Po ataku Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. sytuacja Polski nie była beznadziejna. Choć oddziały Wehrmachtu zajęły część kraju i rozbiły około 45 proc. sił Wojska Polskiego, to wojna się nie zakończyła. Niemcy ponieśli też znaczne straty i zużycie sprzętu. Kończyły się zapasy amunicji i paliwa. Nie zdobyto z marszu Warszawy, trwała bitwa nad Bzurą, a oddziały WP kierowały się w stronę południowo-wschodnią kraju. Naczelny wódz marszałek Edward Śmigły-Rydz liczył, że zgodnie z porozumieniem z Francją i Wielką Brytanią 15 dni od ich mobilizacji rozpocznie się ofensywa na froncie zachodnim. Wprawdzie przedstawiciel wojsk francuskich przekazał, że ofensywa się opóźni, ale jednak nastąpi. Dowództwo polskie uważało, że najgorszy okres walk z Niemcami mamy już za sobą.

Nie wiadomo było, że decyzja władz radzieckich o inwazji Armii Czerwonej na Polskę została podjęta w pierwszych dniach września. Planowano wejść do Polski wcześniej niż 17 września, ale były trudności z przeprowadzeniem mobilizacji. Władze zostały zaskoczone szybkością niemieckiego natarcia, miały jeszcze niezakończony konflikt z Japonią i czekały na reakcję sojuszników Polski. 13 września dostano informacje o braku czynnej reakcji zarówno Francji jak i Wielkiej Brytanii. Podpisano rozejm japońsko-sowiecki i zaplanowano rozpoczęcie inwazji. Wieczorem 16 września Józef Stalin spotkał się ze swoimi najbliższymi współpracownikami m.in. Wiaczesławem Mołotowem, Ławrentijem Berią i Klimentem Woroszyłowem. Spotkanie skończyło się o 21.50. 17 września około godziny 2.00 Stalin razem z Mołotowem i Woroszyłowem spotkał się na Kremlu z ambasadorem III Rzeszy Fredrichem Wernerem von der Schulenburgiem i poinformował go, że za kilka godzin Armia Czerwona wkroczy do Polski. O 3.00 czasu moskiewskiego ambasador RP został wezwany do Komisariatu Spraw Zagranicznych ZSRS. Wręczono mu notę informującą o działaniach Armii Czerwonej. O godz. 5.00 ambasador Wacław Grzybowski wysłał do polskiego MSZ depeszę informującą o sytuacji. Została ona dostarczona do ministra Józefa Becka dopiero późnym przedpołudniem.

17 września, jeszcze przed wschodem słońca, łamiąc wiążące ZSRS i Polskę umowy międzynarodowe, jednostki Armii Czerwonej przekroczyły granicę sowiecko-polską. Oddziały sowieckie składały się z jednostek Frontu Białoruskiego oraz Frontu Ukraińskiego, liczyły ok. 600 tys. żołnierzy, 4,7 tys. czołgów i 5 tys. armat. Miały za zadanie rozbić napotkane oddziały WP i dotarcie na linię rzek: Pisy, Narwi, Wisły i Sanu. Za Armią szły oddziały NKWD, które miały zabezpieczać zdobyte obszary i aresztować tych, którzy prowadzili wrogą dla sowietów działalność.

Po stronie Polski były uszczuplone przez mobilizację i tworzenie dywizji rezerwowych oddziały Korpusu Ochrony Pogranicza. 12 tys. żołnierzy, którzy byli rozlokowani wzdłuż całej granicy wschodniej, liczącej ponad 1,4 tys. km. Na terenie wschodnich województw były także ośrodki zapasowe Wojska Polskiego oraz oddziały, które znalazły się na tych obszarach w związku z wycofywaniem się przed wojskami niemieckimi. Oddziały KOP były zdezinformowane wiadomościami płynącymi od wojsk sowieckich, które informowały, że przekraczają granice, aby walczyć z Niemcami. Wielu oficerów polskich nie wiedziało, jak mają zareagować i nie podejmowało walki. Niektórym oddziałom polskim udało się wycofać znad granicy i podejmowano próby opóźniania natarcia Armii Czerwonej.

17 września Armia Czerwona weszła w głąb naszego kraju na obszar prawie 100 km.

Wzięci do niewoli po walce, albo napotykani polscy żołnierze i oficerowie byli rozbrajani, przesłuchiwani, poddawani selekcji. Większość została zwolniona, inni jak oficerowie zostali przetransportowani do obozów.

W wielu miejscach miejscowa ludność witała wkraczające wojska sowieckie entuzjastycznie, jako swoich wyzwolicieli. Przeważnie byli oni zdezinformowani o faktycznym celu wojsk sowieckich. Na wschodnich ziemiach polskich dochodziło także do ataków dywersantów, lokalnych komunistów, kryminalistów oraz nastawionych nacjonalistycznie przedstawicieli mniejszości narodowych na urzędy, posterunki policji, dwory i wioski zamieszkane przez Polaków.

Meldunki do Sztabu Naczelnego Wodza, który był w Kołomyi, przesłane do godz. 4.45 były niejasne, czasami sprzeczne i pogłębiały chaos. Aż do godzin popołudniowych nie rozpoczynano żadnych działań. Początkowo myślano o podjęciu walki, ale po analizie celu działań Armii Czerwonej, zrezygnowano z podjęcia realnych działań obronnych.

Minister Beck rozesłał o wydarzeniach depeszę do polskich placówek dyplomatycznych. O godz. 8.45 Polska Agencja Telegraficzna, rządowa agencja prasowa przekazała opinii publicznej w kraju i za granicą pierwsze informacje o inwazji sowieckiej. Strona rosyjska informowała, że wkroczyła na nasze tereny w celu ochrony ludności ukraińskiej i białoruskiej.

O godz. 16.00 podjęto decyzję o opuszczeniu władz polskich terytorium kraju i kontynuowaniu wojny we Francji. Wydano także dyrektywę dla oddziałów Wojska Polskiego, jak należy zachowywać się wobec Armii Czerwonej. Nakazywano nie prowadzić z nią walki i wycofywać się do Rumunii i na Węgry. Wynikało to z tragicznej sytuacji militarnej Polski, która nie mogła prowadzić walk z dwoma najeźdźcami W nocy z 17 na 18 września prezydent, premier razem z Radą Ministrów, Naczelny Wódz razem ze swoimi kancelariami i sztabami oraz tysiące uciekinierów przekroczyło granicę polsko-rumuńską. Faktycznie oznaczało to utratę niepodległości.

Dzień 17 września dla ponad połowy obszaru przedwojennej Polski oraz dla ponad 13 mln mieszkańców tych terenów stał się początkiem okupacji sowieckiej.

Iwona Galińska