać – tłumaczy Dzierżawski. Jego zdaniem, nie ma żadnych wątpliwości co do tożsamości sprawców napaści. 


- Bandyci na masce zniszczonego samochodu nakleili nalepkę z tęczowym logiem parady równości. W internecie opublikowali także własne zdjęcia z ukradzioną tablicą rejestracyjna naszej furgonetki – zwraca uwagę działacz pro life. Przywołuje też ustalenia dziennikarzy, którzy dowiedli, że bojówkarze, którzy dokonali napaści na wolontariuszy, zostali specjalnie przeszkoleni z dokonywania aktów agresji w ramach warsztatów sfinansowanych przez władze miasta Warszawa. 


Na przełomie 2019 i 2020 roku w instytucji Biennale, finansowanej z budżetu stolicy, zorganizowano szkolenie pod tytułem "Taktyki miejskie czyli techniki działania grupowego". Tzw. "taktyki miejskie" czy też inaczej zwane "czarne taktyki" to nic innego jak metody działania organizacji anarchistycznych i terrorystycznych służące do wywoływania zamieszek, starć z policją, siłowego rozbijania legalnych zgromadzeń lub blokowania ruchu miejskiego. Osoby, które brały udział w ataku na kierowców Fundacji, brały udział w tym szkoleniu. Jak widać, szybko wypróbowały nabyte umiejętności w praktyce.
Dokonany w biały dzień napad na wolontariuszy i zdewastowanie samochodu należącego do Fundacji Pro – Prawo do życia wywołało falę entuzjazmu w środowisku polskiego lobby LGBT. Publicznie cieszą się oni z napaści i pobicia oraz zapowiadają kolejne akty nienawiści. Co gorsza, podżegają także do morderstwa proliferów. 


- "Szkoda że jej [furgonetki] nie podpalili razem z tymi kur**mi co były w środku",
- "To byli faszyści których trzeba likwidować",
- "Powinni bardziej wpier***** tym z PRO",
- "Można odrzucić prawo i zdecydować się na lincze i samosądy". 


To tylko niektóre z licznych komentarzy, które możemy przeczytać w mediach społecznościowych. Skala nienawiści i przemocy niebezpiecznie się zwiększa.  


- Na przestrzeni niedawnych 3 dni aż 8 razy dochodziło do napaści na nasze pojazdy pokazujące prawdę o ideologii LGBT i "edukacji" seksualnej! Tak właśnie wyglądał w praktyce koniec miesiąca "tolerancji" i "dumy gejowskiej", jakim jest czerwiec w nomenklaturze LGBT – podsumowuje Mariusz Dzierżawski z zarządu Fundacji Pro – Prawo do życia. 

PZ 
Źródło: Fundacja Pro – Prawo do życia