- Informacja ze strony@RCB_RP: śmiertelność grypy sezonowej wynosi 0,1-0,5%. Informacje ze strony @WHO: mediana śmiertelności COVID-19 - 0,27% (wg badań prof. Ioannidisa)/śmiertelność 0,13% (wg wyliczeń dr Ryana). Koronawirus mieści się w granicach grypy sezonowej - czytamy w krótkiej informacji na Twitterze.

Jak podaje "Najwyższy Czas!", "Światowa Organizacja Zdrowia przyznała to, o czym wielu lekarzy mówiło już od dawna". - Okazuje się, iż według najnowszych wyliczeń śmiertelność koronawirusa jest na poziomie ciężkiej sezonowej grypy. W nocy z 14 na 15 października WHO opublikowało najnowsze badania dotyczące śmiertelności koroanwirusa, które pokazują, iż jest ona ponad dziesięciokrotnie niższa niż pierwotnie zakładano. Z kolei ubiegłotygodniowe wskazanie WHO prowadzi do wniosków o możliwej ponad dwudziestokrotnej różnicy - podaje portal powołując się na dane z oficjalnej strony WHO.

Następnie następuje przypomnienie poprzednich oficjalnych danych.

- Zaprezentowane przez eksperta szacunki oznaczają, że prawdziwa liczba infekcji koronawirusem może być ponad 20-krotnie wyższa od tej oficjalnej. Przyjmując obecnie najbardziej realistyczne założenie WHO, czyli zakażenie 10 procent ludzkości, zakażeniu uległo 760 milionów osób. Obecnie liczba potwierdzonych przypadków śmierci z powodu COVID-19 oraz śmierci osób, które miały COVID-19 i choroby współistniejące wynosi niespełna 1,1 miliona. Oznacza to, że wskaźnik śmiertelności infekcji (IFR) przy tym założeniu wynosi zaledwie 0,13 procent - czytamy.

- Na stronie WHO udostępniono także badanie, które przeprowadził jeden z najbardziej znanych epidemiologów, prof. John Ioannidis. Wynika z niego, że mediana śmiertelności z powodu COVID-19 wyniosła 0,27 procent - zaznaczono.

- Według przyjętych przez profesora danych zakażeniu miałoby ulec ponad 500 milionów osób, czyli mniej niż we wcześniejszym założeniu, jednak nawet wówczas średnia śmiertelność infekcji (IFR) jest na poziomie zaledwie 0,22 procent - wyliczono.

Choć informacje pochodzą z ogólnodostępnych i uchodzących za wiarygodne źródeł, to Facebookowi nie podobały się te wyliczenia. Jak napisał Piwowarczyk, tzw. "niezależny weryfikator" Demagog ocenił informację jako "częściowo fałszywą". Natomiast Facebook zablokował mu konto na 24 godziny i... odesłał po "sprawdzone informacje" właśnie ze strony WHO!

Co niesamowite, znany z obstawiania lewicowej narracji "niezależny weryfikator faktów" demagog.pl nie zaprzecza, że informacje są prawdziwe a raczej jest oburzono, że "ktoś śmiał sobie wyliczyć na podstawie danych WHO" to, o czym eksperci tej organizacji mówią.