Jak alarmują badacze, od kilku lat komora magmowa Pól Flegryjskich podnosi się średnio 3 cm rocznie. To zaś wskazuje na gwałtowne procesy zachodzące w ziemi. Jak ostrzegają eksperci, wybuch może nastąpić nawet w ciągu kilku lat, najdalej dekad.

Pola Flegryjskie ostatni raz wybuchły ponad 40 tys. lat temu. Według najnowszych ustaleń, zdarzenie to miało bardzo istotny wpływ na wyginięcie całego gatunku homo neandertalis. Wówczas chmura popiołu doleciała aż do terenów, które obecnie zajmuje Rosja.

W przypadku tak potężnej erupcji, tylko chmury gazów i popiołów doprowadziłby do kataklizmu. Komunikacja lotnicza w ciągu najdalej kilku godzin przestałaby istnieć w całej Europie. Nadeszłaby także tzw. "wulkaniczna zima", czyli klęska nieurodzaju. Brak dostępu do słońca przez kilka tygodni sprawiłoby, że nie można byłoby oczekiwać płodów z roli. To szybko zaś wywołałoby głód, chaos i masową migrację lądem oraz wodą.

Oprócz tego dochodzi wielki potok lawy, który unicestwiłby szybko okolicę. A byłoby jej wiele. Pola Flegryjskie bowiem to 24 formacje wulkaniczne: kratery, źródła termalne oraz fumarole. Znajdują się na zachód od znanego wulkanu Wezuwiusza.

Warto odnotować, że wspomniana erupcja sprzed 40 tys. lat znacząco zmieniła klimat na całym świecie. Stał się on suchszy i chłodniejszy.

W artykule w "Geophysical Research Letters" w 2009 roku naukowcy ostrzegają, że "przyszły kryzys związany z wybuchem koreluje z podwyższeniem się poziomu tego rejonu o kilka metrów". 

- Trend z tym związany, obserwowany od 1969 r., może być wstępem do odnowienia się procesów wulkanicznych - ocenili autorzy tekstu.

Dr Giuseppe de Natale – pracownik obserwatorium wulkanologicznego na Wezuwiuszu i prowadzący monitoring Pól Flegryjskich porównuje kataklizm, jaki wywoła erupcja, ze zderzeniem się z Ziemią wielkiej asteroidy.