Kto czytał mój poprzedni felieton „Śmieje się Polakom prosto w twarz” - wie o kim mowa. Chodzi o działacza LGBT Barta Staszewskiego. Tego od wieszania przy wjeździe do różnych miejscowości naszego kraju tablic, także w języku angielskim: „Strefa wolna od LGBT”. Tablice te sfotografował i porozsyłał po świecie jako dowód okrutnego prześladowania innopłciowców.

     Skutki tego łajdactwa nie dały długo na siebie czekać. Zareagował świętym oburzeniem europejski parlament, porwały się do ataku na Polskę inne unijne gremia, grożąc odebraniem należnych naszemu krajowi dotacji. Wreszcie dał w tej sprawie głos nawet kandydat na prezydenta USA, J. Biden, nie wysilając się na sprawdzenie rzetelności informacji, co - w razie wybrania go (odpukać!) na ten urząd - fatalnie rokuje naszym kontaktom z Ameryką. Na nic zaprzeczenia, że tablice to fałszywka, wymysł działacza LGBT. Nikt nie chciał przyjąć do wiadomości, iż żaden samorząd w Polsce podobnych tablic nie ustawia, zaś „dowody” posłane w świat są prowokacją, arcy podłym narzędziem walki wspomnianego środowiska o specjalne przywileje, na czele z nietykalnością. Prowokacja mająca być wygłupem ( jak tłumaczył to „bydlak” ) zmieniła się jednak w sprawę dużej wagi. Stała się bowiem powodem szykanowania Polski na arenie międzynarodowej, a więc co za tym idzie - zagrożeniem bezpieczeństwa narodowego chociażby w kontekście ekonomicznym.  

     Ktoś wreszcie postanowił wziąć się za prowokatora. Tym pierwszym odważnym okazała się gmina Zakrzówek na Lubelszczyźnie, jedno z miejsc gdzie Staszewski postawił swoją tablicę. Przy wsparciu Reduty Dobrego Imienia władze gminy wystąpiły przeciwko Staszewskiemu do Sądu Okręgowego w Lublinie z pozwem o ochronę dóbr osobistych gminy. Stwierdza w nim, że bezprawnie stawiając  wyglądającą na urzędową tablicę i publikując to w swoich mediach kłamliwie sugeruje, że „ w naszej gminie istnieje dyskryminacja lub segregacja ludzi na podstawie jakichkolwiek kryteriów…To, że pan Staszewski przypisuje nam takie ujemne i powszechnie potępiane cechy jest nie tylko krzywdzące i zniesławiające władze Gminy i mieszkańców naszej lokalnej wspólnoty…” Działanie to – informuje pismo - „ściągnęło na władze i mieszkańców gminy bardzo wiele złośliwych hejterskich komentarzy... Ta sytuacja spowodowała, że zarówno dobre imię jak i wizerunek gminy zostały naruszone. To z kolei wpływa na postrzeganie mieszkańców naszej gminy przez pozostałych obywateli Polski…Ludzie uwierzyli fałszywej informacji i na jej podstawie wyrobili sobie opinię o mieszkańcach gminy i jej władzach…Po pierwsze trzeba stwierdzić, że istnienie w Polsce „Stref wolnych od LGBT” jest wytworem wyobraźni pana Staszewskiego…Tego rodzaju informacja niszczy reputację gminy w kontekście  funduszy europejskich…” To tylko wybrane fragmenty z pozwu.

      Dodajmy, że Zakrzówek jak i inne miejsca, udekorowane tablicami Staszewskiego umieszczono w tzw. Atlasie Hejtu, zwanym też Atlasem Nienawiści, sporządzonym przy akceptacji środowisk LBGT.

       Co będzie dalej z pozwem Zakrzówka? O tym zawyrokuje lubelski sąd, choć kwestia czy doszło do manipulacji w wykonaniu Staszewskiego wydaje się oczywista. Jej skutki także są oczywiste. Ale rozważmy, korzystając z prawa do wolności słowa, jeszcze inny aspekt sprawy. Jak ewentualny wyrok zostanie przyjęty przez tych, co w kłamstwo uwierzyli? Można też domniemywać, iż posłuży drugiej stronie do kolejnego już wrzasku o rzekomym prześladowaniu osób LGBT. Nie trzeba specjalnie się wysilać by wyobrazić sobie zawodzenia, że przemoc, że ich działacz jest prześladowany i nękany przez sądy. W świat popłyną nowe inwektywy i kłamstwa. Bo ideolodzy tego ruchu łatwo nie ustąpią, każde zdarzenie obracając na swoją korzyść. Mają w tym wprawę. Ba,  tylko czyhają na jakikolwiek znak oporu. Wszak to woda na ich młyn. A że przy tym znieważają Polskę, swój własny kraj? No i co z tego? Liczy się zwycięstwo światowe! Przypomina to poniekąd słowa hymnu komunistów, sławnej Międzynarodówki: „Ruszymy z posad bryłę świata. Dziś niczym, jutro wszystkim my! Bój to jest nasz ostatni…”

       Jednak wszystko ma swój kres. Ktoś kto jest pokornym sługą kłamstwa i nienawiści prędzej czy później, w imię praw wyższych, karę za to ponosi.

Anna Rak