Czytaj też: Australia staje się znowu więzieniem

Łaskawa ta lewicowa władza

Łaskawi ci australijscy gestapowcy – czyli lokalni politycy, pokroju premiera stanu Wiktoria Daniela Andrewsa i miejscowi policjanci. I tak teraz (już po złagodzeniach) może być maksimum pięć osób spotykających się na zewnątrz, ale tylko z dwóch domów, czyli na przykład sąsiedzi. Można już zatrudnić pracownika do ścięcia trawy przed domem. Można wyjść na spacer, czy pójść na ryby, ale tylko w promieniu pięciu kilometrów i tylko na godzinę dziennie.

Ciekawe, że dalej w golfa nie wolno grać. Jak widać, golf jest bardzo niebezpiecznym sportem. Można również odwiedzić kogoś w szpitalu, ale tylko na godzinę. Od blisko pół roku nie wolno także chodzić do kościoła (za to meczety i muzułmanów lokalna władza omija szerokim łukiem)!

Są tylko cztery możliwości opuszczenia domu: zakupy, lekarz, ćwiczenia (godzina dziennie) i opieka nad kimś. Nadal jest godzina policyjna od 20 do 5 rano. Której pilnują... policyjne helikoptery i drony (dobrze, że jeszcze nie strzelają z rakiet i karabinów maszynowych do naruszających przepisy). Nadal nie może być więcej niż dwie niezamieszkujące ze sobą osoby w jednym mieszkaniu, czyli możliwy jest jeden gość w domu na cały miesiąc.

Jak pracujesz na samozatrudnieniu na budowie to z kolegami z pracy nie wolno ci pójść na lunch, czy piwo, nie możesz się zbierać w grupy. Nadal nie można jeść w restauracjach, barach, kupować w sklepach budowlanych, ani pójść do biblioteki.

Dzieci nie wrócą na wakacje

Osoby mieszkające w miejscowościach granicznych pomiędzy Wiktorią, a Nową Południową Walią mogą się starać o pozwolenie na wyjazd do sąsiedniego stanu. Które to pozwolenie władza może udzielić, ale nie musi. Co więcej, jeżeli mają dzieci w szkole i na stancji w sąsiednim stanie to nie mogą one na wakacje (które w Australii są w grudniu) wrócić do swoich rodziców.

Jak wykończyć własnych farmerów

Nie tylko w Polsce władza ma światły pomysł ustawowego wykończenia własnych przedsiębiorców i rolników. W Australii małe i średnie biznesy padają jak muchy po użyciu chemii. Co więcej rolnicy, którzy mają farmy rolne na pograniczu dwóch stanów nie mogą przewozić płodów rolnych, czy swojego dorobku pomiędzy oboma stanami! I tak siano, które normalnie by zebrał w na polu w Wiktorii, a potem przywiózł do stodoły, albo do obory z krowami w Nowej Południowej Walii teraz musi zawieźć na lotnisko w stolicy Wiktorii – Melbourne, przewieźć samolotem do stolicy Nowej Południowej Walii i dopiero potem dowieźć transportem kołowym do obory, czy stodoły w swoim gospodarstwie.

Koszt takiego transportu to jest około 150 tysięcy dolarów australijskich! Takie są oficjalne zalecenia rządowe!

Stan wojenny w Polsce przy tym był łagodny – paszport immunologiczny

Australia nie pozwala wyjechać ze swojego terytorium. I to nawet ludziom z podwójnym obywatelstwem. Tak samo nie wpuszcza Australijczyków, którzy obecnie są za granicą. Każdy, kto przylatuje do Australii musi na koszt własny poddać się dwutygodniowej kwarantannie w wyznaczonym przez władze hotelu. Za nie wypełnienie tego „obowiązku” grozi karą nawet do 50 tysięcy dolarów australijskich i kara bezwzględnego więzienia.

Za to swoich w ogóle nie wypuszczają za granicę. Ponieważ o tym się nie mówi, ale bardzo ciężko jest komukolwiek Australię opuścić. Według informacji medialnych taka sytuacja ma trwać aż do zaszczepienia całej populacji Australii i wydania im tak zwanych „paszportów immunologicznych”.

Jak widać, australijska „demokracja” jest mocno fasadowa, a państwo przypomina najgorszy, totalitarny sen Orwella. To pierwszy krok do państwa, które znamy z „Roku 1984”, „Folwarku zwierzęcego”, „Nowego wspaniałego świata” Huxley'a, czy państwa Panem z prozy Suzanne Collins. I to jest przerażające.

Piotr Stępień