Ostatnie badania są elementem tego trendu. Stoi za nimi doktor Laura Hamilton z Centrum dla Badań Nauczania Społecznego i Emocjonalnego z Uniwersytetu Stanford. Wsparła ją doktorantka Lynn Hu, z wykształcenia ekonomista również z tej uczelni. Obok niej w badaniach uczestniczyła również Julia Kaufman z licencjatem w literaturze angielskiej na uniwersytecie Pittsuburgh, magister od spraw uczenia i doktor w zakresie edukacji międzynarodowej. Spojrzenie w tym momencie na osoby jakie wyciągają wnioski pozwala na odkrycie zależności jakie nie są widoczne w samym tekście. Również pokazuje w jaki sposób są promowane bzdury za pomocą tytułów akademickich.

Medialny analfabetyzm jest terminem jaki łączy w sobie określanie zdolności pisania oraz czytania z elektroniką. Samo to połączenie kryje w sobie absurd. Tworzy się tutaj nową kategorię umiejętności cyfrowych, a pomija się elementy fundamentalne. Bazą dla nauki oraz istnienia w społeczeństwie jest czytanie ze zrozumieniem, umiejętność na wielu polach będąca w Polsce w zaniku, a także zdolność doi podstawowych operacji matematycznych. Wymaga tutaj zaznaczenia, że w naszym kraju istnieje powszechna zdolność do technicznego odczytu tekstu. Nie ma u nas analfabetów. Wyjątek stanowią osoby ze specyficznymi zaburzeniami rozwojowymi, ale wykraczają one poza ramy tego artykułu. Czym innym jest jednak posiadanie zdolności do analizowania tego, co się czyta i zrozumienia.

Medialne czytanie i pisanie (media literacy) jest nowo mową. Służy ona do promocji środowiska i sposobów korzystania z technologii jakie uderzają w człowieka. Pozornie termin ten nie kryje w sobie niczego groźnego, bo zawiera odniesienia do „zdolności dostępu, analizy, sprawdzania, tworzenia i twórczego wykorzystania wszystkich form komunikacji”. Ustalenia Hamilton sprowadzają się do określenia, że istnieje problem w pracy z tekstem jeśli ktoś nie wyjaśnia, co on przedstawia. Sytuacji nie poprawia, że zależnie od wieku nacisk na technologie kładzie od jedenastu do dwudziestu procent osób przekazujących wiedzę innym.

Korzystanie z technologii jest czynnością wtórną. Kto nie posiadł zdolności czytania napisów ten nie znajdzie odpowiedniego guzika do naciśnięcia. Dziś jednak odwraca się tę myśl, że im więcej ktoś korzysta z techniki tym lepiej ją opanowuje. Takie podejście ma sens w przypadku osób dorosłych o dobrym podłożu w wiadomościach o świecie oraz rozumieniu rzeczywistości. Wedle cytowanych badań budowanie relacji jakie uderzają w młodych osób dotyka ośmiu procent dzieci z podstawówek i trzydziestu dwóch procent ze szkół średnich. Są to wskazania, że stanowią one „główny problem”. Innymi słowy dla tylu osób technika stwarza problemy jakie determinują ich świat. Postawienie innego pytania czy jest problem z nowoczesną technologią powoduje, że wyniki przytłaczają.

Wśród osób wiekowo z podstawówek czterdzieści dwa procent osób ma problemy związane z komunikacją przez urządzenia. Tu zaś nie chodzi o kwestie techniczne, ale relacje uderzające w kształtującą się osobowość. Dane Hamilton dla starszych dzieci wskazują, że siedemdziesiąt dziewięć procent pakuje się w związki szkodliwe. Dla pięćdziesięciu jeden procent sieć i nowe sposoby komunikacji oznaczają wyzwiska, brak szacunku i poniżenie w gronie młodszym, a wśród starszych, odpowiedniku szkoły średniej osiemdziesiąt sześć procent. Do tego czterdzieści cztery procent osób z podstawówek i dziesięć procent z osób starszych nie ma problemu z analizowaniem tego, co czyta. Wysoki wynik dla dzieci młodszych łączy się z tym, że ich zainteresowania i aktywność w sieci jest mniej bogata niż ich starszych rówieśników.

Tym samym dziś głównym celem dla społeczeństwa jest wycofywanie z życia młodych ludzi nowoczesnych technologii na rzecz książek i bezpośredniej aktywności z drugą osobą w klubach sportowych, czy w ramach różnorakich kącików zainteresowań. Fakt, że dla osiemnastu procent osób z podstawówek korzystanie z mediów, a dla ich starszych kolegów w czterech procentach nie prowadzi do patologii jest znaczący. Dane te ukazują, że propaganda o cyfrowym analfabetyzmie szkodzi rozwojowi dzieci. Zyskanie relacji poza komputerem, zdobycie wiedzy poza Internetem i nauka życia bez nowej technologii dopiero przygotowuje do korzystanie z niej. Stanowi bazę do odpowiedzi na pytanie do czego potrzebne są nowe technologie i w jakim zakresie. Kto jednak żyje od samego początku w nich ten już nie ma wyboru. Znakiem tego są już uchwyty do tabletów dla kilkumiesięcznych dzieci oraz radość rodziców, że ich małe dziecko przed ukończeniem pierwszego roku życia wodzi palcem po ekranie dotykowym i przerzuca bajki na YouTube.

Jacek Skrzypacz