Jak informowaliśmy, na profilu SB pojawiła się wątpliwej jakości relacja o rzekomej próbie zabójstwa dziewczyny należącej do antify. Na pytania o jakiekolwiek dowody, administracja profilu reagowała oburzeniem, że ktoś w ogóle śmie o takowe pytać.

– Lu został zaatakowany na ulicy. Wepchnięty pod tramwaj, szczęśliwie dalej z nami dzięki reakcji motorniczego. To potwierdzone info. Potwierdzona próba zabicia jednej z naszych osób. Ile jeszcze musi się zdarzyć, żeby pobazgrane mury i wulgaryzmy były usprawiedliwione przez „sojuszników”? – napisano dwa tygodnie temu.

Sprawa zniknęła. Teraz Waldemar Krysiak opublikował odpowiedź od ZTM na jego pytania dotyczące sprawy.

- W przedmiotowej sprawie do Zarządu Transportu Miejskiego nie wpłynęło żadne oficjalne zgłoszenie. Sytuacja nie dotyczy również zachowania pracownika stołecznej komunikacji miejskiej ani zdarzenia w pojeździe Warszawskiego Transportu Publicznego. Mając na uwadze powyższe informujemy, że ZTM nie prowadził w przedmiotowej sprawie żadnego postępowania wyjaśniającego w trybie skargowym - napisano w wiadomości.

- ZTM na własną rękę przeszukał nagrania z tramwajów oraz potencjalne zgłoszenia motorniczych i niczego nie znalazł - dodał Krysiak.

Okazuje się, że opis "zamachu" jest tak samo wiarygodny jak przegonienie przez Michała Sz. kilku kiboli. A naiwni młodzi lewacy w to wierzą.