Jak przekonuje szef Sanepidu, "maseczka musi być", gdyż "nie wyobraża sobie" by "w dwóch swoich kieszeniach nie miał maseczki". Następnie założył własną, zwykłą bawełnianą maseczkę, na co uwagę zwróciła prowadząca rozmowę Beata Lubecka.

- To jest taka maseczka, która powoduje to, że myślę, że muszę zachować dystans, nie dotykać twarzy. Ta maseczka ma oczywiście także w jakiejś mierze, no nie w pełni oczywiście, zatrzymuje patogeny. Ale ta maseczka świadczy o tym, że jest pandemia - palnął Pinkas.

- Im więcej ludzi nosi maseczkę, tym się bardziej racjonalnie zachowują i pamiętają o tym, że jesteśmy w bardzo trudnym czasie - przekonywał.

Twierdził również, że "naszym obywatelskim obowiązkiem jest nosić maseczkę wszędzie tam, gdzie jest to zalecane". Problem w tym, że w Polsce rząd nie wprowadził zaleceń, a jedynie bardzo wątpliwe, coraz powszechniej podważane przez lekarzy nakazy.

Innymi słowy, szef Sanepidu przyznał, że maseczka ma nie chronić przed jakimkolwiek zakażeniem, a jedynie przypominać, że rząd ogłosił pandemię.